mrowisko.net/antypody
szukaj w notatkach
mapa
drukuj
antypody -> najnowsze notatki

Jeśli wpiszesz tutaj swój mail, będziemy informować cię o nowych notatkach.


dość robactwa!

<< nowsze notatki | starsze notatki >>

229. Argentyńskie klimaty

16.06.2010, między Tucuman a Tafi del Valle, Argentyna
Nasz autokar lawirował, pnąc się po zboczach porośniętego dżunglą wąwozu.
- To niesamowite - kręcił głową Krz. - Ja tu przyjechałem oglądać pustynię!
Rzeczywiśce, zmiany klimatu wyrwały nam się nieco spod kontroli. Najpierw teleportowaliśmy się z listopadowego Montevideo wprost w paszczę suchego słońca Cordoby, by potem, po kolejnej całonocnej podróży, ku własnemu zaskoczeniu znaleźć się pośród górskiej dżungli (która zresztą wkrótce miała ustąpić miejsca pustyni z kaktusami wielkości dorodnych jabłoni).

komentarze(0)

son, 25.06.2010, 14:34.41

228. Legenda o Indianinie Bamba

(z ulotki turystycznej)
Legenda niesie, że Bamba był owocem miłości pewnego Hiszpana, brata gubernatora, oraz Indianki. Ojcostwo zostało zatajone i gubernator przyjął Bambę do swojego domu jako opiekuna swojej córki Marii Magdaleny. Ich szczęśliwe życie obróciło się w koszmar, kiedy młody arystokrata oświadczył się Marii Magdalenie. Bamba wiedział bowiem, że narzeczony jego podopiecznej jest kochankiem pewnej wdowy. Skrycie kochając się w Marii Magdalenie Bamba wpadł w furię, zabił obłudnika i uciekł na południe. A podczas burzliwej nocy wrócił, by porwać swoją wybrankę, która dała się uwieść zemdlona, nie stawiając najmniejszego oporu. W dalekich górach żyli szczęśliwie, razem z czwórką dzieci, z których jedno było niewidome. Aż pewnego dnia trzech braci wyruszyło szukać leczącego ślepotę kwiatu liriolay. Żaden z braci nie powrócił do domu, a stary Bamba wkrótce zginął szukając pożywienia. Niepocieszona Maria Magdalena wróciła do jaskini, w której mieszkali, tylko po to, by odkryć, że niewidome dziecko także zmarło. Oszalała z rozpaczy i zdemaskowana przez policję, wstąpiła do klasztoru i umarła krzycząc przeraźliwie podczas odprawianej właśnie mszy.

komentarze(0)

son, 25.06.2010, 14:34.41

227. Mundialowe zagadki

16.06.2010, między Tucuman a Tafi del Valle, Argentyna
W dworcowym barze bzyczały roje much. Wzdrygnęłam się z obrzydzeniem. Nie było ich widać, a bzykanie nasilało się.
- Son, to nie muchy - roześmiał się Krz. - To trąbli kibiców na trybunach.
Rzeczywiście, zarówno klienci jak i kelnerzy wpatrywali się w ekran niczym zaklęci i zupełnie nie zwracali uwagi na zupełnie prawdziwego karalucha. Nagle nowy przeraźliwy dźwięk zagłuszył monotonne bzyczenie.
- Gooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooool! - wydzierał się spiker, który najwyraźniej nie przygotował się na tę okoliczność i brak elokwencji usiłował zamaskować siłą swoich płuc.
- Ciekawe, czy dziennikarzy sportowych rekrutują na podstawie tego, jak długo potrafią krzyczeć "gooooooool" na jednym wydechu - zastanawialiśmy się, uciekając z baru ile sił w nogach.

