mrowisko.net/antypody
szukaj w notatkach
mapa
drukuj
antypody -> czerwiec 2010

Jeśli wpiszesz tutaj swój mail, będziemy informować cię o nowych notatkach.


dość robactwa!

<< nowsze notatki | starsze notatki >>

249. Rozrywki pocztowe

22.06.2010, między Saltą a Jujuy, Argentyna
Przez ostatnie miesiące zostaliśmy bywalcami urzędów pocztowych: dziewięć paczek wysłanych z Malezji, jedna z Singapuru, dwie z Argentyny, jedna z Chile; przesyłki, które odbieraliśmy; kupowanie znaczków pocztowych do wszystkich krajów świata (wiecie, że w Urugwaju znaczki sprzedawane są także w aptekach?), wysyłanie kartek, porównywanie cen...
Na poczcie zawsze dzieje się coś ciekawego: a to cały zastęp Chińczyków rozsyła drobne upominki na Chiński Nowy Rok, a to pewna ekspatka stara się wysłać używane ubrania rodzinie swojej indonezyjskiej maid (zabronione ze względów epidemiologicznych), a to szwajcarska turystka nieustraszenie nadaje trzydzieści rolek niewywołanych zdjęć zwykłym listem, a to argentyńskie zakonnice posyłają pudło pełne męskich skarpetek dla belgijskiego księdza...

komentarze(1)

son, 27.06.2010, 23:14.04

248. Czy wiecie, że...

Samce wydr morskich porywają czasem młode wyderki. Matki zakładników mogą wykupić swoje potomstwo smakowitym kąskiem: morskim jeżem albo krabem.

komentarze(0)

son, 27.06.2010, 23:14.04

247. Słone paluszki

21.06.2010, Salta, Argentyna
Próbowaliście kiedyś znaleźć restaurację z czynną kuchnią w dowolnej mazurskiej miejscowości wypoczynkowej po ósmej wieczorem?
My - wielokrotnie. Zadanie to graniczy z niemożliwością (i nic tu nie mają do rzeczy nasze wegetariańskie fanaberie). Kucharka zawsze ma wieczorem lepsze zajęcie niż czekanie na wygłodniałych letników. Pozostają wtedy piwo i paluszki.
- Ale jak to się ma do waszej podróży? - zapytacie.
Borykamy się tu z tym samym problemem - tylko niejako w negatywie: knajpy otwierają się między 20:00 a 22:00 (i nigdy nie wiadomo, czy dany lokal otworzy się danego wieczora, czy nie). Próba spożycia kolacji przed 21:00 oznacza zupełnie pustą salę, zaskoczonego kelnera i niedobudzonego kucharza. Bo prawdziwym Argentyńczykom rzadko zdarza się zamawiać deser przed północą, a wielu z nich jest wtedy dopiero przy przystawkach.

komentarze(0)

son, 27.06.2010, 23:14.04

246. Dzień Flagi

21.06.2010, Salta, Argentyna
Dzień Flagi zaskoczył nas aż trzykrotnie.
Po raz pierwszy - jeszcze w Singapurze.
- Jak można obchodzić dzień flagi? - dumał wtedy Krz przeglądając przewodnik.
Po raz drugi - w niedzielę, kiedy to obchodzono go z należytą pompą: flagi powiewały wzdłuż głównych ulic, zwisały z okien, furkotały na antenach samochodowych, a patriotyczni Argentyńczycy (zdziwilibyście się tym, ilu ich jest!) paradowali przyodziani w błękitno-białe T-shirty, czapki, szaliki, wstążki i kolczyki.
Po raz trzeci Dzień Flagi zaskoczył nas w poniedziałek, który okazał się dniem wolnym od pracy (święto wypadło w niedzielę), czym niesamowicie skomplikował nasze podróżne plany.

