mrowisko.net/antypody
szukaj w notatkach
mapa
drukuj
antypody -> najnowsze notatki

Jeśli wpiszesz tutaj swój mail, będziemy informować cię o nowych notatkach.


dość robactwa!

<< nowsze notatki | starsze notatki >>

336. Czy wiecie, że...

Pierwszy pływający po jeziorze Titicaca statek parowy opalany był łajnem lam.

komentarze(0)

son, 09.08.2010, 15:28.10

335. Wyspa Słońca

01.08.2010, między Puno a Cusco, Peru
Isla del Sol to wyspa bez koła. Pojazdy kołowe bezradne są bowiem na stromych górskich ścieżkach i kamiennych schodach pamiętających jeszcze czasy Inków. Wszelkie towary - a jest ich niemało, bo Wyspę Słońca odwiedzają codziennie setki turystów - transportowane są na plecach tragarzy oraz na grzbietach osłów. Te towary to nie tylko butelki coca-coli i puszki piwa, lecz także woda zasilająca instalacje hotelowych łazienek*, bo na całej wyspie jest tylko jedna studnia.

* Zgrozą napawa niewydajność owych toalet: 10-litrowe rezerwuary, prysznice, w których na ciepłą wodę czeka się (zazwyczaj bezskutecznie) dobrych kilka minut, półautomatyczne krany tryskające wodą przez pół minuty.

komentarze(0)

son, 09.08.2010, 15:28.10

334. Z cyklu: Gringorady

Szok kulturowy. Odpowiedni strój.
W strefach zmilitaryzowanych, w krajach z działającą aktywnie partyzantką oraz w państwach, w których wciąż żywa jest pamięć okupacji powstrzymaj się od noszenia paramilitarnych strojów.

komentarze(0)

son, 09.08.2010, 15:28.10

333. Święconka na czterech kółkach

01.08.2010, między Puno a Cusco, Peru
Sanktuarium Maryjne w Copacabana zwiedzaliśmy tuż przed sierpniowymi uroczystościami. Pielgrzymi, głównie Peruwiańczycy, korzystali z okazji, by uzyskać przedświąteczne błogosławieństwo dla swoich pojazdów.
Kolorowo przystrojone ciężarówki, taksówki, jeepy i inne podejrzane wehikuły oczekiwały na swoją kolej w długiem szeregu. Na odpustowych straganach można było zaopatrzyć się we wszystkie niezbędne akcesoria: pamiątkowe szarfy, mini-ołtarzyki, świeże kwiaty, butelki podłego szampana, papierowe girlandy, miniaturki pojazdów, breloczki do kluczyków i inne dewocjonalne zawieszki do samochodów. Księża w bejsbolówkach (słońce na wysokości 4 tys. metrów nie szczędzi nawet święconych głów) obficie skrapiali pojazdy wodą święconą i z kropielnicami w dłoniach pozowali do obowiązkowych zdjęć.

komentarze(0)

son, 09.08.2010, 15:28.10

332. Strojna Maryja z Copacabana

01.08.2010, między Puno a Cusco, Peru
Szesnastowieczna drewniana figura Matki Boskiej nosi stożkowatą sukienkę, podobną do wysadzanego szlachetnymi kamieniami wulkanu. Jej szata zmieniana jest trzy razy w roku, tak by mogła obchodzić wszystkie ważne uroczystości w nowym stroju. Bogato zdobione suknie ofiarowywane są przez wdzięcznych (i zamożnych) pielgrzymów. Aktualnie na Matkę Boską czeka w szafie cały szwadron sukienek, które wystarczą aż do lutego 2055 roku.

komentarze(0)

son, 09.08.2010, 15:28.10

331. Kaplica świec

01.08.2010, między Puno a Cusco, Peru
Największe wrażenie w Copacabana zrobiła na nas nie sama katedra, lecz kaplica świec. Na okopconych ścianach pielgrzymi stearyną wypisują (i ilustrują) swoje prośby do Matki Boskiej: samochód, dom, zdrowie, praca...

komentarze(0)

son, 09.08.2010, 15:28.10

330. Czy wiecie, że...

Koliber potrafi machać skrzydłami osiemdziesiąt razy na sekundę. Pozwala mu to zawisać nieruchomo w powietrzu, a nawet latać do tyłu. Ekspresowo trzepoczące skrzydełka wydają charakterystyczny buczący dźwięk - stąd anglojęzyczna nazwa tego maleńkiego ptaka: humming bird.