komentarze(0)

son, 25.06.2010, 14:34.40

226. Pierwszy baranek... drugi baranek...

16.06.2010, między Tucuman a Tafi del Valle, Argentyna
- Son, o czym myślisz, jak nie możesz spać? - sapnął Krz ocierając pot z czoła.
Znowu próbowali nas ugotować żywcem. Temperatura wynosiła już 28 stopni i wciąż rosła, mimo tego, że szczelnie zatkaliśmy kurtkami nawiew ciepłego powietrza. Autobus wypełniony był chrapiącymi mężczyznami, którym temperatura jak gdyby nie przeszkadzała. Nasz sąsiad ubrany był w sweter, dżinsową kurtkę podszytą misiem i obowiązkową czapkę.
- Zwykle przypominam sobie wszystkie hotele, w których spaliśmy od początku podróży. Albo wszystkie śniadania - Son starała przylgnąć jak największą powierzchnią ciała do chłodnej i wilgotnej szyby. - Ale teraz będę wyliczać sobie moje singapurskie windy.
- Dobrze masz z tymi windami - westchnął Krz. - Ja to napisałem w Singapurze tyle artykułów, że zupełnie straciłem rachubę!
***
Podróżowanie nocą to bardzo praktyczny sposób pokonywania poważnych dystansów dzielących miasta Ameryki Południowej. Należy jednak brać pod uwagę to, że półprzespana noc (często spędzona w ekstremalnych warunkach termicznych) czyni człowieka raczej mało radosnym przez resztę dnia i nawet wypicie dwóch filiżanek kawy nie wpływa znacząco na poprawę tego stanu.

komentarze(0)

son, 25.06.2010, 14:34.40

225. Różne rzeczy przydatne w podróży

13.06.2010, między Montevideo a Cordoba, Urugwaj/Argentyna
Awokado - doskonałe uzupełnienie mdłych śniadań serwowanych w hotelach.
Aviomarin - konieczny podczas podjazdów na andyjskie przełęcze.
Czołówka - niezastąpiona na kampingach, w razie awarii prądu, przy bardziej precyzyjnych zabiegach kosmetycznych oraz w nocnych autobusach (o ile nie jesteś fanem filmów kategorii "B").
Kłębek sznurka i kawałek gumki - przydatne do suszenia prania, przymocowania plecaka do bagażnika roweru i związania naręcza chrustu.
Koszula z długim rękawem - chroni od słońca, od zimna, od ukąszeń owadów, w razie potrzeby można zawinąć ją wokół głowy niczym turban albo użyć do odganiania się od namolnych psów.
Koreczki do uszu (albo - jeszcze lepiej - douszne słuchawki) - niezbędne w imprezowych hostelach i nocnych autobusach.
Lekka szmaciana torba - na te wszystkie rzeczy, które nigdy nie mieszczą się w bagażu podręcznym.
Mini-karabinki - do przypinania co bardziej niepokornych sprzętów i garderoby.
Portfel dla złodzieja - czyli portmonetka z drobniakami codziennego użytku.
Taśma na krokodyla - wszechużyteczna: można zlepić nią dziurę wygryzioną w dnie namiotu przez wredne gryzonie, zreperować tymczasowo przebitą dętkę albo profesjonalnie zalepić nadawaną na poczcie przesyłkę.
Termos - ciepła herbata w czasie nocnych przejazdów albo długich wieczorów nieogrzewanych hostelach to prawdziwy rarytas.
Uniwersalny korek do umywalki - do szybkiej przepierki.
Wazelina - smar uniwersalny: na zakatarzony nos, do odmrożonej skóry stóp i otwierania zacinających się hotelowych zamków.
Żelazna porcja mieszanki orzechowej - nie na tyle atrakcyjna, żeby pożreć ją z łakomstwa, ratuje przed śmiercią głodową w przypadku podróżnych poślizgów.

komentarze(0)

son, 25.06.2010, 14:34.40

224. Czy wiecie że...

Fanta była oficjalnym napojem III Rzeszy.

komentarze(0)

son, 25.06.2010, 14:34.40

223. Z cyklu: Authentic experience

13.06.2010, między Montevideo a Cordoba, Urugwaj/Argentyna
- Co my tu robimy? - zapytujemy czasem sami siebie w przebłysku podróżniczej świadomości. - Dlaczego siedzimy w tym podejrzanym lokalu, dzieląc stolik z urugwajskim puzonistą Stefanem, jego żoną Niną oraz biznesmenem (zwanym przez przyjaciół Mosquito), który para się handlowaniem urugwajskim mięsem w Szanghaju?

