mrowisko.net/antypody
szukaj w notatkach
mapa
drukuj
antypody -> najnowsze notatki

Jeśli wpiszesz tutaj swój mail, będziemy informować cię o nowych notatkach.


dość robactwa!

<< nowsze notatki | starsze notatki >>

406. Smoki parkowe

31.08.2010, między Kartageną a San Andres, Kolumbia
To właśnie w Kartagenie spotkaliśmy pierwsze iguany. Nie niepokojone (w przeciwieństwie do nas) przez nikogo spokojnie buszowały po miejskim parku. Były to istne potwory!
Niewyraźny uśmiech malował się na ich seledynowych pyskach. Pod szyją zwisały pelikanie wola. Ich rdzawo-pomarańczowe łapy wyglądały jak pomarszczone gumowe rękawice. Szaro-bury korpus pokryty był smoczą łuską. Groźny grzebień srożył się od głowy do końca ogona. Sam ogon "pomalowany" był w szerokie seledynowe i czarne pasy, tak samo jak brzuch.
Jedna z iguan uprzejmie zapozowała dla nas na drzewie, czego przez półtora roku nie mogliśmy się doprosić u singapurskich monitorów.

komentarze(0)

son, 08.09.2010, 20:04.15

405. Cartagena

31.08.2010, między Kartageną a San Andres, Kolumbia
Kartagena urzekła nas architekturą i umęczyła ulicznymi naciągaczami.
To jedno z najpiękniejszych miast świata. Gdyby jeszcze dało się nieco złagodzić iście singapurski klimat, Kartagena z powodzeniem mogłaby konkurować nawet z Wenecją.
Obronne mury, kamienne portale, kameralne uliczki, tajemnicze zaułki, dwupiętrowe domy, przytulne patia, otynkowane ściany, kolorowe elewacje, odmalowane okiennice, drewniane balkony, fikuśne wykusze, kute bramy...
Słowem byłoby tu niczym w disnejowskiej bajce, gdyby tylko ustały nieustanne nagabywania.
Wyobraźcie sobie, jakbyście się czuli, gdyby każdy warszawski billboard, każda uliczna reklama, każdy sklepowy szyld zaczepiał was z daleka, podbiegał w waszym kierunku, machał do was uporczywie, zapraszał, nalegał, zagadywał, a na dodatek usiłował jeszcze odgadnąć waszą narodowość.

komentarze(0)

son, 08.09.2010, 20:04.15

404. Jak nie góra do Mahometa...

31.08.2010, między Kartageną a San Andres, Kolumbia
Znużeni beskuteczną walką z wiatrakami, przepraszam, z prysznicami, zaskoczyliśmy przeciwnika podstępem. W karaibskim upale nawet najzimniejszy prysznic nam niestraszny!

komentarze(0)

son, 08.09.2010, 20:04.15

403. Odezwa do sprzątaczek

31.08.2010, między Kartageną a San Andres, Kolumbia
Sprzątacze! Sprzątaczki! Zamknijcie za sobą drzwi. Posprzątajcie za drzwiami.

komentarze(0)

son, 08.09.2010, 20:04.15

402. Z cyklu: Dodaj do ulubionych

czyli co nam się najbardziej podobało w...
PERU
* zawsze dojrzałe awokado
* spacer po kanionie Colca
* idealnie dopasowane głazy w murach inkaskich świątyń
A najmniej?
* bycie turystycznym towarem

komentarze(0)

son, 08.09.2010, 20:04.15

401. Z cyklu: Nurkowanie dla idiotów

[za Open Water Diver Manual]
Nawigacja podwodna.
Mówiąc ogólnie, nawigowanie przy pomocy kompasu przebiega następująco: kompas pamięta, gdzie znajduje się północ, a ty pamiętasz, gdzie znajduje się wszystko inne w odniesieniu do Bieguna Północnego.

komentarze(0)

son, 08.09.2010, 20:04.14

400. Z cyklu: Nurkowanie dla idiotów

[za Open Water Diver Manual]
Bezpieczeństwo.
Jeżeli coś jest nadzwyczaj piękne, bardzo brzydkie, albo płynie w twoim kierunku, nie dotykaj tego.

