kwiecień 2014
grudzień 2013
sierpień 2013
lipiec 2013
czerwiec 2013
maj 2013
luty 2013
styczeń 2013
grudzień 2012
listopad 2012
październik 2012
wrzesień 2012
lipiec 2012
czerwiec 2012
maj 2012
kwiecień 2012
marzec 2012
luty 2012
styczeń 2012
grudzień 2011
październik 2011
wrzesień 2011
sierpień 2011
maj 2011
kwiecień 2011
luty 2011
styczeń 2011
grudzień 2010
listopad 2010
październik 2010
wrzesień 2010
sierpień 2010
lipiec 2010
czerwiec 2010
maj 2010
kwiecień 2010
marzec 2010
luty 2010
grudzień 2009
listopad 2009
październik 2009
wrzesień 2009
sierpień 2009
czerwiec 2009
kwiecień 2009
marzec 2009
luty 2009
styczeń 2009
grudzień 2008
listopad 2008
październik 2008
maj 2008
kwiecień 2008
marzec 2008
styczeń 2008
listopad 2007
październik 2007
wrzesień 2007
sierpień 2007
lipiec 2007
czerwiec 2007
maj 2007
kwiecień 2007
marzec 2007
luty 2007
styczeń 2007
grudzień 2006
listopad 2006
październik 2006
wrzesień 2006
sierpień 2006
lipiec 2006
czerwiec 2006
maj 2006
kwiecień 2006
marzec 2006
luty 2006
styczeń 2006
grudzień 2005
listopad 2005
październik 2005
wrzesień 2005
sierpień 2005
lipiec 2005
Jeśli wpiszesz tutaj swój mail, będziemy informować cię o nowych notatkach.
Ciężar miłości
- Tato, psytul sie do mnie - prosi Maja po krótkiej sprzeczce.
Marek kładzie swoją głowę na majolkowym brzuszku.
- I jak, dobrze? - pyta.
- Taak. Baldzo cie lubie - odpowiada Maja z całej siły ściskając głowę taty.
- Ja ciebie też kocham - odpowiada Marek.
- Wsiań juś, cieńśki jesteś - Maja kończy zbyt długo przeciągające się czułości.
Autor: 
Dodano: 26.10.2006, 20:04.27
Takie rzeczy to tylko u taty
Jadę z Mają autobusem do przedszkola. Maja zawsze jest uważnym obserwatorem. Dziś zwróciła uwagę na tajemnicze skrzynki. Nie wiedziałam, że na naszej trasie jest ich tak dużo. Chodziło tu głównie o skrzynki na gazety (stojące przed sklepami), które w nocnych godzinach lub porannych zapełniają się codzienną prasą, a także o te stojące na chodnikach wypełnione piaskiem. Nagle Maja wypatrzyła za oknem inny rodzaj skrzynki. Wysoką, szarą, blaszaną konstrukcję całą oblepioną plakatami.
- A ta synka? Co to za synka, mamusiu? - spytała głośno na cały autobus.
- Nie wiem. Chyba taka telekomunikacyjna, ale trudno stwierdzić, bo jest cała zalepiona. Może jest tam prąd? Naprawdę nie wiem - odpowiedziałam, bo sama nigdy nad tym się nie zastanawiałam.
- Pewnie tata bedzie wiedział - zamruczała pod nosem kiwając głową.
- Pewnie tak, bo my nie wiemy.
- Tak, bo my wysyny (dziewczyny) nie wiemy - pokiwała ze zrozumieniem.
Autor: 
Dodano: 25.10.2006, 7:32.36
Co z oczu to z serca
Maja zawsze była samodzielna, jak na swój wiek. Teraz po dwumiesięcznym pobycie w przedszkolu mamy jeszcze większy powód do dumy. Sama zaczęła korzystać z toalety. Czasami już nawet nas nie informuje, że idzie zrobić siusiu. Sama się rozbiera, sama siada na sedesie (bez swojej małej deski), potem sama schodzi, wyciera pupę, spuszcza wodę i myje rączki. Jest jednak mały problem przy wycieraniu pupy. Nie daje sobie pomóc, a nie zawsze wychodzi jej to dobrze.
- Maju, zobacz, jakie brudne masz majteczki. Dlaczego nas nie wołasz? Zobacz, co się dzieje, jak niedokładnie wytrzesz pupę - mówię pokazując Mai brudną bieliznę, którą właśnie jej zdjęłam do kąpieli.
- Nie chce na to pacieć - powiedziała z nonszalancją i odwróciła się na pięcie.
Autor: 
Dodano: 24.10.2006, 7:51.39
Małe spostrzeżenia
- Jak sie gejfluta nie zie to jest taki suchy, a jak sie zie to jest taki mokly jak desc - mówi Maja trzymając cząstkę grejpfruta w paluszkach i wkładając ją do buzi.
Autor: 
Dodano: 23.10.2006, 13:23.42
Ojcowskie tęsknoty
- Chodź Maju, mamy już wszystko, wracamy do domu do taty - mówię wychodząc z bazarkowej piekarni.
