mrowisko.net/antypody
szukaj w notatkach
mapa
drukuj
antypody -> sierpień 2010

Jeśli wpiszesz tutaj swój mail, będziemy informować cię o nowych notatkach.


dość robactwa!

<< nowsze notatki | starsze notatki >>

385. Kto rano wstaje...

czyli uroki podglądania ptaków
27.08.2010, Rio Claro, Kolumbia
***
- Krz, ale te dzisiejsze tukany były inne niż wczorajsze tukany, prawda? - upewniła się Son.
- Aha - Krz nieprzytomnym wzrokiem wpatrywał się w otaczającą nas dżunglę.
- Bo te wczorajsze były niebiesko czerwone, z pasiastym dziobem, a te dzisiejsze były czarne, miały żółty dziób i takie czerwone pod skrzydłami, prawda? - nalegała Son.
- Nie wiem, Son - Krz przecierał oczy. - Byłem nieprzytomny. Widziałem tylko dziób.
***
- Krz, nie ma tukanów, ale jest mały gekon - zaraportowała Son wyciągając szyję w kierunku szpary w ścianie. - Chcesz zobaczyć?
- Nie - obojętny na uroki jaszczurek Krz przwrócił się na drugi bok.
***
- Krz, jak o świcie pada, to ptaki zaczynają latać później, czy mają jakieś aktywności zastępcze? - zasmucona Son wpatrywała się w ścianę deszczu.
- Myślę, że mają aktywności zastępcze - ziewnął Krz naciągając prześcieradło na głowę.

komentarze(0)

son, 28.08.2010, 14:13.07

384. Sycąc oczy zielenią

24.08.2010, między Manizales a La Dorada, Kolumbia
Nie spodziewaliśmy się, że można do tego stopnia stęsknić się za kolorem zielonym. Gdy wjechaliśmy w region upraw kawy, źrenice rozszerzyły nam się z zachwytu.
Otaczała nas zieleń. Nużaliśmy się w zieleni. Łapczywie pożeraliśmy ją wzrokiem. Syciliśmy oczy na zapas.
Po prawie półrocznej jesieni, po spalonej patelni patagonii, po pustynnym altiplano, po zasuszonych krajobrazach Argentyny, Chile, Boliwii i Peru - nareszcie zieleń!
Krzaczki kawowe zieleniły się w cieniu zielonych bananowców, w zielonej dolinie krowy pasły się na zielonych pastwiskach, a na trawiastych zboczach sterczały zielone palmy woskowe - najsmuklejsze palmy świata.

komentarze(0)

son, 28.08.2010, 14:13.07

383. Kokietka i Cyganka

24.08.2010, między Manizales a La Dorada, Kolumbia
Pejzaże jawiły się niesamowite. Krz pozostawał jednak niepocieszony. Odkrył bowiem, że jego "koń" jest w istocie mułem.
Muł, czy nie muł, był to bardzo dzielny wierzchowiec. A raczej "wierzchowca", La Coqueta była bowiem kobietą. Bez wahania przekraczała sięgające jej do brzucha strumienie. Zmobilizowana, pilnym kurc-galopkiem doganiała resztę grupy.
- A Cyganka? Jak to było z Cyganką? - zapytacie.
La Gitana była prawdziwym koniem. To znaczy klaczą. Miała w sobie ducha rywalizacji i starała się wyprzedzić wszystkie inne konie, łącznie z koniem przewodnika. Zakręty brała ostro, a strumienie przekraczała z poważnym rozbryzgiem.

komentarze(0)

son, 28.08.2010, 14:13.06

382. Fałszywe poziomki

24.08.2010, między Manizales a La Dorada, Kolumbia
Bajecznie czerwone poziomki pyszniły się wśród zielonych listków niczym w kreskówce. Niestety, smakowały zupełnie jak styczniowe pomidory z hipermarketu. Czyli wcale.

komentarze(0)

son, 28.08.2010, 14:13.06

381. Kawowo mi

24.08.2010, między Manizales a La Dorada, Kolumbia
W rejonie upraw kawy kawa dodawana jest wszędzie. Jest turron kawowy, są kawowe ciasteczka, jest kawowa pasta do kanapek, kawowa czekolada, biżuteria z kawy, a nawet kawowe wino (wytwarzane z kawowych łupinek - ohyda).

komentarze(0)

son, 28.08.2010, 14:13.06

380. Agua de panela

24.08.2010, między Manizales a La Dorada, Kolumbia
Czegóż to się nie robi z podróżniczego obowiązku! My skosztowaliśmy kolumbijskiego specjału agua de panela. Fuj!
Wyobraźcie tylko sobie: jest to koncentrat soku z trzciny cukrowej serwowany na gorąco i z solidnym kawałkiem słonego białego sera rozpuszczającym się na dnie naczynia.
Uwaga: w ten sam sposób podaje się w Kolumbii czekoladę.

