1173. Przychody i rozchody
Nadszedł czas, by pożegnać się z Grenoble. Jeszcze stąd nie wyjechaliśmy, a już tęsknimy. Już tęsknimy, a wciąż narzekamy. Narzekamy, a jednocześnie cieszymy się.
Cieszymy się, że wracamy do kraju, w którym ludzie mają zapał. W którym smaczne pieczywo i zimne piwo można nabyć nawet po 20.00 i nawet w niedzielę. W którym kierowcy wiedzą, gdzie znajduje się skrzynia biegów i nie muszą poszukiwać jej nerwowo na każdym skrzyżowaniu. Cieszymy się, że będziemy mogli odgryzać się nieuprzejmym rozmówcom. Że nie będziemy musieli w pocie czoła pisać urzędowych listów przy każdej najbłahszej okazji. Że nie będziemy musieli trzymać przy łóżku pustej szklanki - niezbędnej do wyrzucania za okno krnąbrnych pająków. I że kosmiczna mrówka nie będzie więcej spadała nam na głowy wraz z wiązką słomy, z której uwiła sobie gniazdo we wnętrzu ramy okiennej.
Z czasem jednak w pamięci pozostaną nam tylko dobre wspomnienia z Grenoble. Będzie nam brakowało bliskości gór - pieszych wędrówek, wycieczek rowerowych, jazdy na nartach - a także ich widoku na co dzień. Będziemy tęsknić za dynamiczną pogodą i całonocnymi burzami. Z nostalgią będziemy wspominać ład przestrzenny i wszechobecne autostrady. Od czasu do czasu uronimy łezkę z żalu za zaczarowanym parkiem.
A wreszcie zapomnimy nawet o grenoblańskich górach, tak jak w końcu zapomnieliśmy o valencjańskim morzu...
Autor: 
Dodano: 08.08.2007, 0:51.56
Zmodyfikowano: 07.11.2008, 15:47.07