komentarze(0)

son, 09.08.2010, 15:28.09

329. Piąć się po trupach

01.08.2010, między Puno a Cusco, Peru
W amazońskiej dżungli natknąć się można na różne podejrzane indywidua. Niektóre z nich należą do świata roślin.
Jest więc "chodzące drzewo", podparte dziesiątkami nóg. Wypuszcza nowe pędy od strony bardziej nasłonecznionej i pozwala obeschnąć nogom po stronie cienia. Tym podstępnym sposobem potrafi przesunąć się nawet o dwa metry!
Typem spod ciemmnej gwiazdy jest mata-palo, czyli "drzewo-zabójca". Zaczyna jako pojedyńcza liana - powoli oplata swoją ofiarę wysysając z niej życiodajne soki. Aż w końcu uschnięty pień staje się tylko wygodną podpórką dla pnącego się ku słońcu mordercy.

komentarze(0)

son, 02.08.2010, 23:40.32

328. Nie taki gringo straszny

01.08.2010, między Puno a Cusco, Peru
(zasłyszane w autobusie)
- Tak, dziadku, jadę właśnie do Cusco. Tak, sama. Samiuteńka. Czy się boję? No, trochę się boję... Ale poza mną w przedziale są sami gringo.
Niestety, już na kolejnym dworcu autobusowym cztery wolne miejsca zajęła sześcioosobowa rodzina, a wszelka wolna przestrzeń wspólna została wypełniona różnokształtnymi pakunkami pewnego pana.

komentarze(0)

son, 02.08.2010, 23:40.32

327. 2x1

01.08.2010, między Puno a Cusco, Peru
(wyczytane w peruwiańskiej prasie)
Powrót promocji - dwie porcenalowe korony w cenie jednej!

komentarze(0)

son, 02.08.2010, 23:40.31

326. Umarł król, niech żyje król!

01.08.2010, między Puno a Cusco, Peru (!)
- Ogarnia mnie euforia - wyznał Krz. - Zupełnie, jak wtedy, kiedy wyprowadzaliśmy się z Francji.
To już koniec naszej boliwijskiej przygody. Koniec kawiarni, w których nie podają kawy, koniec aspiryny i witaminy C sprzedawanych na sztuki, koniec obowiązkowych wycieczek z przewodnikiem, koniec rozpadających się pod własnym ciężarem autobusów, koniec niedogrzanych pokoi i naleśników na zimno.
Jak będzie w Peru? Zobaczymy.

komentarze(0)

son, 02.08.2010, 23:40.31

325. Wakacje z przejściami

28.07.2010, La Paz, Boliwia
Depresja, poparzenia, bezsenność, kleszcze - nie każdemu wakacje służą - przeczytaliśmy w podrzuconej nam gazecie.
Nic bardziej prawdziwego. Depresji co prawda nie mamy (co najwyżej lekką melancholię), ale poparzenia słoneczne regularnie dają nam się we znaki. Nie wspominając o spowodowanej wysokością bezsenności oraz dżunglowych kleszczach.
Przegrzane autobusy, chorzy współpasażerowie, lodowate pokoje, ledwo-letnie prysznice, niespodziewane zmiany klimatu, rekordowe wysokości, podejrzane potrawy, nieregularne posiłki, egzotyczne wirusy, nieznajome lekarstwa - wszystko to sprawia, że człowiek w podróży choruje dużo częściej niż w domu.
Jak na razie mamy na swoim koncie sześć przeziębień, cztery gastritis, dwa zapalenia gardła, jedno strzelające kolano i jeden wrastający paznokieć.
I zapewniamy szczerze - nigdzie nie choruje się równie dobrze jak w domu!

komentarze(0)

son, 02.08.2010, 23:40.30

324. Dżungla raz jeszcze

27.07.2010, La Paz, Boliwia
Ach, jeśli chodzi o dżunglowe stworzenia, to zapomnieliśmy wspomnieć o wielkich czarnych mrówkach, których ukąszenie skutkuje silnym bólem przez 24 godziny, o sporych czerwonych mrówkach zaopatrzonych w uniwersalne nożyce, które znoszą do mrowiska kawałki liści, by chodować na nich grzyby oraz o wszelkich innych mrówkach, którymi żywią się nie tylko mrówkojady, ale też małpy i kury.

