mrowisko.net/antypody
szukaj w notatkach
mapa
drukuj
antypody -> wrzesień 2010

Jeśli wpiszesz tutaj swój mail, będziemy informować cię o nowych notatkach.


dość robactwa!

najnowsze notatki | starsze notatki >>

446. Adios, pomidory!

13.09.2010, Panama City, Panama
Nie bójcie się, nie będzie żadnych statystyk. Nie wiemy, ile kilometrów przejechaliśmy, ile przepłynęliśmy, ile przelecieliśmy. Nie mamy pojęcia, ile zdjęć wypstrykaliśmy, ile pięniędzy przepuściliśmy i ile piwa wychyliliśmy.
Czy z żalem kończymy naszą przygodę?
Zapytajmy Krz:
- Krz, nie żal ci wracać do Polski?
- Nieee, bo trochę mam już dość... To znaczy akurat w tej chwili nie mam dość. Ale wczoraj miałem bardzo dość.
Bo rzeczywiście, jak długo można robić z siebie turystę-idiotę?

komentarze(0)

son, 15.09.2010, 22:17.19

445. Z cyklu: Gringorady

Koniec podróży. Szok kulturowy po powrocie.
Twoja rodzina chciałaby, żebyś wreszcie przestał przeżywać podróż i stał się na powrót "sobą". Tymczasem ty jesteś już innym człowiekiem. Pamiętaj, że twoi bliscy nie dzielili twoich podróżniczych doświadczeń i trudno odnieść im się do twoich opowieści. Oglądanie niezliczonych fotografii może być dla nich po prostu śmiertelnie nudne.

komentarze(0)

son, 15.09.2010, 22:17.19

444. Panamskie jaskółki

13.09.2010, Panama City, Panama
W Panamie uderzyły nas jaskółki pierwszoświatowości: automaty z coca-colą, toalety na fotokomórki, automatyczne bramki, samoobsługowe pralnie, poidełka, schody ruchome, pizza na telefon...

komentarze(0)

son, 15.09.2010, 22:17.19

443. Panamska zwierzyna

13.09.2010, Panama City, Panama
Poznawszy już upiorne centrum Panama City drugi hotel wybraliśmy świadomie i z namaszczeniem. Nasz wybraniec znajdował się właściwie poza miastem, w dzielnicy rezydencji (z tych, o których w Singapurze mogliśmy tylko pomarzyć). Przed naszymi oknami, zachęcone ziarnem i dojrzałymi bananami, defilowały najróżniejsze okazy panamskiej fauny:
Para długooniastych wiewiórek (jedna z nich z zapałem godnym lepszej sprawy wyjadała ziarenka z ptasiego karmnika). Stado małpek titi, czarnych z białymi twarzami, w kilka minut pochłonęło całą kiść bananów. Na spadające na ziemię kawałki owoców cierpliwie czekały nutriopodobne gryzonie o różowych pyskach i sprawnych łapkach. Opuszczony przez wiewiórkę karmnik ponownie opanowały kolibry i brązowe gołębie. Ptaki z jaskrawoczerwonym brzuchem i te błękitne wolały wydziobywać resztki bananowej kiści (nocą kiść odwiedzały także nietoperze). Na deser przyleciały też dwa żółtodziobe tukany!
Potem, już w prawdziwym lesie, spóźnieni na ptasie matinee, mieliśmy zaszczyt obejrzeć półgodzinny spektakl pod tytułem "Nad dół, a potem do góry" w wykonaniu bardzo przystojnego leniwca trójpalczastego.
Pomiędzy krzakami przemknął zwierz podobny do borsuka (Krz, jak właściwie wygląda borsuk? Nie mam pojęcia, ale mówi się, że ktoś się "naborsuczył."), w łysawej koronie owocowego drzewa leniuchowały duże czarne małpy, a w niedalekiej gęstwinie coś pohukiwało złowieszczo.