komentarze(0)

son, 28.08.2010, 14:13.06

379. Telefon do Rio Claro

24.08.2010, między Manizales a La Dorada, Kolumbia
Zarezerwować nocleg?
- Prosta rzecz - powiecie. - Jeden telefon i załatwione.
Ale zaraz, zaraz. Nie jesteśmy w Polsce. Jesteśmy w Kolumbii.
Zaczynam od zagadnięcia miłej pani z kafejki internetowej. Wyjaśniam sprawę. Nie, pani niestety "nie ma minut", ale wskazuje mi uliczny stragan z miłym panem, który "minuty ma". Pokazuję więc panu numer telefonu, czarno na białym wydrukowany w naszym całkiem aktualnym przewodniku.
- Rio Claro? A gdzież to jest? - zastanawia się kioskarz, bo zidentyfikować trzeba jeszcze numer kierunkowy.
Kartkuję więc przewodnik w poszukiwaniu mapki, a sprzedawca "minut" (i innych towarów) rozpytuje o Rio Claro innych klientów oraz kierowców z pobliskiego postoju autobusów (bo kto jak kto, ale kierowca powinien wiedzieć, gdzie co leży).
Wreszcie ustalamy, dwa potencjalnie właściwe kody i czynimy dwie bezskuteczne próby: nie ma takiego numeru oraz niezidetyfikowany bzyk (za który jednak muszę zapłacić). Płacę więc za jedną "minutę" i wracam do kafejki.
Znajduję stronę internetową hotelu (działa!) i spisuję numery kontaktowe. Dowiaduję się, że - po pierwsze - numer, pod który dzwoniłam należy do "biura" znajdującego się w Medellin (czyli zupełnie gdzie indziej) oraz - po drugie - owe "biuro" czynne jest do osiemnastej (czyli już nieczynne), a - po trzecie - w samym hotelu rezerwacji nie przyjmuje się. Pomimo tego zadzwonię. Przynajmniej upewnię się, czy są wolne pokoje. Dziękuję więc miłej pani, wracam do miłego pana i demonstruję mu nowy numer.
Miły pan zakłada okulary i skrupulatnie liczy nabazgrane przeze mnie cyferki.
- Ki diabeł? Fan Nostrodamusa? - zapytacie.
Nie, liczba cyfr w numerze określa operatora sieci komórkowej. A ponieważ połączenia międzysieciowe są horrendalnie drogie (pamiętajcie: to nie Europa), każdy sprzedawca "minut" posiada telefony wszystkich operatorów.
Teraz muszę jeszcze "minutkę" poczekać, bo wszystkie telefony z odpowiednią kartą SIM są akurat w użyciu. O, jeden właśnie się zwolnił. Hmmm, jeszcze jedna drobna przeszkoda: telefon jest tak zużyty, że cyferki na klawiaturze zupełnie się starły. Odliczam więc w skupieniu klawisze: 1-2-3-4-5-6-7, 1-2-3-4....
Telefon skrzeczy i skrzypi, ale udaje mi się skontaktować z odpowiednią osobą. Tak, pokoje są. Nie, zarezerwować nie można. Nie szkodzi, zadzwonię do "biura" jutro rano.
Zadzwonię...

komentarze(0)

son, 28.08.2010, 14:13.06

378. Przekleństwo (podróżne)

24.08.2010, między Manizales a La Dorada, Kolumbia
Obyś musiał pracować w podróży!

komentarze(0)

son, 28.08.2010, 14:13.06

377. Co kraj to...

24.08.2010, między Manizales a La Dorada, Kolumbia
We wszystkich krajach Ameryki Południowej - poza Brazylią i Gujaną - mówi się po hiszpańsku. Ale i tak sprzedawcy co chwila wybałuszają na nas oczy ze zdziwienia, uśmiechają się kpiąco albo po prostu wzruszają ramionami.
Bo "kukurydza" to raz choclo, a gdzie indziej mais.
Bo "awokado" to czasem palta, a czasem aguacate.
Bo "orzeszki ziemne" nazywane są mani, ale też cacahuetes.
Bo bodega bywa "winnicą", lecz także "bagażnikiem".
Bo "karmel" zwany jest dulce de leche albo arequipa.
Bo coger un atobus może znaczyć "złapać autobus", a może też znaczyć... a zresztą, co ja wam będę tłumaczyć.

komentarze(0)

son, 28.08.2010, 14:13.06

376. Z cyklu: Podróże kształcą

czyli czego nauczyliśmy się przez ostatnie pół roku:

Tego, że niekompetencja ogółu ludzkości przerasta ludzką zdolność pojmowania.

Tego, że trzeba egoistycznie dbać o swoje interesy, bo inaczej zaraz ktoś usiądzie na twoim podłokietniku.

Tego, że nie można się powyższym przejmować, bo po co.

***

Tego, że alpaki są przystojniejsze od lam.