komentarze(0)

son, 04.09.2010, 21:14.14

399. Z cyklu: Podróże kształcą

czyli czego nauczyliśmy się przez ostatnie pół roku:
***
Tego, że świat składa się w większości z pustych, dzikich, niezamieszkałych przestrzeni.
Tego, że istnienie słońca to prawdziwy cud.
Tego, że zieleń cieszy oko.
***
Tego, że posiadanie własnego telefonu, z którego zadzwonić można wszędzie, bardzo ułatwia życie.
Tego, że z lekkim plecakiem podróżuje się dużo wygodniej.
Tego, że trudno mówić o "globalizacji", dopóki w co drugim kraju świata obowiązują inne wtyczki.
***
Tego, że pora roku to rzecz wybitnie względna.
Tego, że warto zareklamować włos znaleziony w lasagni, bo dostać można darmowy deser.
Tego, że turysta = dojna krowa i jeśli nie możesz się z tym pogodzić, to lepiej zostań w domu.

komentarze(0)

son, 04.09.2010, 21:14.14

398. Żyłka handlu (wymiennego)

28.08.2010, Cartagena, Kolumbia
Opanowawszy do perfekcji sztukę handlu wymiennego w hostelowych biblioteczkach zrobiliśmy trzy świetne interesy w ciągu kolejnych trzech dni.
Najpierw upolowaliśmy podręcznik nurkowy, następnie dorwaliśmy przewodnik po Panami, a potem jeszcze wymieniliśmy przeczytany w międzyczasie podręcznik na powieść kolumbijskiego autora.

komentarze(0)

son, 04.09.2010, 21:14.14

397. Z cyklu: Dodaj do ulubionych

czyli co nam się najbardziej podobało w...
BOLIWII
* dostojne lamy, kokieteryjne alpaki i płochliwe wikunie
* aligatory i kajmany
* tropienie dzikich małp (i jeszcze dzikszych dzików)
A najmniej?
* kolacje i restauracje, czyli co wieczorna walka z góry przegrana

komentarze(0)

son, 04.09.2010, 21:14.14

396. Hacienda Napoles

28.08.2010, między Medellin a Kartageną, Kolumbia
Kiedy baron narkotykowy Pablo Escobar popadł w końcu w niełaskę władz, zmuszony był opuścić swoje odpicowane włości. Całe jego prywatne zoo - Escobar miał ambicję, by posiadać najwspanialsze prywatny ogród zoologiczny świata - zostało porzucone wtedy na pastwę losu. Żyrafy, zebry, wielbłądy i inne kopytne zwierzęta nie przetrwały zbyt długo. Prędko padły też słonie i - z oczywistych względów - wszystkie zwierzęta trzymane w klatkach. Przeżyły nieliczne drapieżniki oraz hipopotamy, które przedostały się do pobliskiej rzeki Magdalena. Przez lata były przyczyną licznych jatek. Bo zły hipopotam, choć to jarosz, jest podobno jednym z najgroźniejszych zwierząt świata.
Kilka lat temu rezydencję Escobara zaczęto przeistaczać w park rozrywki. Dziś można tu oglądać nie tylko przeróżne zwierzęta (w tym "odłowione" z Rio Magdalena hipopotamy), betonowe dinozaury naturalnych rozmiarów (także relikt z czasów świetności hacjendy), kolekcję samochodów gangstera (nie są w najlepszym stanie, zostały spalone przez żądnych zemsty byłych przyjaciół Escobara), ale także prywatny pas startowy oraz podłużny zbiornik wodny do wodowania hydrolotów. Najciekawszą atrakcją Hacjendy Napoles jest sama rezydencja Escobara. W porównaniu z rozmachem reszty posiadłości jest to raczej skromna willa. Ot, wiele pokoi, równie dużo łazienek, zwykłe kafelki, tynk-baranek, tralkowate balustrady, niepozorny basen. Całość przekształcona została w muzeum.

komentarze(0)

son, 04.09.2010, 21:14.14

395. Z cyklu: Nurkowanie dla idiotów

[za Lonely Planet]
Nurkuj odpowiedzialnie.
Nigdy nie ujeżdżaj żółwi morskich.