- Tak, on jest taki smutny - mówi Maja z posępną miną.
- Tata? Dlaczego?
- Bo nie ma NAS! - odkrywczo stwierdza Majolka.
Autor: 
Dodano: 20.10.2006, 16:46.30
Zagadka
- Jak bendą kogoś ulodziny to tszeba być taaakim wysokim, zieby powiesić gwiastke na ciupku.
Ciekawe o czyje urodziny chodzi ;)
Autor: 
Dodano: 20.10.2006, 10:21.12
W tyle za Mają
Maja, jak co wieczór, zaczyna swoje wieczorne śpiewanie.
- "Pada deść na dwozie, kap kap kap. Pada deść taki mokly, ze juś baldziej mokly być nie mozie". Mama, śpiewaj ze mnom.
- Ale ja nie znam tej piosenki - odpowiadam nieco zdziwiona, bo pierwszy raz to słyszę.
- No, pada deść! - mówi Maja z lekką pretensją w głosie, że jak ja mogę tego nie znać.
Autor: 
Dodano: 20.10.2006, 10:21.11
Wieczorne pogadanki wychowawcze
Ostatnie majolkowe kłótnie z nami skłoniły nas do refleksji i wyjaśnienia, skąd nagle tyle złości w naszym dziecku. Jako pierwszą przyczynę uznaliśmy przedszkole i kontakty z innymi dziećmi. Mai grupa podobno jest bardzo żywa, chłopcy łobuziaki i trudno utrzymać ich w ryzach. Być może ktoś Mai dokuczył.
W łóżku przed snem postanowiłam poruszyć z nią ten temat.
- Maju, posłuchaj. Pamiętaj, jeżeli ktoś ci w przedszkolu dokucza, ktoś na ciebie krzyczy, masz jakieś zmartwienie lub po prostu coś ci się nie podoba to zawsze nam to mów. Proszę cię. Dobrze?
- Dobzie - odpowiada ze smutna miną.
- To jak, wszystko w porządku?
- Nie - mina się nie zmieniła.
- To co się dzieje? - pytam z troską w głosie.
- Nie moge zasnońć.
A ja się przestraszyłam, że to coś gorszego. Jeden buziak i po pięciu minutach już spała.
Autor: 
Dodano: 20.10.2006, 10:21.11
Kryzys
Przeżywamy kryzys. Ja przeżywam kryzys macierzyństwa a Marek pewnie swego rodzaju kryzys tacierzyństwa. Wszystko przez nasze dziecko, które przeżywa kryzys trzylatka. Po prawie dwóch miesiącach chodzenia do przedszkola z grzecznej, jak aniołek dziewczynki zrobiła nam się awanturująca, histeryczna, tupiąca, wrzeszcząca, wykrzykująca swoją złość przedszkolaczka. Czasami zastanawiam się, co będzie jak przyjdzie kryzys dojrzewania. Ja już się czuję, jakbym miała w domu rozkapryszoną nastolatkę. Kto mi zabrał moje dziecko? Ja chcę spokojną Majolkę z powrotem.
A teraz krótki apel do sąsiadów (może jakimś cudem ktoś to czyta).
Jeżeli usłyszycie dzikie wrzaski dobiegające z naszego mieszkania (okna staramy się już zamykać, więc powinno być trochę ciszej), tupiące dziecko i krzyczące "to boli!", "jestem głodna!", "zimno mi!", "chce coś innego!" to włączcie sobie dobrą muzykę i postarajcie się zrelaksować. U nas nic złego się nie dzieje. Maja jest cała i zdrowa. To tylko kryzys trzylatka.
Autor: 
Dodano: 20.10.2006, 10:21.11
Wieczorna rozrywka dla rodziców.
Maja nie przepada za opowiadaniem, co wydarzyło się danego dnia w przedszkolu. Już nawet przestaliśmy się dopytywać, bo w końcu wcześniej czy później i tak wszystkiego się dowiadujemy. Wieczorami Majolka zaczyna bawić się w przedszkole. Wszystkie miśki i przytulanki są dziećmi a ona jest przedszkolanką. Czasami i nas wciąga do swojej zabawy. Wtedy to poznajemy nowe wierszyki, piosenki, zabawy a nawet kroki taneczne.
Wczoraj wieczorem przyszła do pokoju ubrana w piżamkę i opatulona kocykiem (jak to zawsze po kąpieli). Stanęła przodem do mnie, rozłożyła ręce w powitalnym geście i powiedziała:
- Witam Państfa. Panowie i ... panie. Bendziemy tańcować i biegać po całej sali.
Dzień wcześniej w przedszkolu był klaun. Żadna rozrywka nas nie minie.
Autor: 
Dodano: 18.10.2006, 14:32.11
O niedźwiedziu dwuznacznie
Jemy śniadanie w pokoju. Z kuchni dochodzą słabe odgłosy grającego radia. Poranny program w Trójce prowadzi Wojciech Mann. Ciężko jednak stwierdzić z tej odległości z kim.