komentarze(0)

son, 15.09.2010, 22:17.19

442. Miraflores Locks

13.09.2010, Panama City, Panama
Ostatni kontenerowiec zmierzający w kierunku Karaibów dosłownie uciekł nam sprzed nosa. Cóż, tego ranka mieliśmy na głowie ważniejsze sprawy. Statki płynące w przeciwną stronę miały przybyć dopiero za dwie godziny.
- Nie codzień bywa się nad Kanałem Panamskim - orzekliśmy i zdecydowaliśmy się poczekać.
Jakież było nasze zdziwienie, gdy naszym (uzbrojonym w teleobiektyw) oczom ukazał się drobnicowiec "Pomorze". Załoga w czerwonych kombinezonach pstrykała zdjęcia nam, gapiom na tarasie widokowym, a panamska obsługa kanału przejęła stery nad jednostką, która nakierowywana przez cztery lokomotywy wpływała właśnie do wnętrza śluzy. Trwało to w nieskończoność, ale w końcu nadszedł moment, na który wszyscy czekaliśmy i statek majestatycznie zjechał osiem metrów w dół. Wszystko odbyło się nadspodziewanie sprawnie i zaskakująco szybko.
- Zapełnienie śluzy zajmuje niecałe osiem minut, krócej niż napełnienie niejednej wanny - poinformował nas wesoły konferansjer (któżby podejrzewał, że śluzowanie wymaga konferansjera?).
W międzyczasie do bliźniaczej śluzy wpłynął wyładowany z górką kontenerowiec "uszyty" na miarę kanału.
- Równe dwadzieścia cztery cale luzu z każdej strony! - triumfował konferansjer, a następnie wyliczył skrupulatnie, ile kosztowało przepłynięcie kanału przez każdy ze statków (płatne z góry i nie przyjmuje się czeków).
Obecni na tarasie widokowym amerykańscy turyści pokiwali głowami z uznaniem.

komentarze(0)

son, 15.09.2010, 22:17.19

441. Z cyklu: Dodaj do ulubionych

czyli co nam się najbardziej podobało w...
PANAMIE
* hipergościnni Panamczycy (oraz ekspaci-rezydenci)
* tukany, leniwce i inna leśna żywina
* imponujące śluzy Kanału Panamskiego
A najmniej?
* billboardy reklamujące podmiejskie rezydencje ciągnące się w nieskończoność wzdłuż Interamerikany

komentarze(0)

son, 15.09.2010, 22:17.18

440. Czy wiecie, że...

Młodziutkie flądry mają oczy po obu stronach głowy, tak jak normalne ryby. Dopiero potem oko prawe wędruje na spotkanie lewemu.

komentarze(0)

son, 15.09.2010, 22:17.18

439. El Valle i Santa Clara

12.09.2010, Santa Clara, Panama
El Valle z miejsca przypadło nam do gustu. Krater wulkanu był zielony, gościnny i wyposażony w liczne żaby, które - podekscytowane nieustającą ulewą - wydawały odgłosy do złudzenia przypominające dźwięki sygnalizacji na singapurskich przejściach dla pieszych (choć Krz obstaje, że były to raczej odgłosy strzałów z Gwiezdnych Wojen w wersji na wczesne PC-ty).
Wracając do stolicy zahaczyliśmy o plażę Santa Clara, która okazała się długą i szeroką blondynką. Nad Świętą Klarą szybowały czarne nawiasy klamrowe, od czasu do czasu walczące ze sobą o upolowaną rybę.

komentarze(0)

son, 15.09.2010, 22:17.18

438. Powiedzenie nurkowe

[za Lonely Planet]
Nawet kiepski dzień spędzony pod wodą jest zawsze lepszy niż dobry dzień spędzony w pracy.

komentarze(0)

son, 15.09.2010, 22:17.18

437. Z cyklu: Podróże kształcą

czyli czego nauczyliśmy się przez ostatnie pół roku:

***
Tego, że po porządnym śniadaniu łatwiej stawić czoła wrogiemu światu.
Tego, że w zimie podróżuje się całkiem przyjemnie, ale trzeba tachać ciężki plecak.
Tego, że antybiotyki to magiczne pigułki i czasem działają, a czasem - nie.
***
Tego, że od młodego wina boli głowa, a od taniego - żołądek.
Tego, że drinki z parasolką (nawet te serwowane w kokosie) są równie piękne, co niesmaczne.
Tego, że Ameryka Południowa to kontynent opanowany przez mięsożerców.
***
Tego, że makrela to ryba drapieżna, a anchovies pływają ławicami.
Tego, że najlepszą metodą na pokonanie choroby morskiej jest wypatrywanie latających ryb.
Tego, że to, co było dla nas dotąd kolorowymi muszelkami, jest w istocie schronieniem jeszcze bardziej kolorowych morskich ślimaków.

komentarze(0)

son, 15.09.2010, 22:17.18

436. Zakupy pod wpływem deszczu

11.09.2010, El Valle, Panama
- Wiesz co, Son, - oznajmił Krz - bolą mnie nogi i wolałbym siedzieć przy kawie niż stać przy warzywach.
Panamska ulewa nie miałaby czego zazdrościć ulewie singapurskiej. Od półtorej godziny snuliśmy się w te i we wte po targu warzywno-roślinnym. Tu przynajmniej nikt nas nie zaczepiał. Bo od momentu kiedy grupa amerykańsskich emerytów wsiadła do suchego autokaru i odjechała w deszczową dal, targowisko z pamiątkami przestało być przyjemnym schronieniem.
Ulewa wielokrotnie cichła tylko po to, by po chwili uderzyć z nowymi siłami. Tymczasem od ciągłego obcowania z warzywami nabraliśmy apetytu.
- To może, w tej sytuacji, kupimy coś na sałatkę - zaproponowała znużona Son.
Od tej pory przemieszczanie się po miasteczku utrudniała nam nie tylko ściana deszczu lecz także cztery wyładowane warzywami reklamówki.

komentarze(0)

son, 15.09.2010, 22:17.18

435. Te przeklęte spacery

11.09.2010, El Valle, Panama
- Ciekawe. Jak to jest. Chodzić po górach. W Europie - sapał Krz. - Z mapami. Ze szlakami. Z poziomicami. Co sto metrów.
Drapaliśmy się pod górę stromą szosą. Wyasfaltowaną dzięki uprzejmości firmy Toledano, jak obwieszczały rozmieszczone co kilkaset metrów tablice.
- Mam nadzieję, że to już nasz ostatni spacer w górach trzeciego świata - uzupełnił Krz, gdy stanęliśmy na kolejnym nieoznakowanym rozwidleniu.
Rzeczywiście, w cięgu ostatniego tygodnia odbyliśmy aż trzy niezbyt udane przechadzki. Za pierwszym razem ścieżkę zaanektował wartki strumień. Za drugim, przez dwie godziny błąkaliśmy się w gąszczu drzew i ścieżek, bezskutecznie szukając tej właściwej. A dzisiaj - miast zdobywać zamglone szczyty - maszerowaliśmy pośród pól, poletek i pastwisk.
- Moja awersja do górskich wycieczek osiągnęła właśnie szczyt - skonludował Krz.
Zza zakrętu wyłoniła się siedziba firmy Toledano, która okazała się gigantyczną kurzą fermą.

komentarze(0)

son, 15.09.2010, 22:17.18

434. Czy wiecie, że...

Koralowce w sprzyjających warunkach rosną najwyżej dwa do trzech centymertów rocznie, a niektóre gatunki bambusa przyrastają nawet 8-10 centymetrów dziennie.

