Jeśli wpiszesz tutaj swój mail, będziemy informować cię o nowych notatkach.
dość robactwa!
najnowsze notatki | starsze notatki >>
419. Co tam nowego pod wodą?
5.09.2010, Aguadulce, Providencia, Kolumbia
Ostatnie wieczory spędziliśmy zagłębieni w lekturze atlasów morskiej fauny. Teraz nurkujemy znacznie bardziej świadomie.
***
- Krz, co nowego widziałeś dziś pod wodą? - zagaduję przy kolacji.
- Co nowego? - drapie się w słoną głowę Krz. - Anusy jeżowców.
***
- Krz, a dzisiaj, co nowego wypatrzyłeś? - pytam następnego dnia nieco obawiając się odpowiedzi.
- Dziś widziałem tylko gąbki - obwieszcza Krz, który właśnie skończył studiować atlas koralowców.
son, 08.09.2010, 22:04.19
418. Coś za coś
5.09.2010, Aguadulce, Providencia, Kolumbia
Nasza druga wyprawa do interioru obfitowała w zwierzynę i w przeszkody. Czyhały na nas nasrożone gałęzie, zamaskowane bagna wciągały nas co krok, deszcz prawie nie ustawał, wściekłe mrówki rzucały się na nas z akacjowych krzaczków, a ścieżką płyną wartki strumień. Cóż, coś za coś.
Spotkaliśmy za to naszą znajomą iguanę, jaszczurki zielone i niebieskie (to te, których szukaliśmy poprzednim razem), a nawet całkiem sporego węża*. A do tego mnóstwo krabów, skocznych jaszczurek, jeszcze bardziej skocznych żabek i cmokających z ukontentowaniem ropuch.
* To był wąż boa!
son, 08.09.2010, 22:04.19
417. Lion Fish
5.09.2010, Aguadulce, Providencia, Kolumbia
Ryba Lew to niedobra ryba. Rozpleniła się na Karaibach, co roku opanowywując nowe rafy koralowe, choć jej ojczyzną są morza Indonezji. Tutaj nie ma żadnych naturalnych wrogów. Jest piękna (swoje imię zawdzięcza bujnej grzywie różowych płetw), trująca (ukłucie płetwą-brzytwą boli przez kilka dni) i wredna.
Bezpośrednim winowajcą w sprawie Lwiej Ryby był huragan Andrew, który na początku lat 90. uszkodził oceanarium na Florydzie. Z pękniętego akwarium ryby uciekły do morza. A co było dalej - już wiecie.
son, 08.09.2010, 22:04.18
416. Z cyklu: Podróże kształcą
czyli czego nauczyliśmy się przez ostatnie pół roku:
***
Tego, że jeśli gdzieś ci się nie podoba, to nie ma co się męczyć, trzeba jechać dalej.
Tego, że czasem warto zahaczyć się gdzieś na czas dłuższy.
Tego, że najbardziej rozreklamowane atrakcje turystyczne często rozczarowywują.
***
Tego, że koń to zwierze wielce pożyteczne.
Tego, że nurkowanie to wielka frajda.
Tego, że od zjeżdżania na rowerze ze stromej i wyboistej góry (downhill) bolą stawy.
***
Tego, że wielki gruby Murzyn z równie grubym złotym łańcuchem na szyi może być bardzo sympatycznym człowiekiem.
Tego, że buszujące w nocy kraby robią strasznie dużo hałasu.
Tego, że plastikowe butelki są plagą wszystkich plaży świata.
son, 08.09.2010, 22:04.18
415. Osobowość na baczność
4.09.2010, Aguadulce, Providencia, Kolumbia
Po pięciu dniach moczenia w morskiej wodzie nasze włosy... hmmm... zaczęły stawiać na swoim.
- Krz, czy ty wiesz, co tym masz na głowie? - zagadnęła Son ukradkiem macając również swoją fryzurę.
- Wiem - Krz nie bez dumy przeglądał się w lustrze. - Zawsze chciałem mieć taką fryzurę, tylko wcześniej moje włosy nie były dostatecznie silne. Teraz mają własną osobowość.
son, 08.09.2010, 22:04.18
414. Z cyklu: Nurkowanie dla idiotów
[za Open Water Diver Manual]
Akcesoria. Oświetlenie.
Możesz zabrać pod wodę zwykłą latarkę, ale woda zniszczy ją, więc nie rób tego.
son, 08.09.2010, 22:04.18
413. Z cyklu: Gringorady
Koniec podróży. Zwrot kosztów.
Na pewno zrobiłeś wiele wspaniałych zdjęć i doświadczyłeś mnóstwa ciekawych przygód. Wiedz jednak, że - o ile nie jesteś profesjonalnym fotografem lub reporterem - sprzedanie twoich doświadczeń będzie trudne, jeśli nie niemożliwe.
son, 08.09.2010, 22:04.17
412. W poszukiwaniu kolorowych jaszczurek
czyli historia o krabie, który gotów był walczyć z parasolem
3.09.2010, Aguadulce, Providencia, Kolumbia
W czasie naszej podróży rzadko spotykamy to, czego szukaliśmy. Zwykle jesteśmy elastyczni niczym trampolina, przygotowani na wszelkie niespodzianki oraz towary zastępcze.