- O teraz słyszę Niedźwiedzia - stwierdza Marek niepewnie.
- Nie, to Mann - poprawiam go.
- A brzmiał przed chwilą jak Niedźwiedź.
Po chwili ciszy Maja odzywa się zdziwiona:
- To był staly niedźwieć?
No tak, dla Mai niedźwiedź jest tylko stary i na dodatek śpi.
Autor: 
Dodano: 15.10.2006, 10:47.27
Uparciuch
- Mamo, ja chce japko - mówi Maja wchodząc do pokoju z zielonym jabłuszkiem w ręku.
No to się zacznie, myślę sobie. Maja ma w ręku antonówkę, innych jabłek w domu nie ma. Trzeba było kupić.
- Maju, ale to jabłko jest bardzo kwaśne. Nie zjesz go - staram się spokojnie tłumaczyć, ale wyraz twarzy dziecka powoli się zmienia.
- Nieee, ja chce TO japko. Źjem!
- Na pewno nie zjesz. Obiorę ci, a ty powiesz, że już go nie chcesz i że chcesz coś innego - "coś innego" to nasze przekleństwo.
- Źjem, na pewno źjem! - mówi prawie płacząc.
- Zapewniam cię na 350%, że nie zjesz - mówię już trochę zdenerwowana, bo dokładnie wiem, jak będzie. Przerabialiśmy ten scenariusz już wielokrotnie i mamy doświadczenie.
- Źjem!
- No dobra to ja ci obiorę, ale masz zjeść - mówi Marek.
Po chwili z kuchni wychodzi Majka z trudem powstrzymując skrzywienie na twarzy.
- Mamo, jem.
No i na złość mamie odmrożę sobie uszy. Zjadła i nawet poprosiła o dokładkę.
Autor: 
Dodano: 12.10.2006, 11:44.59
Kiepski dzień
W mojolkowym życiu zdarzają się czasami kiepskie dni. Wczoraj był jeden z nich. Przedszkole postanowiło zrobić rodzicom przyjemność i zarządziło "dzień otwarty". Od 9 do 12 można było przyjść i popatrzeć, jak się dzieci bawią, uczestniczą w zajęciach i rozrabiają. Na pierwszy rzut oka super. W rzeczywistości kompletna klapa. Jak się można było spodziewać Maja popłakała się. Nie brała udziału w zajęciach i zabawach. Siedziała u mnie na kolanach z zapłakanymi oczkami. Podczas zabawy w zgadywanie nazw owoców i warzyw coś Maję korciło, żeby jednak przyłączyć się do reszty dzieci. Zeskakiwała wtedy z moich kolan, biegła do pani Dorotki i krzyczała zanim dzieci zdążyły odpowiedzieć:
- A ja wam powiem, ja wam powiem! Ogólek jest zielony!!! - i szybko wracała na swoje wcześniej wygrzane miejsce.
Potem trochę się rozkręciła, jak wyszli na dwór, ale na koniec i tak się popłakała.
Więcej nie pójdę na żaden "dzień otwarty". Ten temat uważam za zamknięty. Jedynym miłym akcentem wczorajszego dnia były zajęcia z tańca. Weszłam trochę spóźniona i Maja jeszcze mnie nie widziała. Wtedy to dla odmiany ja się popłakałam, ale ze śmiechu. Patrząc na tańczące trzylatki wprost nie można się opanować. A już największą przyjemność sprawiał widok trzęsących się małych kuperków przy znanym wszystkim utworze "kaczuszki". Łzy same napływały do oczu.
Autor: 
Dodano: 12.10.2006, 9:02.10
Pomarańczowe cudo
Wczoraj wieczorem byliśmy u Soni i Krzysia na pożegnalnym spotkaniu. Znowu wyjeżdżają nam na rok daleko, daleko. Zaproszeni byliśmy trochę późno i obawialiśmy się, że Maja tego nie wytrzyma. Nic bardziej mylnego. Dziecko fikało i skakało jak nakręcone. A dlaczego? Bo Son i Krz mają w dużym pokoju pomarańczowe cudo. Jest to taka wielka pufa, w której nawet dorosły człowiek ginie, jak na niej usiądzie. To był po prostu raj na ziemi dla naszej Majolki. Skakała, wspinała się, zapadała i zjeżdżała. Już po chwili użytkowania Maja wiedziała, że to jest właśnie to, co chciała mieć przez całe swoje życie.
- O tym właśnie mazyyyyłam - krzyczała wdrapując się na sam szczyt pufy.
- Jak fajnie być u Ksysia - mówiła leżąc na wznak, wpatrując się w sufit.
- To jest śfietne do fikania i blykania, do wsystkiego - zachwycała się podczas skoku z łóżka na miękką powierzchnię pufy.
No to mamy już jeden z pomysłów na prezent gwiazdkowy dla Mai.
Autor: 
Dodano: 03.10.2006, 8:32.54