komentarze(0)

son, 02.08.2010, 23:40.30

323. Smacznego!

26.07.2010, La Paz, Boliwia
Powoli stajemy się ekspertami w korzystaniu z boliwijskich restauracji. Tak nam się przypadkiem wydawało.
Dzisiejszego wieczora zatrzymaliśmy się dopiero w piątym lokalu. Z trzech pierwszych wyszliśmy po obejrzeniu karty dań, czwarty okazał się zamknięty. Wdrapaliśmy się więc na piętro sprawdzonej wcześniej pizzerii, która wyróżniała się wyjątkowo sprawnym kelnerem.
Przed zajęciem miejsca upewniliśmy się, czy serwuje się pizzę. Owszem. Siedliśmy więc przy nieuprzątniętym stoliku. Sprawnym okiem oceniliśmy sytuację (niestety, nasz kelner najwyraźniej miał dzisiaj wolne), a następnie udaliśmy się do baru po menu i przestawiliśmy resztki po naszych poprzednikach na sąsiedni stolik. Wybraliśmy pizzę i czekaliśmy spokojnie, wcale a wcale się nie denerwując.
Po kwadransie kelnerka podeszła.
- Nie, sałatki z awokado nie ma.
- Nieszkodzi, jestem przyzwyczajona. Chcielibyśmy zamówić pizzę numer 9, ale BEZ SALAMI. Nie chcemy salami, bo jesteśmy WEGETARIANAMI.
- Bez salami?
- Tak, właśnie tak, zamawiamy pizzę Della Casa BEZ SALAMI.
- Oczywiście. Coś zamiast salami?
- Niech będą pieczarki.
Czekaliśmy spokojnie, a w międzyczasie ponformowaliśmy obsługę, że w damskiej toalecie przepaliła się żarówka.
Po dwudziestu minutach otrzymaliśmy pizzę obficie okraszoną krwistą kiełbasą. Westchnęliśmy i odesłaliśmy pizzę wymownym gestem. Sprawdziliśmy godzinę (ups, to już w pół do jedenastej?) - jeżeli pizza wróci po trzech minutach, to znaczy że salami zostało wydłubane.
Po piętnastu minutach czynienia sobie wyrzutów (A nie mówiłem, żeby NIGDY nie zamawiać pizzy z mięsem!) otrzymujemy nową pizzę: bez salami, a nawet z pieczarkami.
Uśmiechamy się triumfalnie (znowu się udało!) i zjadamy serowy placek czym prędzej, zanim nie nastąpią nieprzewidziane przeciwności.

komentarze(0)

son, 02.08.2010, 23:40.30

322. Z cyklu: Gringorady

Noclegi. Hostele.
Jeżeli planujasz zatrzymać się w jakimś miejscu na dłużej, koniecznie przetestuj jakość materaca przez wybraniem pokoju. Śpiąc na kiepskim, miękkim materacu możesz nabawić się bólu w plecach.

komentarze(0)

son, 02.08.2010, 23:40.30

321. Abuelo

26.07.2010, między Rurrenabaque a La Paz, Boliwia
Dziadek uprzejmie poczekał aż skończymy jeść; następnie podszedł do Krz i podał mu łapę. Nie doczekawszy się braterskiego uścisku położył łapę na udzie Krz. Czekał. Miał dużo czasu. Miał także wiele wdzięku.
Ulegliśmy smutnym psim oczom i zaczęliśmy głaskać ten wielki, poczciwy, porośnięty sztywną od brudu sierscią łeb.
Gdy kelner przyniósł nam rachunek, Abuelo zrozumiał, że pieszczoty mają się ku końcowi. Podniósł się z godnością i ruszył na podbój kolejnego stolika.

komentarze(0)

son, 02.08.2010, 23:40.29

320. Bankowa nauczka

26.07.2010, Rurrenabaque, Boliwia
- Do tej pory jestem pod wrażeniem - oświadczył Krz.
Ja też nie mogłam się otrząsnąć. Przed kwadransem odkryliśmy, że oszukano nas w boliwijskim banku. Nie poszło o dużą kwotę: w jednym z dziesięciu zwitków brakowało jednego banknotu. Za nauczkę pod tytułem "zawsze uważnie przelicz pieniądze, choćby za twoimi plecami zgrzytało zębami nie pięćdziesiąt a pięćset osób" zapłaciliśmy niecałe 10 złotych.