Tak było wczoraj, gdy wybraliśmy się do stolicy naszej wyspy, by wysłaś maile, zdobyć gotówkę i zrobić zakupy (a co skończyło się bezskutecznym dwugodzinnym oczekiwaniem na autobus w ogródku bardzo miłej kawiarni oraz odkryciem Internetu w naszej wiosce), tak było i dziś, gdy wyruszyliśmy szukać kolorowych jaszczurek, od których - podobno - aż roi się na naszej wyspie.
- Co więc spotkaliście, albo też co was spotkało? - zastanawiacie się.
Na początku natknęliśmy się na kryjówkę pewnej iguany. Była czarna w seledynowe pasy i raczej nieśmiała. Prędko zlazła z czarnego pnia i schowała się pomiędzy czarnymi głazami.
Skierowaliśmy się więc tam, skąd dobiegało cmokanie żab. Wkrótce ścieżka stała się wąska i ciemna. Nadchodził deszcz, a w krzakach coś szeleściło złowieszczo.
- Patrz, tam chodzi fioletowy krab! - wypatrzył pierwszego winowajcę Krz.
Nie zważając na zbliżającą się ulewę zaglądaliśmy pod krzaki w poszukiwaniu coraz to większych okazów. Odszukane kraby wycofywały się powoli, tyłem, groźnie wymachując szczypcami i pokrzykując do nas zaczepnie "Coś wam się nie pasi, eh?!".
W końcu krabów było już tyle, że fioletowe wydawały się całe zarośla, a nam trudno było kontynuować spacer. Niektóre egzemplarze były nadzwyczaj waleczne i twardo stały na swoich pozycjach, to znaczy na tylnich odnóżach, przednimy gestykulując obraźliwie. Dopiero w obliczu automatycznie otwieranego parasola robiło im się nieswojo i podawały tyły (choć zawsze pozostając zwrócone do nas przedem).
Ale fioletowe kraby to jeszcze nie wszystko: spotkaliśmy także mrowie drzewnych jaszczurek, jedną czarną ropuchę i dwa potężne mangowce, pod którymi uzbieraliśmy zapas witamin, na następne trzy dni.
I tylko kolorowe jaszczurki nie dopisały.
son, 08.09.2010, 22:04.16
411. Czy wiecie, że...
Jest wiele gatunków ryb, które - w razie potrzeby - potrafią zmienić płeć. Niektóre przeistaczają się, gdy zginie dominujący samiec w ich stadzie, inne - wtedy, gdy osiągną odpowiednią wielkość.
son, 08.09.2010, 22:04.16
410. Drobnostka zoologiczno-lingwistyczna
2.09.2010, Aguadulce, Providencia, Kolumbia
- To cangrejo na prawdę znaczy "krab"? - upewnił się po raz trzeci Krz. - Bo ja myślałem, że "królik"*. I jakoś mi te króliki do fauny podmorskiej nie pasowały.
* conejo (hiszp.)
son, 08.09.2010, 22:04.16
409. 2.09.2010, Aguadulce, Providencia, Kolumbia
- Jak tak dalej pójdzie, to niedługo między palcami wyrosną nam błony. A może nawet jakieś płetwy? - rozmyślamy płucząc w słodkiej wodzie mokre utensylia.
Wysuszyć trzeba maskę, rurę, płetwy, reduktor, oktopusa (to ulubiona część naszego ekwipunku), dmuchaną kamizelkę, pas balastowy, piankę, kostium i kąpielówki. I wszystko to, co niechcący zamoczyło się przy okazji.
Tak, zgadliście! Zapisaliśmy się na kurs nurkowy.
Nurkowanie wcale nie jest trudne. Najbardziej wymagającym ćwiczeniem jest wciśnięcie się w obcisłą piankę, która grzeje tylko wtedy, kiedy ściśle przylega do skóry. Jeszcze trzeba tylko dodźwigać butlę sprężonego powietrza na łódź (któżby podejrzewał, że powietrze może tyle ważyć), a potem czekają nas już same przyjemności.
Mureny o głupiorozwartych pyskach, arystokratycznie falujące płaszczki, ławice galaretowatych maduz, nieśmiałe homary z półmetrowymi wąsami, ryby-wydmuszki z wielkimi czarnymi oczami i cała reszta tego anonimowego, ale radośnie kolorowego bractwa. No i jest jeszcze sama rafa: wielobarwne gąbki, migotliwe porosty, mózgopodobne koralowce, długaśne kłącza, fioletowe tuby i inne niewysłowione wspaniałości.
son, 08.09.2010, 22:04.16
408. Czy wiecie, że...
W wielu krajach Ameryki Łacińskiej dni świąteczne, które wypadają w środku tygodnia, automatycznie przenosi się na poniedziałek.
son, 08.09.2010, 22:04.16
407. San Andres i Providencia
2.09.2010, Aguadulce, Providencia, Kolumbia
Karaiby przywitały nas jak należy. Słońce świeciło jak opętane. Pocztówkowe palmy pochylały się nad nieprzyzwoicie lazurowym oceanem. Po drobnopiaszczystej plaży przebiegały ciemnoniebieskie jaszczurki.