komentarze(2)

son, 27.06.2010, 23:14.04

245. Dzisiaj wielki bal w operze

20.06.2010, Salta, Argentyna
Tak to już jest ze spektaklami, że czasem udają się bardziej, a czasem mniej. Po serii świetnych przedstawień - z baletem współczesnym i kameralnym pokazem tanga na czele - trafiliśmy na XIX-wieczną operę w prowicjonalnej aranżacji.
Co tam zresztą śpiewacy, znacznie bardziej zajmująca była otaczająca nas publiczność*.
Pani na majaczącej w oddali scenie wyśpiewywała już drugą arię, a spragnieni wysokiej kultury widzowie ciągle przybywali, rozprawadzani na miejsca przez pułk zaopatrzonych w halogenowe latarki bileterek**. Ostatni ze spóźnialskich zajęli swoje fotele 50 minut po rozpoczęciu przedstawienia.
Przynajmniej czworo z naszych sąsiadów zajadało się cukierkami zawiniętymi w prawdziwe celofanowe papierki. Siedząca za mną matrona pożarła osiem sztuk w czasie pierwszego tylko aktu. ("To na kaszel, proszę pani, na kaszel.")
Na sali obecni byli także młodsi widzowie. Jeden z nich gaworzył sobie po cichu. Drugi narzekał coraz to donośniej, aż w końcu, w połowie trzeciego aktu, rozryczał się na cały głos, zagłuszając wszystkich śpiewaków.
Wszyscy widzowie bili brawo z niezwykłym zaangażowaniem (czasem nawet w połowie arii) i tylko nieliczni opuścili widownię przed zejściem aktorów ze sceny.

* Bilety kupowaliśmy na godzinę przed roczpoczęciem spektaklu, kiedy pozostały jedynie miejsca w sektorze za 8 peso (6 złotych), być może w droższych sektorach publika była bardziej wyrobiona...

** Wiemy już, że na taką bileterkę trzeba koniecznie poczekać i dać się zaprowadzić na miejsce (choćby było widoczne jak na patelni) oraz wręczyć napiwek. W przeciwnym wypadku - nici z programu.

komentarze(0)

son, 27.06.2010, 23:14.03

244. Senna hipoteza

20.06.2010, Salta, Argentyna
Sny o lataniu przydarzają się najczęściej, gdy śpimy na miękkich, zużytych, zapadających się materacach. Być może dlatego, że przez całą noc staramy się wylewitować z pochłaniającej je czeluści.

komentarze(0)

son, 27.06.2010, 23:14.03

243. Szabat na kampingu

(wyczytane na forum podróżniczym)
Możesz też dołączyć do zorganizowanej grupy wybierającej się w tamte okolice. Dociera tu wiele wycieczek z Izraela. Upewnij się jednak koniecznie, czy nie dołączasz do grupy Żydów ortodoksyjnych. W takim wypadku może okazać się, że cały Szabat spędzicie na kampingu, a wycieczka wydłuży się o jeden dzień, za który oczywiście będziesz musiał dopłacić.

komentarze(0)

son, 27.06.2010, 23:14.03

242. Singapurska wilgoci!

19.06.2010, między Cafayate a Salta, Argentyna
Trudno w to uwierzyć, ale stało się: zatęskniliśmy za singapurską wilgocią. Cóż z tego, że gniło i pleśniało, że człowiek pocił się i ledwie dyszał. Jak wspaniale miała się za to nasza skóra! Jak szybko mijał katar!
- Ach, singapurska wilgoci! - wzdychamy oschle, łuszcząc się niczym pustynne jaszczurki.

komentarze(0)

son, 27.06.2010, 23:14.03

241. Wszystkiemu winne lody winne

19.06.2010, między Cafayate a Salta, Argentyna
Wycieczka po winnicach nie byłaby wycieczką, gdybyśmy pozostali na jednej tylko winnicy. Owego popołudnia skosztowaliśmy siedmiu gatunków młodego wina i następnego poranka ślubowaliśmy trzeźwość.
Niestety, już w południe skusiły nas winne lody.
- Białe czy czerwone? Cabernet czy torrontes? - wahaliśmy się przez moment, a potem zamówiliśmy oba smaki.

