mrowisko.net/antypody
szukaj w notatkach
mapa
drukuj
antypody -> najnowsze notatki

Jeśli wpiszesz tutaj swój mail, będziemy informować cię o nowych notatkach.


dość robactwa!

<< nowsze notatki | starsze notatki >>

426. Odezwa do sprzątaczek (2)

10.09.2010, między Panama City a El Valle, Panama
Sprzątacze! Sprzątaczki! Stańcie czasem na głowie. Dostrzeżecie wtedy dziesiątki gum do żucia przyklejonych przed laty pod stołami, krzesłami i łóżkami.

komentarze(0)

son, 13.09.2010, 0:18.39

425. Z cyklu: Dodaj do ulubionych

czyli co nam się najbardziej podobało w...
URUGWAJU
* rycząca kolonia lwów morskich
* wyluzowani Urugwajczycy
* przenośne zestawy do sporządzanie mate
A najmniej?
* zdechłe pingwiny na posztormowej plaży

komentarze(0)

son, 13.09.2010, 0:18.39

424. Rybne rarytasy (1)

9.09.2010, Panama City, Panama
- Cóż jeszcze wypatrzyliście w morskich odmętach? - dumacie.
Oh, same rarytasy!
Stworzenia gąbczaste i gąbkopodobne: naburmuszone bulwy, obrośnięte głowy, porcelanowe wazony, ba, gigantyczne amfory.
Średniowieczne zamczyska, wielobarwne bukiety, ażurowe wachlarze i chropowate poroża.
Porowate wulkany, tajemnicze labirynty i ostre grzebienie.
Kościste świeczniki, solidne kolumny i stateczne stalagmity.
Intrygujące grzyby, rozłożyste kapelusze i wielopoziomowe chuby.
Małpioogoniaste rózgi, powiewające pióropusze i oślizgłe winorośla.
Podwodne łąki, puszcze sałaty i grządki karczochów.
A przecież to dopiero ta bardziej uziemiona część podwodnego świata!
Pomiędzy koralowcami przymykały ławice wiecznie zdziwionych ryb doktorów*.
Czerwono-różowe ryby wiewiórki ukrywały się pod sklanymi półkami.
Zielone i kropkowane węgorzowate mureny bezu stanku kłapały potężnymi paszczami.
Pośród drzew-świeczników czaiły się pionowe ryby trąbki.
Od czasu do czasu wpadaliśmy w mgłę nieszkodliwych galaretowatych orzechów włoskich.
Płaszczki szybowały pod nami niczym latające dywany (a może raczej jak nietoperze?).
Ryba jeżozwierz lewitowała pośród kłączy gotowa nadąć się, gdy tylko zajdzie taka potrzeba.
Niewielkie fioletowo-żółte ryby czyściły skrzela drapieżnego snajpera, który zaparkował w rybiej myjni i zrelaksowany udostęnił do czyszczenia nawet swoją groźną szczękę.
Krewetka w bordowo-biało-czarne pasy zadomowiła się w gąbczastym kielichu.
Mikroskopijny krab pustelnik maszerował ubrany w pożyczonej równie miniaturową muszelkę.
W oddali czyhała na okazję drapieżna barakuda.
Piaskowy nurek (tak, to też ryba) zakopał się na nasz widok w miękim poszyciu.
Francuskie anielice przechadzały się parami niczym dwa zaręczone pionowe naleśniki. Najprzystojniejsza była zaś anielica królewska, cała w odcieniach jaskrawego błękitu i słonecznikowej żółci.
Czerwonoustny blenny** wypłynął ze swojej norki na szybkie co nie co i czym prędzej wrócił do domu, bacząc by nie zadomowił się tam nieproszony gość.
Oj, będzie nam tego kolorowo-koralowego świata brakowało...

* Wszelkie nazwy własne ryb zostały przetłumaczone osobiście przez autorkę znajdującą się wówczas pod wpływem nadmiarowego azotu.
** Tu zapas azotu w organiźmie autorki najwyraźniej wyczerpał się.

komentarze(0)

son, 13.09.2010, 0:18.39

423. Rybia sukienka

9.09.2010, Panama City, Panama
Ryby - tak samo jak kobiety - nie należy oceniać po wyglądzie (choć rybia sukienka bywa czasem pożyteczną wskazówką). Rzecz w tym, że podwodne stwory zmieniają ubarwienie szybciej niż niejeden kameleon. Niektóre upadabniają się do tła, by nie wypatrzyły ich drapieżniki, inne - by niepostrzeżenie podkraść się do ofiary*. Ryby zmieniają też kolor w zależności od nastroju (zalotny, poddańczy, bojowy) oraz od pory doby (wiele ryb blaknie na noc).
- Po czym więc poznać że ryba, to Ryba? - zapytacie z powątpiewaniem.
Trzeba poznać rybie zwyczaje, wiedzieć, co Ryba jada, gdzie mieszka, kiedy sypia, jakie ma płetwy, pyski i inne detale. A kolory... można podziwiać je platonicznie, jak szkiełka w kalejdoskopie.