komentarze(0)

son, 25.06.2010, 14:34.39

222. Szalony autobus

13.06.2010, między Montevideo a Cordoba, Urugwaj/Argentyna
Po tylu nocach spędzonych w autobusie nie sądziliśmy, że coś jeszcze może nas zaskoczyć. Tymczasem na trasie Montevideo - Cordoba spotkały nas aż trzy niespodzianki.
Najpierw, na dzień przed wyjazdem, okazało się, że w całym autokarze zostały tylko dwa pojedyncze wolne miejsca.
Przed samym wyjazdem wyszło na jaw, że obsługa z własnej woli przearanżowała miejscówki, tak żebyśmy mogli siedzieć obok siebie.
A gdy weszliśmy do autokaru, odkryliśmy, że nasze fotele znajdują się w... kuchni, w której stewardessa przez resztę wieczoru sporządzać będzie kolejne whisky i martini dla strudzonych pasajeros.

komentarze(0)

son, 25.06.2010, 14:34.39

221. Życie wśród plastików

13.06.2010, między Montevideo a Cordoba, Urugwaj/Argentyna
Podróżowanie niesie ze sobą szereg drobnych przypadłośći. Jedną z nich jest kompulsywne zbieranie plastikowych torebek. Bo przecież każda może się przydać!
Ta niewielka pasuje jak ulał na, rozlewający się przy zmianie ciśnienia atmosferycznego, szampon. Tamta, trochę tylko naddarta, posłuży za śmietniczkę w autobusie. Ta ogromniasta, wspaniała, przyda się na brudy. Albo na buty. A ta żółta (zobacz jaka ładna!) - schowam ją na później.

komentarze(0)

son, 25.06.2010, 14:34.38

220. Zasłyszane w hostelu

13.06.2010, Montevideo, Urugwaj
- A, masz ochotę na czekoladę! Myślałem, że chcesz wziąść prysznic.

komentarze(0)

son, 25.06.2010, 14:34.38

219. Montevideo

12.06.2010, Montevideo, Urugwaj
Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego Montevideo tak właśnie się nazywa? Mnie osobiście nurtowało to od wczesnego dzieciństwa.
Okazuje się, że nazwa ta jest najprawdopodobniej wynikiem błędnego przerysowywania map. Szesnastowieczna mapa miałaby określać to miejsce jako Monte VI E. de O., czyli "Szóste wzgórze licząc ze wschodu na zachód".

komentarze(0)

son, 25.06.2010, 14:34.38

218. Czerwone skarpetki do sześcianu

12.06.2010, Montevideo, Urugwaj
Czy może być coś bardziej żenującego od zdania sobie sprawy z tego, że - siedząc przy pierwszym rzędzie stolików na pokazie tanga - masz na sobie jaskrawo czerwone podkolanówki (do zielonych spodni i beżowego sweterka)?
Pewnie! Jeśli uświadomi ci ten fakt wzrok wodzireja, który od twoich nóg nie może oderwać wzroku.
A jeszcze bardziej?
Jakżeby nie! Kiedy skrupulatnie sprawdzisz, że wszystkie inne obecne na sali panie noszą eleganckie kozaki na wykwintnym obcasie.
Coś jeszcze gorszego?
Owszem. Kiedy urugwajski puzonista, z którym zdarzyło ci się przypadkiem dzielić stolik, zaprosi cię do odtańczenia twojej pierwszej w życiu milongi.

komentarze(0)

son, 25.06.2010, 14:34.38

217. Z lokalnej (urugwajskiej) prasy

12.06.2010, Montevideo, Urugwaj
Argentyna.
Gubernator Buenos Aires tłumaczył się długo, jednak i tak ukarany został mandatem za jazdę na motocyklu bez kasku. Rzekomo pędził właśnie na posiedzenie Trybunału i utknął w korku spowodowanym przez demonstrację. Dlatego zmuszony był porzucić samochód i poprosić kierowcę przejeżdżającego jednośladu o podwiezienie na miejsce narady.

komentarze(0)

son, 25.06.2010, 14:34.38

216. Jesienny kostium

12.06.2010, Montevideo, Urugwaj
Jesień jesienią, ale kostium kąpielowy przydałby się od czasu do czasu. Można byłoby wybrać się na basen, popluskać się w gejzerze, potaplać w podgrzewanych wulkanem błotach.
Ale o tej porze roku powinien być to kostium ciepły, taki jesienno-zimowy, najlepiej włóczkowy i koniecznie z ciepłym golfem pod szyją!