komentarze(0)

son, 15.09.2010, 22:17.18

433. Panama City

11.09.2010, El Valle, Panama
Panama City od początku nie przypadła nam do gustu. Miasto zbytnio przypominało nam Singapur - i to z tej raczej negatywnej strony. Już w drodze z lotniska wiedzieliśmy, że - wbrew pierwotnym planom - nie zostaniemy tu długo.
Popołudnie (spędzone na bojaźliwym zwiedzaniu starówki, która rzekomo niepostrzeżenie przechodzi w teren slumsów) oraz wieczór (kiedy to odkryliśmy, że hinduską knajpę tak entuzjastycznie opisaną w naszym przewodniku zastąpił plac budowy, a następnie - że innych restauracji w naszej dzielnicy brak) utwierdziły nas w na prędce podjętej decyzji: uciekamy!
Po zachłannej lekturze Lonely Planet (nad talerzem niesmacznych klusek) stanęliśmy przed następującym wyborem: wyspa, plaża albo wulkan.
- Prowidencji i tak nic nie doścignie - westchnęliśmy z nostalgią i wyruszyliśmy w kierunku drugiego największego na świecie wygasłego krateru.

komentarze(0)

son, 15.09.2010, 22:17.18

432. Z cyklu: Dodaj do ulubionych

czyli co nam się najbardziej podobało w...
KOLUMBII
* życzliwi Kolumbijczycy
* kolorowo odmalowane domy
* wiosenna zieleń kawowych pól
* rafy koralowe
A najmniej?
* groźne psy strzegące wiejskich posiadłości

komentarze(0)

son, 13.09.2010, 0:18.40

431. Diablos Rojos

Pamiętacie jeszcze, jak przezywano nas w Singapurze? Tak, Ang Mo, Czerwone Diabły.
W Panamie takim samym epitetem - diablos rojos - określa się miejskie autobusy.

komentarze(0)

son, 13.09.2010, 0:18.40

430. Zguby wpływ wakacji

10.09.2010, El Valle, Panama
- Aż trudno uwierzyć, że to ja te dowody pisałem - zwierzył się Krz przygotowywując się do Ważnej Rozmowy.
Rzeczywiście, człowiek w podróży miewa mózg toporny niczym nienaoliwione wrota śluzy.
Ja przeżyłam niedawno moment paniki gdy - starając się obliczyć, ileż to tygodni spędziliśmy w podróży - omal nie poległam na dzieleniu w słupku. W końcu udało się!
W podróży jesteśmy już równe 27 tygodni. Zostały jeszcze cztery dni...

komentarze(0)

son, 13.09.2010, 0:18.40

429. Żegnaj Prowidencjo!

10.09.2010, między Panama City a El Valle, Panama
Z żalem opóściliśmy malutką Prowidencję. Czuliśmy się tam już na dobrze zadomowieni.
- A cóżże was tak urzekło? - zapytacie.
O, z pewnością nie zjadliwe owady - bezszelestne komary, zgryźliwe muszki i wściekłe mrówki - dawno nie byliśmy pokąsani tak doszczętnie. Najbardziej przypadł nam do gustu brak turystów (na Prowidencję nie prosto się dostać), wyluzowani i obojętni na losy reszty świata raizales - murzyńscy tambylcy - oraz, rzecz jasna, mieszkańcy raf koralowych.
Nie martwcie się Karaiby, jeszcze tu kiedyś wrócimy!

komentarze(0)