* Tu mistrzyniami są flądry, które potrafią odtworzyć na swojej łusce nawet czarno białą szachownicę.

komentarze(0)

son, 13.09.2010, 0:18.39

422. Czy wiecie, że...

Istnieją rybki, które uprawiają swoje wodorostowo-algowe ogródki. Damselfish wyrywają niepożądane chwasty i zajadle bronią swoich poletek przed glonożernymi intruzami (a czasem także przed nurkami-wielkoludami).

komentarze(0)

son, 13.09.2010, 0:18.38

421. Niebezpieczny lód

9.09.2010, Panama City, Panama
Każdego, kto choć raz w życiu usiłował pośpiesznie wychylić półtora litra coca-coli (albo innego ulubionego napoju) pod naglącym spojrzeniem lotniskowych strażników, z pewnością zainteresuje następujące zagadnienie:
Czy butelka wody zamrożonej na kamień zostałaby (jako ciało stałe) przepuszczona przez kontrolerów bagażu? A może raczej dowcipny podróżnik zostałby ukarany rewizją osobistą?

komentarze(0)

son, 13.09.2010, 0:18.38

420. Czy wiecie, że...

Znajdując się dwadzieścia metrów poniżej poziomu morza oddychamy powietrzem sprężonym do trzech atmosfer, czyli o trzykrotnie mniejszej objętości. W tych warunkach obojętny zazwyczaj azot zaczyna kumulować się w naszym ciele. Rozkłada się on potem przez wiele godzin powodując senność oraz - przynajmniej w naszym wypadku - bardzo szczegółowe sny.

komentarze(0)

son, 13.09.2010, 0:18.38

419. Co tam nowego pod wodą?

5.09.2010, Aguadulce, Providencia, Kolumbia
Ostatnie wieczory spędziliśmy zagłębieni w lekturze atlasów morskiej fauny. Teraz nurkujemy znacznie bardziej świadomie.
***
- Krz, co nowego widziałeś dziś pod wodą? - zagaduję przy kolacji.
- Co nowego? - drapie się w słoną głowę Krz. - Anusy jeżowców.
***
- Krz, a dzisiaj, co nowego wypatrzyłeś? - pytam następnego dnia nieco obawiając się odpowiedzi.
- Dziś widziałem tylko gąbki - obwieszcza Krz, który właśnie skończył studiować atlas koralowców.

komentarze(0)

son, 08.09.2010, 20:04.19

418. Coś za coś

5.09.2010, Aguadulce, Providencia, Kolumbia
Nasza druga wyprawa do interioru obfitowała w zwierzynę i w przeszkody. Czyhały na nas nasrożone gałęzie, zamaskowane bagna wciągały nas co krok, deszcz prawie nie ustawał, wściekłe mrówki rzucały się na nas z akacjowych krzaczków, a ścieżką płyną wartki strumień. Cóż, coś za coś.
Spotkaliśmy za to naszą znajomą iguanę, jaszczurki zielone i niebieskie (to te, których szukaliśmy poprzednim razem), a nawet całkiem sporego węża*. A do tego mnóstwo krabów, skocznych jaszczurek, jeszcze bardziej skocznych żabek i cmokających z ukontentowaniem ropuch.

* To był wąż boa!

komentarze(0)

son, 08.09.2010, 20:04.19

417. Lion Fish

5.09.2010, Aguadulce, Providencia, Kolumbia
Ryba Lew to niedobra ryba. Rozpleniła się na Karaibach, co roku opanowując nowe rafy koralowe, choć jej ojczyzną są morza Indonezji. Tutaj nie ma żadnych naturalnych wrogów. Jest piękna (swoje imię zawdzięcza bujnej grzywie różowych płetw), trująca (ukłucie płetwą-brzytwą boli przez kilka dni) i wredna.
Bezpośrednim winowajcą w sprawie Lwiej Ryby był huragan Andrew, który na początku lat 90. uszkodził oceanarium na Florydzie. Z pękniętego akwarium ryby uciekły do morza. A co było dalej - już wiecie.