komentarze(0)

son, 02.08.2010, 23:40.29

319. Siła wyższa i siła niższa

26.07.2010, Rurrenabaque, Boliwia
- Sidząc w tej knajpie wróciła mi wiara w cywilizację - niegramatycznie oznajmił Krz.
Rzeczywiście, jedzenie było smaczne, kawa dobra, a na dodatek można było pogrążyć się w lekturze prawie aktualnych numerów The New Yorker.
- Wyobraź sobie, że w pewnym nowojorskim parku spadła gałąź - poinformował mnie Krz. - Spadła tak niefortunnie, że zabiła dziecko i raniła jego matkę.
- Ach! I kto jest winny? - podchwyciła Son.
Winna okazała się siła wyższa (a nie parkowi ogrodnicy).
Trudno sobie wyobrazić, jak wyglądałaby Boliwia, gdyby Boliwijczykom nie był obcy zachodni koncept "odpowiedzialności". Nie byłoby wdrapywanie się na zardzewiałe lokomotywy, pozowania do zdjęć na krawędzi klifu, szeleńczych rowerowych zjazdów Death Road, podkradania się do stada dzikich świń, spływania w drewnianej łodzi porywistą rzeką, wypożyczania motocykla "na ładny uśmiech", ani podróży otwartą ciężarówką. Za to - zapewne - byłoby trochę bezpieczniej.

komentarze(0)

son, 02.08.2010, 23:40.29

318. Czy wiecie, że...

Kiedy młode anakondy wylęgają się z jaj, ich matka czym prędzej je połyka. W jej wnętrzu będą dojrzewać przez kilka tygodni, a kiedy będą już na tyle duże, by stawić czoło światu, matka-anakonda zwymiotuje kłębiącą się wężową kulę.

komentarze(0)

son, 02.08.2010, 23:40.29

317. Prysznice z niespodzianką

26.07.2010, Rurrenabaque, Boliwia
W jakiż to sposób nie kąpaliśmy się przez ostatnie pół roku!
Pod wodospadem (razem ze zdechłym szczurem), w morzu (w piankach, bo było zimno), w błotnistej rzece (razem z chlupoczącymi w oddali różowymi delfinami i obojętnymi aligatorami wylegującymi się na brzegu), polewając się wodą z plastikowej butelki (z braku prądu), zbierając wodę w menażce (bo ciekła zbyt wąską strużką), przy pomocy nawilżanych chusteczek (i sporej dawki desperacji), w ciepłych źródłach (podczas burzy piaskowej) - ale przede wszystkim pod niezliczoną ilością hotelowych prysznicy.
Prysznice na antypodach to istoty dzikie, niepokorne i uczące cierpliwości. Często ciekną i parskają (bo prysznicowy wężyk pamięta jeszcze czasy ostatniej dyktatury), nierzadko trzymać je trzeba jedną ręką (bo służący do tego uchwyt urwał się przed laty), a wszystkie wymagają wielu prób (suchych i mokrych, zazwyczaj zimnych) przed uzyskaniem pozytywnych rezultatów (przełączyć zakamuflowany przełącznik, udać się do recepcji, bo zabrakło wody, poczekać aż skończy się kąpać sąsiad zza ściany, poczekać do godziny 18:30, kiedy to włączany jest generator, poczekać aż napełni się rezerwuar i przypadkiem nie odkręcać jednocześnie kranu w umywalce). Jednak główną "atrakcją" pozostaje nieodmiennie sposób pozyskiwania ciepłej wody.
Bywają więc znajome warszawiakom prysznice z piecykiem gazowym (stosunkowo bezproblemowe, kiedy upanuje się już pozyskiwanie iskry), zdarzają się prysznice z "centralnym ogrzewaniem" (tu czas oczekiwania na ciepłą wodę wynosi pięć minut albo i znacznie dłużej), w Boliwii najpopularniejsze są zaś pogrzewacze elektryczne występujące w najróżniejszych (czytaj: budzących tylko lekki popłoch, albo prawdziwą zgrozę) wariantach. Woda plus elektryczność w wykonaniu majster-klepka do niebezpieczna zabawka, ale któż nie uległby pokusie ciepłego (albo nawet letniego) prysznica...
Nasz niezastąpiony przewodnik radzi po ojcowsku: Nie manipuluj przy drucikach i przełącznikach mokrymi rękami, ani kiedy leje się woda. A następnie dodaje znacznie bardziej adekwatnie: a jeżeli już musisz, to przynajmniej załóż gumowe klapki.

komentarze(0)

son, 02.08.2010, 23:40.29

<< nowsze notatki | starsze notatki >>