son, 13.09.2010, 0:18.40

428. Podwodne rarytasy (2)

10.09.2010, między Panama City a El Valle, Panama
- Nie samą rafą człowiek żyje - wzruszycie ramionami.
A jednak!
Podczas naszych wakacji na Prowidencji rzadko wychodziliśmy z wody. W dniach wolnych od nurkowania (a często także wieczorami) snorklowaliśmy z zapałem.
- I cóż żeście byli wysnorklowali? - spytacie z rezygnacją.
Cóż, na głębokości kilku metrów brak potężnych gąbek, olbrzymich ryb i nieśmiałych krewetek. Zwykle znajdzie się jednak jakaś nagroda pocieszenia. Nawet na popularnej miejskiej plaży wypatrzyć można polującą na kraba płaszczkę albo przebraną za wodorost ośmiornicę.
Papuzice pospolite wyposażone w iście ptasi dziób - samce ubrane w tęczowy garnitur, samice w czerwonawej sukience w wyraziście łuskowy wzorek - niestrudzenie produkują piasek obgryzając kawałki martwych korali.
Niebieskie ryby czołgi i błękitne papuzice nocne plądrują glonowe ogródki przerażonych ryb damek.
W oddali pyszni się mózgopodobny koralowiec, który dopiero w nocy wysunie spod skorupy mięsiste polipy i będzie łapać nimi przepływające przysmaki.
Na piaszczystym dnie spoczywają poduszkowate rozgwiazdy - każda z innym wzorkiem na grzbiecie.
Pomiędzy przyssawkami fioletowego anemona (uwaga: gryzie!) buszują rybki tak małe, że trudno je zidentyfikować.
Uważać trzeba też na falujące meduzy - wielkie, jak księżyc w pełni.
Niegościnne jeżowce - czarne, białe i czerwone - srożą się w skalnych szparach.
Przysmak Azjatów - ogórek morski o niezbyt zachęcającej nazwie "ośla kupa" - leży spokojnie na dnie zupełnie nieświadomy
swojej atrakcyjności.
Za to ślimak królewski na nasz widok strachliwie chowa się do swojej wielkiej muszli, z której wystaje teraz tylko para przerażonych czarnych ślepi na szypułkach.
Z niewielkiej jaskini wyziera omszały homar od niechcenia gestykulując długaśnymi wąsami.
Wśród zielonych wstążek wodorostów maskują się rybki w idealnie dobranym odcieniu zieleni - zdradzają je tylko pobłyskujące w promieniach południowego słońca zielone oczy.
Ryba kapelusznik, ochrzczona tak na cześć nieprzeciętnie wysokiej płetwy grzbietowej (służy to tego, żeby trudniej było ją połknąć), nieśmiało czmycha pod przekrzywiony blok falochronu.
Niewielki ślimak z białą muszelką w pomarańczowy deseń usadowił się malowniczo na fioletowym koralowcu.
Pocieszne rybki gruszki wytrzeszczają na nas swoje wyłupiaste otoczone sztucznymi fioletowymi rzęsami oczyska.
Perfekcyjnie zamaskowana ośmiornica przystraszyła się zbyt bliskiej obecności człowieka i wystrzeliła czarną zasłonę dymną, na kilka sekund odkryła swój prawdziwy kształt - żarówkowatą głowę i osiem połączonych półprzezroczystą skórą macek - a następnie, znowu udając unoszony przez prąd kłębek wodorostów, odmaszerowała w bezpieczniejsze rejony.
Wszechobecne sierżanciki większe (wbrew swojej nazwie są raczej niepozornych rozmiarów), każdy z pięcioma czarnymi pagonami na żółtym karku, uwijają się oskubując szczątki rafy z porostów.
Wokół krąży podstępna żółto-biała motylica pasiasta (swoje oczy ukrywa pod czarną piracką przepaską), a jej kuzynka - niczym prawdziwy motyl - zaopatrzyła się w dodatkową mylącą przeciwnika parę oczu wydrukowanych na odwłoku.
Barowe jacki (z dizajnerskim wzorkiem na plecach) wyjadają co smaczniejsze kąski planktonu, a czasem - w pogoni za owadami? - wyskakują nawet ponad powierzchnię wody.
Ale to nie wszystko: widzieliśmy jeszcze prawdziwego morskiego żółwia oraz - to już z pokładu katamarana - autentyczne latające ryby.

komentarze(0)

son, 13.09.2010, 0:18.40

427. Z cyklu: Nurkowanie dla idiotów

[za Open Water Diver Manual]
Bezpieczeństwo.
Jeżeli zobaczysz rekina, pozostań przy dnie i obserwuj go z zachwytem, bo to nieczęsta okazja.

komentarze(0)

son, 13.09.2010, 0:18.39

najnowsze notatki | starsze notatki >>