komentarze(0)

son, 08.09.2010, 20:04.18

416. Z cyklu: Podróże kształcą

czyli czego nauczyliśmy się przez ostatnie pół roku:
***
Tego, że jeśli gdzieś ci się nie podoba, to nie ma co się męczyć, trzeba jechać dalej.
Tego, że czasem warto zahaczyć się gdzieś na czas dłuższy.
Tego, że najbardziej rozreklamowane atrakcje turystyczne często rozczarowywują.
***
Tego, że koń to zwierze wielce pożyteczne.
Tego, że nurkowanie to wielka frajda.
Tego, że od zjeżdżania na rowerze ze stromej i wyboistej góry (downhill) bolą stawy.
***
Tego, że wielki gruby Murzyn z równie grubym złotym łańcuchem na szyi może być bardzo sympatycznym człowiekiem.
Tego, że buszujące w nocy kraby robią strasznie dużo hałasu.
Tego, że plastikowe butelki są plagą wszystkich plaż świata.

komentarze(0)

son, 08.09.2010, 20:04.18

415. Osobowość na baczność

4.09.2010, Aguadulce, Providencia, Kolumbia
Po pięciu dniach moczenia w morskiej wodzie nasze włosy... hmmm... zaczęły stawiać na swoim.
- Krz, czy ty wiesz, co ty masz na głowie? - zagadnęła Son, ukradkiem macając również swoją fryzurę.
- Wiem - Krz nie bez dumy przeglądał się w lustrze. - Zawsze chciałem mieć taką fryzurę, tylko wcześniej moje włosy nie były dostatecznie silne. Teraz mają własną osobowość.

komentarze(0)

son, 08.09.2010, 20:04.18

414. Z cyklu: Nurkowanie dla idiotów

[za Open Water Diver Manual]
Akcesoria. Oświetlenie.
Możesz zabrać pod wodę zwykłą latarkę, ale woda zniszczy ją, więc nie rób tego.

komentarze(0)

son, 08.09.2010, 20:04.18

413. Z cyklu: Gringorady

Koniec podróży. Zwrot kosztów.
Na pewno zrobiłeś wiele wspaniałych zdjęć i doświadczyłeś mnóstwa ciekawych przygód. Wiedz jednak, że - o ile nie jesteś profesjonalnym fotografem lub reporterem - sprzedanie twoich doświadczeń będzie trudne, jeśli nie niemożliwe.

komentarze(0)

son, 08.09.2010, 20:04.17

412. W poszukiwaniu kolorowych jaszczurek

czyli historia o krabie, który gotów był walczyć z parasolem
3.09.2010, Aguadulce, Providencia, Kolumbia
W czasie naszej podróży rzadko spotykamy to, czego szukaliśmy. Zwykle jesteśmy elastyczni niczym trampolina, przygotowani na wszelkie niespodzianki oraz towary zastępcze.
Tak było wczoraj, gdy wybraliśmy się do stolicy naszej wyspy, by wysłać maile, zdobyć gotówkę i zrobić zakupy (a co skończyło się bezskutecznym dwugodzinnym oczekiwaniem na autobus w ogródku bardzo miłej kawiarni oraz odkryciem Internetu w naszej wiosce), tak było i dziś, gdy wyruszyliśmy szukać kolorowych jaszczurek, od których - podobno - aż roi się na naszej wyspie.
- Co więc spotkaliście albo też co was spotkało? - zastanawiacie się.
Na początku natknęliśmy się na kryjówkę pewnej iguany. Była czarna w seledynowe pasy i raczej nieśmiała. Prędko zlazła z czarnego pnia i schowała się pomiędzy czarnymi głazami.
Skierowaliśmy się więc tam, skąd dobiegało cmokanie żab. Wkrótce ścieżka stała się wąska i ciemna. Nadchodził deszcz, a w krzakach coś szeleściło złowieszczo.
- Patrz, tam chodzi fioletowy krab! - wypatrzył pierwszego winowajcę Krz.
Nie zważając na zbliżającą się ulewę, zaglądaliśmy pod krzaki w poszukiwaniu coraz to większych okazów. Odszukane kraby wycofywały się powoli, tyłem, groźnie wymachując szczypcami i pokrzykując do nas zaczepnie "Coś wam się nie pasi, eh?!".
W końcu krabów było już tyle, że fioletowe wydawały się całe zarośla, a nam trudno było kontynuować spacer. Niektóre egzemplarze były nadzwyczaj waleczne i twardo stały na swoich pozycjach, to znaczy na tylnych odnóżach, przednimy gestykulując obraźliwie. Dopiero w obliczu automatycznie otwieranego parasola robiło im się nieswojo i podawały tyły (choć zawsze pozostając zwrócone do nas przedem).
Ale fioletowe kraby to jeszcze nie wszystko: spotkaliśmy także mrowie drzewnych jaszczurek, jedną czarną ropuchę i dwa potężne mangowce, pod którymi uzbieraliśmy zapas witamin na następne trzy dni.
I tylko kolorowe jaszczurki nie dopisały.