komentarze(0)

son, 27.06.2010, 23:14.03

240. Panowie Gniocy*

18.06.2010, Cafayate, Argentyna
Ostatnie dni naszej podróży obfitowały w burżujskie rozrywki: jeździliśmy na koniach (to już trzeci raz!), karmiliśmy lamy (nie dają się pogłaskać), a nawet wybraliśmy się w naszą pierwszą w życiu - Prowansjo, wybacz - wycieczkę po winnicach.
Wizytę w pierwszej z nich rozpoczęliśmy w połowie tury, czyli - od degustacji. Może dlatego bez oporów dołączyliśmy potem do stolika gościnnych Argentyńczyków (pretekstem było polskie pochodzenie jednego z dżentelmenów). Panowie poczęstowali nas winem - w końcu byliśmy w winnicy - oraz serami i z uwagą słuchali naszych opowieści.
- A panowie, to co porabiacie? - zapytaliśmy w końcu.
Mężczyźni uśmiechnęli się szeroko.
- My - rozpoczął ten starszy - pracujemy w takiej rządowej organizacji. Do spraw zdrowia.
- I, wyobraźcie sobie - uzupełnił młodszy - że właśnie wizytujemy pewien szpital. W Cafayate.
- Ale jakoś nie udało nam się go znaleźć - roześmiał się ten pierwszy i zagryzł wino sporym kawałkiem sera.

* Gniokami (to takie ziemniaczane kluski) nazywa się w Argentynie pracowników organizacji rządowych, którzy tradycyjnie stawiali się do pracy wyłącznie w dniu wypłaty, czyli pod koniec miesiąca, kiedy porządnym ludziom nie starczało już na mięso i musieli zadowolić się jedzeniem ziemniaczanych kluch.

komentarze(0)

son, 27.06.2010, 23:14.03

239. Platita, platita!

18.06.2010, Cafayate, Argentyna
- Platita, platita!, pieniążki, pieniążki! - wołały za nami śniodoskóre dzieci.
Jechaliśmy na rowerach przez wyłysiałe o tej porze roku winnice. Chłopcy zostali w tyle, a my zrozumieliśmy, że wjechaliśmy właśnie w obszar prawdziwej Ameryki Łacińskiej. Zsiedliśmy z rowerów i ruszyliśmy w kierunku grupy kaktusów o imponujących parametrach. Z pod ziemi wyrósł nasz samozwańczy przewodnik.
- Państwo idą nad rzekę i tyle? - zagaił.
Kiwnęliśmy głowami. Wcale nie wybieraliśmy się nad rzekę, ale od początku wiedzieliśmy, że spacer w tej okolicy nie ujdzie nam na sucho.
- Za trasę do wodospadu biorę po 10 peso od osoby. Za spacer do rzeki, według uznania - poinformował nas chłopiec.
Ruszyliśmy za nim w milczeniu.
- Jak masz na imię? - pierwszy przerwał ciszę Krz.
- Fernando. I wiesz, dlaczego pracuję? Zbieram pieniądze na buty - ogłosił młody przedsiębiorca.
- A ile masz lat? - kontynuował wywiad Krz (obcowanie z dziećmi często wtłacza człowieka w rolę własnej ciotki).
- Dziewięć. I jeszcze nic nie uzbierałem na moje buty - drążył temat Fernando.
Dreptaliśmy w górę wąską ścieżką.
- Jak tu pięknie! - pochwalił krajobraz Krz.
- Brakuje mi jakieś 30-40 peso - oznajmił malec. - A to jest boisko.
- Grasz w nogę? - Krz bezskutecznie starał się prowadzić uprzejmą konwersację.
- Nie mam na piłkę - nie dał się zbić z pantałyku Fernando.
Dostał od nas 6 peso. To więcej niż zarabia w ciągu kwadransa kasjerka w podwarszawskim hipermarkecie.

komentarze(0)

son, 27.06.2010, 23:14.03

238. Vinos de altura

18.06.2010, Cafayate, Argentyna
Vinos de altura, czyli wina "wysokościowe" - jak sama ich nazwa wskazuje - powstają z winogron rosnących wysoko. Winnice w okolicy Cafayate położone są na 2 tysiącach metrów powyżej poziomu morza. Przez 350 dni w roku świeci tu słońce. W nocy temperatura spada znacząco i winorośl może nabrać sił przed kolejnym słonecznym dniem. Takie warunki klimatyczne sprawiają, że tutejsze winogrona mają w sobie więcej cukru i grubą skórkę, z dużą zawartością taniny. Wytwarzane z nich wino ma nawet do 17 procent alkoholu i mocny cierpki smak.

komentarze(0)

son, 27.06.2010, 23:14.03

237. As z rękawa

16.06.2010, Tafi del Valle, Argentyna
Po ostatnim praniu Krz niespodziewanie wysuwa różne asy. A to czarną skarpetkę z nogawki, a to białą z rękawa...