Porzuciliśmy jednak te turystyczne fetysze, bo na odwrocie pocztówki czaiły się wielopiętrowe hotele i wolnocłowe sklepy, a liczba wędrownych sprzedawców lodów zdecydowanie przewyższała liczbę (turystycznej) zwierzyny łownej.
A że uroki plażowania są nam i tak obce, bez żalu teleportowaliśmy się na mniej popularną wysepkę Providencia, gdzie fioletowe kraby przechadzają się wieczorem po głównej (i jedynej) ulicy.
Obie wyspy zamieszkałe są przez potomków osadników z Jamajki, którzy zostali skolonizowani przez Brytyjczyków. Czarnoskórzy tubylcy porozumiewają się więc w języku angielskim, albo - jak dodają czasem uprzejmie - w "karaibskim angielskim", który dla nas pozostaje zagadkową serią gardłowych okrzyków. Na szczęście (choć niezbyt chętnie) mówią także w urzędowym castellano.
son, 08.09.2010, 22:04.15
406. Smoki parkowe
31.08.2010, między Kartageną a San Andres, Kolumbia
To właśnie w Kartagenie spotkaliśmy pierwsze iguany. Nie niepokojone (w przeciwieństwie do nas) przez nikogo spokojnie buszowały po miejskim parku. Były to istne potwory!
Niewyraźny uśmiech malował się na ich seledynowych pyskach. Pod szyją zwisały pelikanie wola. Ich rdzawo-pomarańczowe łapy wyglądały jak pomarszczone gumowe rękawice. Szaro-bury korpus pokryty był smoczą łuską. Groźny grzebień srożył się od głowy do końca ogona. Sam ogon "pomalowany" był w szerokie seledynowe i czarne pasy, tak samo jak brzuch.
Jedna z iguan uprzejmie zapozowała dla nas na drzewie, czego przez półtora roku nie mogliśmy się doprosić u singapurskich monitorów.
son, 08.09.2010, 22:04.15
405. Cartagena
31.08.2010, między Kartageną a San Andres, Kolumbia
Kartagena urzekła nas architekturą i umęczyła ulicznymi naciągaczami.
To jedno z najpiękniejszych miast świata. Gdyby jeszcze dało się złagodzić nieco iście singapurski klimat, Kartagena z powodzeniem mogła konkurować by nawet z Wenecją.
Obronne mury, kamienne portale, kameralne uliczki, tajemnicze zaułki, dwupiętrowe domy, przytulne patia, otynkowane ściany, kolorowe elewacje, odmalowane okiennice, drewniane balkony, fikuśne wykusze, kute bramy...
Słowem byłoby tu niczym w disnejowskiej bajce, gdyby tylko ustały nieustanne nagabywania.
Wyobraźcie sobie, jakbyście się czuli, gdyby każdy warszawski billboard, każda uliczna reklama, każdy sklepowy szyld zaczepiał was z daleka, podbiegał w waszym kierunku, machał do was uporczywie, zapraszał, nalegał, zagadywał, a na dodatek usiłował jeszcze odgadnąć waszą narodowość.
son, 08.09.2010, 22:04.15
404. Jak nie góra do Mahometa...
31.08.2010, między Kartageną a San Andres, Kolumbia
Znużeni beskuteczną walką z wiatrakami, przepraszam, z prysznicami, zaskoczyliśmy przeciwnika podstępem. W karaibskim upale nawet najzimniejszy prysznic nam nie straszny!
son, 08.09.2010, 22:04.15
403. Odezwa do sprzątaczek
31.08.2010, między Kartageną a San Andres, Kolumbia
Sprzątacze! Sprzątaczki! Zamknijcie za sobą drzwi. Posprzątajcie za drzwiami.
son, 08.09.2010, 22:04.15
402. Z cyklu: Dodaj do ulubionych
czyli co nam się najbardziej podobało w...
PERU
* zawsze dojrzałe awokado
* spacer po kanionie Colca
* idealnie dopasowane głazy w murach inkaskich świątyń
A najmniej?
* bycie turystycznym towarem
son, 08.09.2010, 22:04.15
401. Z cyklu: Nurkowanie dla idiotów
[za Open Water Diver Manual]
Nawigacja podwodna.
Mówiąc ogólnie nawigowanie się przy pomocy kompasu przebiega następująco: kompas pamięta, gdzie znajduje się północ, a ty pamiętasz, gdzie znajduje się wszystko inne w odniesieniu do Bieguna Północnego.
son, 08.09.2010, 22:04.14
400. Z cyklu: Nurkowanie dla idiotów
[za Open Water Diver Manual]
Bezpieczeństwo.
Jeżeli coś jest nadzwyczaj piękne, bardzo brzydkie, albo płynie w twoim kierunku, nie dotykaj tego.
son, 04.09.2010, 23:14.14