komentarze(0)

son, 08.09.2010, 20:04.16

411. Czy wiecie, że...

Jest wiele gatunków ryb, które - w razie potrzeby - potrafią zmienić płeć. Niektóre przeistaczają się, gdy zginie dominujący samiec w ich stadzie, inne, gdy osiągną odpowiednią wielkość.

komentarze(0)

son, 08.09.2010, 20:04.16

410. Drobnostka zoologiczno-lingwistyczna

2.09.2010, Aguadulce, Providencia, Kolumbia
- To cangrejo naprawdę znaczy "krab"? - upewnił się po raz trzeci Krz. - Bo ja myślałem, że "królik"*. I jakoś mi te króliki do fauny podmorskiej nie pasowały.

* conejo (hiszp.)

komentarze(0)

son, 08.09.2010, 20:04.16

409. 2.09.2010, Aguadulce, Providencia, Kolumbia

- Jak tak dalej pójdzie, to niedługo między palcami wyrosną nam błony. A może nawet jakieś płetwy? - rozmyślamy płucząc w słodkiej wodzie mokre utensylia.
Wysuszyć trzeba maskę, rurę, płetwy, reduktor, oktopusa (to ulubiona część naszego ekwipunku), dmuchaną kamizelkę, pas balastowy, piankę, kostium i kąpielówki. I wszystko to, co niechcący zamoczyło się przy okazji.
Tak, zgadliście! Zapisaliśmy się na kurs nurkowy.
Nurkowanie wcale nie jest trudne. Najbardziej wymagającym ćwiczeniem jest wciśnięcie się w obcisłą piankę, która grzeje tylko wtedy, kiedy ściśle przylega do skóry. Jeszcze trzeba tylko dodźwigać butlę sprężonego powietrza na łódź (któżby podejrzewał, że powietrze może tyle ważyć), a potem czekają nas już same przyjemności.
Mureny o głupiorozwartych pyskach, arystokratycznie falujące płaszczki, ławice galaretowatych meduz, nieśmiałe homary z półmetrowymi wąsami, ryby-wydmuszki z wielkimi czarnymi oczami i cała reszta tego anonimowego, ale radośnie kolorowego bractwa. No i jest jeszcze sama rafa: wielobarwne gąbki, migotliwe porosty, mózgopodobne koralowce, długaśne kłącza, fioletowe tuby i inne niewysłowione wspaniałości.

komentarze(0)

son, 08.09.2010, 20:04.16

408. Czy wiecie, że...

W wielu krajach Ameryki Łacińskiej dni świąteczne, które wypadają w środku tygodnia, automatycznie przenosi się na poniedziałek.

komentarze(0)

son, 08.09.2010, 20:04.16

407. San Andres i Providencia

2.09.2010, Aguadulce, Providencia, Kolumbia
Karaiby przywitały nas jak należy. Słońce świeciło jak opętane. Pocztówkowe palmy pochylały się nad nieprzyzwoicie lazurowym oceanem. Po drobnopiaszczystej plaży przebiegały ciemnoniebieskie jaszczurki.
Porzuciliśmy jednak te turystyczne fetysze, bo na odwrocie pocztówki czaiły się wielopiętrowe hotele i wolnocłowe sklepy, a liczba wędrownych sprzedawców lodów zdecydowanie przewyższała liczbę (turystycznej) zwierzyny łownej.
A że uroki plażowania są nam i tak obce, bez żalu teleportowaliśmy się na mniej popularną wysepkę Providencia, gdzie fioletowe kraby przechadzają się wieczorem po głównej (i jedynej) ulicy.
Obie wyspy zamieszkałe są przez potomków osadników z Jamajki, którzy zostali skolonizowani przez Brytyjczyków. Czarnoskórzy tubylcy porozumiewają się więc w języku angielskim, albo - jak dodają czasem uprzejmie - w "karaibskim angielskim", który dla nas pozostaje zagadkową serią gardłowych okrzyków. Na szczęście (choć niezbyt chętnie) mówią także w urzędowym castellano.

komentarze(0)

son, 08.09.2010, 20:04.15

<< nowsze notatki | starsze notatki >>