komentarze(0)

son, 27.06.2010, 23:14.03

236. Rosando i Picasso

- Mam świetny kontakt z moim koniem - oznajmił Krz. - Tylko jest okropnie mokry...
Rzeczywiście, Picasso pocił się nieziemsko. Tak to już jest z końmi zimą, kiedy brakuje chętnych na przejażdżki - konie tracą kondycję.
Po dwóch godzinach telepania się w siodle rozbolały nas kolana. I nie tylko.
- A wiesz, że Simon Bolivar* miał przydomek Culo de Hierro, "Żelazny Tyłek"? - zauważył Krz zsiadając ze swojego wierzchowca.
Oswobodzony z siodła Picasso czym prędzej wytarzał się w piachu.

* Ten sam, od którego nazwiska nazwano Boliwię oraz walutę Columbii.

komentarze(0)

son, 27.06.2010, 23:14.03

235. Cordoba

16.06.2010, Tafi del Valle, Argentyna
Cordoba słynie ze wspaniałej kolonialnej architektury i z Jezuitów, którzy pozostawili tu działający do dziś (bezpłatny!) uniwersytet.
Poza uniwersytetem uczeni zakonnicy (każdy z nich musiał legitymować się co najmniej dyplomem doktora) zostawili po sobie rozsiane na północy Argentyny rancza - przyczółki cywilizacji. To właśnie z nich - często za pomocą języka muzyki - nawracali indiański lud. Potępienie przez nich niewolnictwa, głoszenie, że Indianie są wobec Boga równi białym oraz teoria, że władza Boga sięga bezpośrednio ludu, wcale nie przechodząc po drodze przez ręce króla - wszystko to sprawiło, że zagrożony władca Hiszpanii wygnał ich z Ameryki Południowej pewnej nocy 1767 roku.

komentarze(0)

son, 27.06.2010, 23:14.03

234. Z cyklu: Gringorady

Szok kulturowy. Punktualność.
Zasadnicze nieporozumienie odnośnie punktualności spowodowane jest przez nieścisłe tłumaczenie wyrazu
ahora, który w Ameryce Łacińskiej wcale nie oznacza "teraz", a raczej "jak tylko nadejdzie właściwa pora". Ahorita czy ahoritita* są tylko trochę lepszym przybliżeniem tego, kiedy dane wydarzenie nastąpi. Jeżeli bardzo zależy ci na punktualności, zrobisz lepiej jeśli wybierzesz się do Szwajcarii.

* "Teraźniutko", "teraźnieńko"

komentarze(0)

son, 27.06.2010, 23:14.03

233. Czy wiecie, że...

Coca Cola, w początkach swojej kariery, była niegazowanym napojem reklamowanym jako remedium na kaca.

komentarze(0)

son, 27.06.2010, 23:14.03

232. Ser-nic

16.06.2010, Tafi del Valle, Argentyna
- Myślałem, że zamawiam sernik - Krz z osłupieniem wpatrywał się w stojący przed nim półmisek.
Obok filiżanki kawy pyszniły się plastry twardego żółtego sera obficie polane marmoladą i przyozdobione włoskimi orzechami.

komentarze(0)

son, 25.06.2010, 14:34.41

231. Ach, te rzęsy!

16.06.2010, Tafi del Valle, Argentyna
- One mają niesamowicie długie rzęsy - zauważył Krz. - Zakręcone zupełnie jak na reklamach mascary.
(Obok nas przechodziły właśnie dwie zaprzyjaźnione lamy.)

komentarze(0)

son, 25.06.2010, 14:34.41

230. Lambada!

16.06.2010, między Tucuman a Tafi del Valle, Argentyna
Przeczytaliśmy, że w Cordobie istnieje dyskoteka dla dzieci w wieku 9-13 lat, i opadły nam szczęki. Po chwili refleksji nad wyborną kawą doszliśmy jednak do wniosku, że to wcale nie jest głupie. Dyskoteka trwa od 18:00 do 21:00, dzieci dobrze się bawią, alkoholu (oczywiście) nie ma, rodzice czekają w kawiarni albo ogródku... A przecież dyskotekowe przeboje "robione" są właśnie pod gusta dzieci w tym wieku. I im prędzej z tego wyrosną, tym lepiej.

komentarze(0)

son, 25.06.2010, 14:34.41

<< nowsze notatki | starsze notatki >>