Tego, że kaktusy to takie kolczaste ogórki.
Tego, że aligatory i anakondy nie są takie groźne, na jakie wyglądają.
***
Tego, że większość miłych osób, z którymi masz do czynienia podczas podróży oczekuje od ciebie napiwku.
Tego, że otrzymuje się nie to, za co się płaci, ale to, czego się wymaga.
Tego, że nie ma żadnego powodu, dla którego powinniśmy kryć nasze niezadowolenie z opłaconej usługi.

komentarze(0)

son, 28.08.2010, 14:13.06

375. Kolumbia na świeżo

20.08.2010, między Armenią a Salento, Kolumbia
Ciepło. Czysto. Odświeżająco zielono.
Otynkowane domy. Firanki w oknach. Świeżo odmalowane okiennice.
Życzliwi ludzie. Kawa z ekspresu. Świeże owoce.

komentarze(0)

son, 28.08.2010, 14:13.05

374. Jajeczne życie

20.08.2010, między Armenią a Salento, Kolumbia
W Nowej Zelandii nie serwowano śniadań w hotelach. Argentyńskie śniadania składały się nieodmiennie z medialunas. W Chile raz jeden podano nam jaja i wcinaliśmy je, aż nam się uszy trzęsły. W Boliwii częstowano nas jajami średnio co drugi dzień. W Peru jajeczne śniadania stały się naszym chlebem powszednim. Kolumbijczycy w ogóle nie wyobrażają sobie rozpoczęcia dnia bez solidnej porcji jajecznicy.
Nie zdziwcie się więc, jeśli do Polski wrócimy nieco... hmmm... jajogłowi.

komentarze(0)

son, 28.08.2010, 14:13.05

373. Z cyklu: Gringorady

Choroby. Zatrucia pokarmowe.
Jeżeli do objawów twojego zatrucia pokarmowego zaliczają się wymioty i/lub biegunka, dobrym pomysłem będzie wynajęcie pokoju z prywatną łazienką. Zaoszczędzi to zakłopotania zarówno tobie jak i innym gościom hotelu.

komentarze(0)

son, 28.08.2010, 14:13.05

372. Czy wiecie, że...

Inkowie prowadzili obserwacje astronomiczne używając wodnych luster. W ten sposób mogli bez konsekwencji przypatrywać się słońcu.

komentarze(0)

son, 28.08.2010, 14:13.05

371. Kolumbio, ahoj!

20.08.2010, między Armenią a Salento, Kolumbia(!)
- Krz, czy zdajesz sobie sprawę z tego, że jesteśmy w Kolumbii dopiero od szesnastu godzin? - zagadnęła Son sięgając po jeszcze jedno upiornie słodkie ciasteczko kawowe.
Mieliśmy już za sobą przejazd z lotniska do miasta, krótką noc w hotelu, szybkie zwiedzanie Cali, transport na dworzec autobusowy, przejazd do Armenii i przesiadkę do Salento.
- Niesamowite - zgodził się zemdlony słodyczami Krz. - Przemieszczamy się, jak gdyby ktoś kopał nas prądem.

komentarze(0)

son, 28.08.2010, 14:13.05

370. Lima

19.08.2010, między Quito a Cali, Ekwador / Kolumbia
Lima - przynajmniej w zimie - jest szara i brzydka.
Rozproszone światło, llovizna (rodzaj mokrej mgły), zimny wiatr od morza...
Chaos urbanistyczny, krzywe chodniki, zakorkowane ulice...
Centra handlowe, turystyczna starówka, muzea zamknięte z powodu remontu...
Czyż to nie brzmi znajomo?

komentarze(0)

son, 28.08.2010, 14:13.05

369. Z cyklu: Dodaj do ulubionych

czyli co nam się najbardziej podobało w...
ARGENTYNIE
* spalona patelnia Patagonii
* rozmowni Argentyńczycy
* życie kulturalne Buenos Aires
* autobusy z panoramicznym widokiem
* pyszne pizze na cienkim cieście
* tango!
A najmniej?
* bezwstydne befsztyki
* urząd pocztowy w Ushuaia
* drepcząca nam po piętach zima

komentarze(0)

son, 28.08.2010, 14:13.05

368. Ley Zanahoria

[za naszym przewodnikiem]
"Prawo marchewkowe" - tak ochrzczono w Cali przepis określający godzinę, do której mogą być otwarte miejskie bary i dyskoteki. Bo żeby dobrowolnie rezygnować z dobrej zabawy już o trzeciej nad ranem trzeba być zdrowym (i nudnym) jak marchewka.

komentarze(0)

son, 28.08.2010, 14:13.04

367. Żegnajcie Antypody!

19.08.2010, Lima, Peru
Stało się. Klamka zapadła. Dzisiejszej nocy przekroczymy równik.
Przyszłe notatki nie będą więc już notatkami z Antypodów. Przynajmniej w sensie geograficznym.

komentarze(0)

son, 19.08.2010, 21:52.55

366. Z cyklu: Gringorady

Towarzysze podróży. Podróżowanie w parach.
Podróżowanie z twoim partnerem/partnerką może okazać się trudnym doświadczeniem i z dużym prawdopodobieństwem wystawi wasz związek na próbę. Przed wspólnym wybraniem się w dłuższą podróż koniecznie pojedźcie razem na krótsze, niezobąwiozujące wakacje. Pocieszcie się, że Ameryka Łacińska obfituje w romantyczne miejsca i - o ile tylko wasz związek przetrwa - wrócicie z podróży znacznie bardziej zżyci.

komentarze(0)

son, 19.08.2010, 21:52.55

<< nowsze notatki | starsze notatki >>