komentarze(0)

son, 25.06.2010, 14:34.38

215. Czerwony autobus

12.06.2010, Montevideo, Urugwaj
Omnibus, colectivo, micro, gua-gua - to tylko niektóre z nazw, jakimi mieszkańcy Ameryki Południowej obdarzają swoje autobusy.

komentarze(0)

son, 25.06.2010, 14:34.37

214. Z lokalnej (urugwajskiej) prasy

12.06.2010, Montevideo, Urugwaj
Posłowie nie piją kawy już od miesiąca.
To, co jeszcze niedawno wydawało się drobną niedogodnością, dziś jest już poważnym problemem w Izbie Sejmowej: od miesiąca nie działa jedyna kawiarnia w całym budynku. Powód: awaria instalaji. Uzależnieni od kofeiny posłowie nie mają innego wyjścia niż udawać się na kawę do siedziby Senatu.

komentarze(0)

son, 25.06.2010, 14:34.37

213. Z cyklu: Gringorady

Szok kulturowy. Lokalne zwyczaje. Odpowiedni strój.
Stroje kąpielowe akceptowalne w turystycznych miejscowościach nadmorskich mogą być niestosowne w konserwatywnym interiorze. Obserwuj uważnie, jak ubierają się lokalni mieszkańcy, i staraj się ubierać podobnie. Pamiętaj jednak, że nosząc (nawet częściowe) stroje ludowe grup etnicznych w najlepszym wypadku narazisz się na śmieszność, a możesz nawet obrazić lokalną społeczność. Zachowaj je na czas, kiedy wrócisz do domu.

komentarze(0)

son, 25.06.2010, 14:34.37

212. Que interesante!

11.06.2010, między Cabo Polonio a Montevideo, Urugwaj
Z zazdrością spoglądaliśmy na bagaż Azjaty dzielącego z nami naczepę ciężarówki. Że też można podróżować tak lekko! Obijani niczym kartofle w worku (kierowca bardzo chciał zdążyć przed rozpoczęciem meczu Urugwaj-Francja), przekładaliśmy w myśli zawartość naszych plecaków. Z czego można by jeszcze zrezygnować?
Zanim jednak wymyśliliśmy coś sensownego, okazało się, że nasz Japończyk wcale nie jest turystą, lecz szalonym naukowcem specjalizującym się badaniu morskich skorupiaków, i właśnie dzisiejszego ranka odkrył nowy gatunek ostrygi.
Que interesante! - wykrzykiwał raz po raz, a potem opowiedział nam, jak wcześniej przez dziesięć lat pracował dzień i noc w japońskiej korporacji. Rozumieliśmy się niemal bez słów.

komentarze(0)

son, 14.06.2010, 23:28.58

211. Druga strona natury

11.06.2010, między Cabo Polonio a Montevideo, Urugwaj
Cabo Polonio słynie z bujnego morskiego życia: z wielorybów (które jeszcze w tym roku nie przypłynęły), z pingwinów (które od tej porze roku raczej nie wychodzą z morza) oraz lwów morskich (które porykują w swoich koloniach przez cały rok).
Mało który turysta zdaje sobie jednak sprawę z tego, że obfitość zwierząt w morzu oznacza także wiele martwych zwierząt na brzegu. Tak jak po ostatnim sztormie, którego fale wyrzuciły na plaże Cabo Polonio dziesiątki martwych pingwinów i młodych lewków.

komentarze(0)

son, 14.06.2010, 23:28.58

210. Cabo Polonio

9.06.2010, Cabo Polonio, Urugwaj
No i wylądowaliśmy na zapleczu swojsko-egzotycznego Urugwaju. A dokładniej na półwyspie Polonio*, na który prowadzi droga przez wydmy (a potem plażą), gdzie ćwierkają zielone wróble, gdzie je się wodorosty i gdzie lwy (morskie) wylegują się pod (morską) latarnią.

* Nazwa półwyspu pochodzi od nazwiska kapitana statku (kapitan Poloni), który rozbił się o pobliskie skały.

komentarze(0)

son, 14.06.2010, 23:28.58

<< nowsze notatki | starsze notatki >>