komentarze(0)

son, 04.09.2010, 21:14.14

394. Pośladki i wałeczki

28.08.2010, między Medellin a Kartageną, Kolumbia
Stroje Kolumbijczyków są dla nas dużą nowością. Po konserwatywnych ubiorach Boliwijczyków i Peruwiańczyków, po "europejskiej" modzie obowiązującej w Argentynie i w Chile oraz po błyszczącym, ale raczej aseksualnym stylu singapurskim - wreszcie coś nowego!
Kolumbijczycy ubierają się kolorowo i obciśle.
Mężczyźni noszą jaskrawe T-shirty albo wzorzyste koszule z licznymi przeszkadzajkami. Starsi panowie zakładają kowbojskie kapelusze i przerzucają sobie przez ramię wielufunkcyjne ścierkopodobne szaliczki. Młodzież preferuje czapki bejsbolówki.
Kobiety, niezależnie od wieku i tuszy, wbijają się w hiper-obcisłe dżinsy (w cieplejszych regionach kraju w krzykliwe legginsy) i - równie obcisłe - pomysłowo wydekoltowane bluzki.
Stroje podkreślają potężne uda, obfite pośladki i liczne wałeczki, bo w Kolumbii niewiele jest szczupłych kobiet. Ale któżby się tym przejmował. Tak to ma właśnie wyglądać.

komentarze(0)

son, 04.09.2010, 21:14.14

393. Czy wiecie, że...

Fala załamuje się przy brzegu, dlatego że dolna partia falującej wody zahacza o dno i destabilizuje górną część fali.

komentarze(0)

son, 04.09.2010, 21:14.13

392. My już są Amerykany

28.08.2010, między Medellin a Kartageną, Kolumbia
Od kiedy przekroczyliśmy kolumbijską granicę staliśmy się Amerykanami. To znaczy: turystami ze Stanów Zjednoczonych, bo "Amerykanami" czują się wszyscy obywatele Ameryk (Południowej, Północnej i Środkowej).
Takie założenie czynią automatycznie wszyscy Kolumbijczycy: od taksówkarzy po lokalnych turystów.
- Dużo tu ostatnio Estadounidenses - zagaduje nas kolumbijski turysta w hotelowej recepcji.
- Jak będzie po angielsku "kocham cię"? - zaczepia nas taksówkowy naganiacz.
- Wczoraj też przewoziłem parę Amerykanów - informuje nas poufale kierowca.
- United States! Sir! Come, invite you to my esmerald shop! Big discount - wykrzykuje do nas turystyczny cwaniak.
Zastanawiamy się nad uskośnieniem naszych oczu. Moglibyśmy odpowiadać wtedy tajemniczo: WO BU SHI MEI-GUO-REN*.

* "Nie jestem Amerykaninem" (mandaryński)

komentarze(0)

son, 04.09.2010, 21:14.13

391. Przygody pewnej suszarki

27.08.2010, Medellin, Kolumbia
Suszarkę do włosów nabyliśmy w Rurrenabaque w trakcie pamiętnego dżunglowego załamania pogody. Oczywiście wybraliśmy najtańszą - miał być to zakup jednorazowego użytku. Musieliśmy dosuszyć nasze buty i inne przemoczone akcesoria.
A potem suszarka przywiązała się do nas, a my - do niej.
Ileż to razy próbowaliśmy porzucić ją w hotelu! Zawsze jednak któreś z nas (zazwyczaj to aktualnie bardziej przeziębione) stwierdzało: może lepiej zostawimy ją w pierwszym naprawdę ciepłym miejscu. A w parę dni później drugie z nas ukradkiem pakowało suszarkę do plecaka mrucząc pod nosem: lepiej zostawić ją w ostatnim zimnym miejscu, a nie w pierwszym ciepłym. I zawsze w końcu przydawała się ponownie.
- Jakże mogliśmy poradzić sobie bez niej w mroźnej Patagonii? - dumamy podsuszając włosy, obuwie i zamokniętą elektronikę.

