mrowisko.net/antypody
szukaj w notatkach
mapa
drukuj
Jeść! Jeść! Jeść!
Coś nie działa? Pisz:
Notatka:[poprzednia] [następna]
[drukuj] [szukaj]

298. Jeść! Jeść! Jeść!

18.07.2010, Rurrenabaque, Boliwia
Porzućcie wszelką nadzieję, którzy tu wchodzicie - takie motto powinno wyryte przy wejściu do każdej boliwijskiej restauracji.
- Któż znowu ośmielił się was skrzywdzić? - pytacie znużeni naszymi kulinarnymi perypetiami.
W Boliwii można żywić się na trzy sposoby: w lokalnej mordowni, w której serwuje się danie dnia - zazwyczaj szarawą breję z wystającym kawałem chrząstki; we własnym zakresie, czyli piwem, orzeszkami, wyschniętym chlebem i co tam jeszcze uda się wytargować u starej Indianki; albo w restauracjach "gringo".
Po paru omal nie przepłaconych życiem doświadczeniach z opcją numer 1, staramy się obstawać przy opcji trzeciej (co w wielu wypadkach i tak kończy się opcją numer 2).
Doświadczenia ostatnich dni to: naleśniki i capuchino, oba podane na zimno; wyżywienie wegetariańskie w trakcie zorganizowanej wycieczki w dziczy, które początkowo składało się z ryżu z jajkiem (na śniadanie, obiad i kolację), a następnie z sześciu posiłków pod rząd na bazie tej samej mieszanki warzywnej, której dużą część stanowiła drobno posiekana papryka (auuu!!!); naleśnikarnia, w której pozostał tylko jeden naleśnik oraz nieszczęsna pizzeria, w której zabrakło pizzy (a także canneloni, lasagni, grzanek z mozarellą, wszystkich ośmiu zup figurujących w menu, a o każdym brakującym daniu dowiadywaliśmy się po pięciominutowej przerwie, w trakcie której kelner z trzycentemytrowym paznokciem u kciuka prawej ręki przeprowadzał inwentaryzację kuchni).

komentarze(0)

son, 19.07.2010, 17:20.46

komentarze

Twój komentarz: (logujemy twój adres ip)
autor
napisz: niejestemrobotem