mrowisko.net/maja
Lilypie - Personal pictureLilypie Kids Birthday tickers
szukaj w notatkach
o co chodzi
drukuj
maja -> styczeń 2011

Jeśli wpiszesz tutaj swój mail, będziemy informować cię o nowych notatkach.

Słowniczek

Wyrazy nowe i stare, tak dla przypomnienia:

Jaja - nadal i niezmiennie "Maja"
pu - sklep, wzięło się od "pójdziemy do sklePU"
siój - sól
niuuu - nóż, choć jak potrzebny jest widelec to też krzyczy "niu"
siusiu - zarówno siusiu jak i to drugie. Ostatnio synonim słowa "śnieg" (łatwo domyśleć się dlaczego)
oje! - moje
Hihip - Filip

Oprócz tego Krzyś wylewa z siebie potoki nic nie znaczących dla nas sylab, które imitują płynną mowę. Zazwyczaj nic z tego nie rozumiemy i tylko przytakujemy ze zrozumieniem głowami.

Autor:

komentarze(0)

Dodano: 28.01.2011, 13:12.49

Bilans 2-latka

Jak na prawdziwego 2-latka przystało Krzyś udał się ze mną do przychodni na bilans.

- Ała nie, ała nie - złapał się jeszcze w domu za brzuch i przekonywał mnie, że jest zdrowy, brzuszek go nie boli i nigdzie iść nie musimy.

Kiedy z daleka zobaczył budynek, do którego zmierzaliśmy już w wózku krzyczał "nie, mama nie, tu nie".

Wszystko jednak było jeszcze przed nami. Dopiero w przychodni zaczął się prawdziwy wrzask, moje uspokajanie. Nie dał się zważyć, nie dał się zmierzyć.

- To ile on waży? - pyta pielęgniarka.

- Tak 13,5 kg - odpowiadam trzymając Krzysia z podkulonymi nogami nad wagą (krzyczącego oczywiście).

- A w domu go pani mierzyła? Ile ma wzrostu?

- 91 cm - odpowiadam od razu, bo wiem, że nawet nie ma co stawiać go przy miarce (pielęgniarka chyba też nie chciała próbować).

- No dobrze, a zezujesz Krzysiu? - pyta pielęgniarka nadzwyczaj spokojnie.

A Krzyś ryczy z mocno zaciśniętymi oczami.

- Chyba nie, choć czasem nam się zdaje... - odpowiadam nie kończąc.

- Dobrze, to dziękuję, proszę czekać do pani dr.

U naszej ukochanej pani doktor wcale nie było lepiej.

- A to ty Krzysiu tak się zachowujesz jak zdrowy jesteś - przyznaje pani doktor.

No tak, jak był chory to był trochę cichszy.
Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Krzyś wyszedł od lekarza z kompletem naklejek i magnesów na lodówkę dla siebie i dla Mai. Na koniec wszystkim z uśmiechem i radością w głosie powiedział pięknie "pa pa". Przynajmniej tu go wychowaliśmy.

Autor:

komentarze(0)

Dodano: 28.01.2011, 13:00.27

Ciężkie życie

Kiedy Krzyś jest chory ja zostaję z nim w domu a Marek jadąc do pracy zawozi Maję do szkoły.
Krzyś otwiera rano zaspane oczy:

- Tata? – pyta.

- Tata jest w pracy – odpowiadam.

- O jej! Jaja?

- Maja jest w szkole.

- O jej!

Autor:

komentarze(0)

Dodano: 26.01.2011, 11:25.29

20 minut dziennie - codziennie

- No dobra, do łóżek! - krzyczę do dzieciaków upewniwszy się wcześniej, że są najedzeni, w piżamach i mają wszystkie zęby umyte. - Krzyś, co dzisiaj czytamy?

- Bach!!! - odpowiada w podskokach.

- No dobra, a może jednak coś innego niż "Martynka spadła z roweru"? To czytamy ciągle, wybierz coś innego.

- Nie, bach! - upiera się.

- Ok, to weź książkę i wskakuj do łóżka - mówię z rezygnacją, bo wiem, że z synem nie wygram. Czytamy to opowiadanie już do znudzenia. Wszyscy znamy je na pamięć. Ostatnio odnoszę wrażenie, że Krzyś już nawet nie słucha tego co czytam tylko wypytuje cały czas o nazwy skomplikowanego sprzętu medycznego, który znajduje się na obrazkach (bo jak Martynka spadła z roweru to trafiła do szpitala i ma operowaną nogę).

- Krzysiu, a może chcesz o Mamie Mu, jak zjeżdżała na sankach? - pyta Maja odwlekając moment położenia się.

- Nie Maju, już wybrane, daj tylko swoją książkę - mówię w pośpiechu przykrywając Krzysia, bo zapewne zaraz wyskoczy spod kocyka jak sprężynka i zacznie wygłupiać się z siostrą.

W końcu leżą, choć nie do końca tam gdzie trzeba.

- Mamo, najpierw czytasz Krzysiowi - pyta Maja.

- Tak.

- To położę się koło niego, mogę? - pyta jedną nogą stojąc w krzysiowym łóżeczku.

- No dobrze - wiem, że i tak jest to nieuniknione.

Czytamy Martynkę (raz). Jeżeli czytamy coś innego, trochę krótszego to obowiązkowo musi być dwa razy.

- Dobrze Krzysiu, teraz połóż się grzecznie, daj buziaka i zaczynam czytać Mai.

- Nie, mama nie - zaczyna się bunt i sprężyna wyskakuje z materaca.

- Krzyś połóż się, teraz czytam Mai, a jeśli chcesz, żebym jeszcze coś ci przeczytała to połóż się i czekaj.

- Nie, Jaja! - i rzuca się na Mai łóżko trafiając oczywiście z całym impetem w siostrę.

- Aaaaaa... Krzysiek!... Mama!

No tak, walczymy kolejne 10 min (czasami i dłużej). W końcu jednak udaje się. Zaczynam czytać książkę dla starszaków.

- Jeszcze jeden, jeszcze jeden.

- Maja przeczytałam już dwa długie rozdziały. Jest już późno.

- Tyk, tyk... - wstaje Krzyś i podchodzi do majolkowego zegara.

- Tak, właśnie jest późno i kończymy na dziś - mówię już trochę zdenerwowana, bo myślałam, że Krzyś zaśnie podczas monotonnego czytania bez obrazków. Ale nie.

- A jemu to jeszcze będziesz czytała - odpowiada z wyrzutem Maja.

No tak, będę, bo co mam zrobić, przecież obiecałam. Tylko tą obietnicą jestem w stanie zagonić Krzysia z powrotem do łóżka.

Zaczynamy czytać "Całus na dobranoc", w którym ważniejsza jest myszka wchodząca i wychodząca z norki, o której nie ma ani słowa w tekście ale za to pojawia się lub znika na kolejnych stronach bajki. Ech...

I tak schodzi nam ponad godzina. Kiedy kończę czytać, Maja już dawno słodko śpi, Krzyś nic sobie z tego nie robi i krzyczy o kolejną porcję czytanek.
Kurcze, za chwilę 22:00 a drań jeszcze nie śpi. Czasem zaśnie ot tak zamykając oczy a czasami po prostu dopiero za godzinę.

Autor:

komentarze(0)

Dodano: 26.01.2011, 11:25.26