komentarze(0)

son, 04.09.2010, 21:14.13

390. Z cyklu: Nurkowanie dla idiotów

[za Open Water Diver Manual]
Ekwipunek.
Jak już pewnie zauważyłeś, człowiek nie może oddychać pod wodą, dlatego będziesz potrzebował butli ze sprężonym powietrzem.

komentarze(0)

son, 04.09.2010, 21:14.13

389. Rio Claro

27.08.2010, między Rio Claro a Medellin, Kolumbia
Długo rozmyślaliśmy, czy zahaczyć o Rio Claro. Bo Czysta Rzeka nie leżała nam do końca po drodze. By tu dotrzeć jechaliśmy dwoma autokarami, zbiorową taksówką, mikrobusem i taksówką normalną. Podróż zajęła nam dokładnie pół doby. I było warto!
Nasza cabana znajdowała się pośród tropikalnego lasu, w głębi przepastnego kanionu, nad samą rzeką. A nasz pokój - nie miał dwóch ścian. Żyliśmy otoczeni drapieżną przyrodą.
O świcie budziły nas trele rozochoconych ptaków i cmykanie zdegustowanego wschodzącym słońcem gekona-weterana. Był prawie biały, tłusty i ogromny!
Rankiem polowaliśmy na zajęte własnymi sprawami tukany, podglądaliśmy pośpieszne kolibry w kolorze zielony metallic i fotografowaliśmy odwiedzające nas patykowate jaszczurki.
Spotkaliśmy pasikonika tak wielkiego, że z trudem zmieściłby się na kartce formatu A4 (a już na pewno wystawałyby jego wąsy). Podziwialiśmy konika polnego o przeciętnych gabarytach, za to w iście psychodelicznej kolorystyce: zielono-czerwony korpus, żółto-czarne odnóża, ciemno brązowa głowa i pomarańczowe oczy.
Umykaliśmy przed paskudnymi gargulcami, które wypraszały nieproszonych gości z marmurowej jaskini.
Goniliśmy olbrzymie błękitne motyle żeglujące chaotycznie wzdłuż rzeki.
Zaprzyjaźnialiśmy się z żółto-niebieskimi arami, które przy chodzeniu pomagały sobie wielofunkcyjnym dziobem o kształcie krabich szczypców.
Wieczorem potykaliśmy się o wielkie szare ropuchy, wodziliśmy oczami za stroboskopowymi świetlikami i bezskutecznie wypatrywaliśmy fosforyzujących grzybów. Dwukrotnie przestraszył nas przebiegający pod sufitem tajemniczy biały szczur.
Zasypialiśmy wsłuchując się w odgłosy dżungli: huczące wodospady, rozcykane cykady i inne podejrzane gady.
W nocy trapiły nas dziwne szelesty (biały szczur? gekon weteran? FARC?) i podmuchy skrzydeł nietoperza, który upodobał sobie loty wokół zawieszonego pod sufitem worka z prowiantem. Byliśmy też całkowicie zdani na łaskę niemych moskitów (Moskitiera? Nie jest potrzebna. U nas w ogóle nie ma komarów - zapewniała miła pani w recepcji).

komentarze(0)

son, 04.09.2010, 21:14.13

388. Potęga cywilizacji

27.08.2010, między Rio Claro a Medellin, Kolumbia
Wyobraźcie sobie następującą scenkę:
Przed wiejskim sklepem zatrzymuje się skuter. Prowadzi młoda kobieta, z przodu siedzi pięcioletnia dziewczynka. Obie w kaskach. Dziewczynka schodzi ze skutera i wyrzuca plastikowy kubeczek do kosza na śmieci. Wdrapuje się z powrotem na skuter. Odjeżdżają.
Nie wzrusza was ta historia? I pewnie taksówki z licznikiem też was nie ruszają?
Trzeba przejechać kawał świata, żeby docenić potęgę cywilizacji.

komentarze(0)

son, 04.09.2010, 21:14.13

387. Z cyklu: Dodaj do ulubionych

czyli co nam się najbardziej podobało w...
CHILE
* kutrowa architektura na wyspie Chiloe
* araukarie - drzewa parasole
* szalone domy Nerudy
A najmniej?
* pisco

komentarze(0)

son, 04.09.2010, 21:14.12

<< nowsze notatki | starsze notatki >>