mrowisko.net/maja
Lilypie - Personal pictureLilypie Kids Birthday tickers
szukaj w notatkach
o co chodzi
drukuj
maja -> październik 2011

Jeśli wpiszesz tutaj swój mail, będziemy informować cię o nowych notatkach.

Zajęte ręce

- Giiil! – krzyczy Krzyś.

- To idź do łazienki i urwij papier – wołam do niego.

- Nie mogę ulwać – słychać wołanie już z łazienki.

Idę więc z odsieczą, żeby przypadkiem nie odwinął całej rolki, jak to już mu się wcześniej zdarzało.

- Krzysiu, no jak możesz urwać skoro w obu rączkach trzymasz śmieciarkę – mówię ze śmiechem do syna, który stoi naprzeciwko wieszaka na papier i wpatruje się w niego.

- Bo ja bawię.

Autor:

komentarze(0)

Dodano: 18.10.2011, 10:14.30

Goście

Od czasu Mai urodzin Krzyś ciągle dopytuje się, kiedy przyjdą znowu goście. Ponieważ ostatnio rozpanoszyła się w naszym domu choroba wizyty znajomych co i rusz przekładane są na koleje weekendy. Krzyś jednak cały czas pamięta cudowny gwar, zamieszanie i prezenty towarzyszące imprezie urodzinowej.

Siedzimy wszyscy przy sobotnim obiedzie. Każdy głodny, więc szybko przebiera w milczeniu widelcem. Nagle słychać zachwyt Krzysia:

- Mmm, mmm, doble… Przyjdą goście?

Autor:

komentarze(0)

Dodano: 18.10.2011, 10:14.30

My tu gadu gadu…

Podczas ostatniej choroby Krzysiowi przytkało się ucho. Wydaje nam się, że nie słyszy na jedno tak jak powinien. Skąd to przypuszczenie? Otóż za każdym razem, kiedy coś do niego mówimy w odpowiedzi słyszymy tylko:

- Co gadasz?!

Autor:

komentarze(0)

Dodano: 18.10.2011, 10:14.30

Przyłapana

… zostałam na gorącym uczynku przez własną córkę. Będąc na antybiotyku (to nic takiego, 3/4 naszej rodziny bierze to świństwo) pokusiłam się i popiłam lekarstwo wodą prosto z butelki.

- Widziałam, mama! Piłaś z butelki! – słyszę oskarżycielski ton Mai. – Z resztą nie będę miała do ciebie pretensji, bo sama tak czasem robię.

Uff.

Autor:

komentarze(0)

Dodano: 18.10.2011, 10:14.30

Wieczorny relaks

Na chwilę relaksu mama dwójki dzieci może pozwolić sobie, gdy dzieciarnia pójdzie już spać lub w łazience podczas wieczornej kąpieli. Jednak nie mając zamka w drzwiach skutecznie odcinającego od domowej rzeczywistości nawet w wannie nie zawsze można odpocząć.

Tym razem Krzyś postanowił władować się do mnie do kąpieli. Pomimo moich sprzeciwów sam się rozebrał do golasa, przełożył jedną nogę przez wannę i zaczął się wspinać. Ponieważ nigdy nie kąpał się w takiej ilości wody po chwili usłyszałam jego rozpaczliwe wołanie:

- Utonie się!

Szybko się jednak przyzwyczaił zarówno do głębokości jak i do wysokiej temperatury wody i zaczął się rozkręcać:

- Otworzysz nam? – spytał podając jakieś pudełeczko używane przez niego w kąpielowych zabawach.

Chwilę relaksu musiałam odłożyć na później.

Autor:

komentarze(0)

Dodano: 18.10.2011, 10:14.29

Albo… albo…

Kiedy dziecko uczy się nowych słów bardzo zabawne są sytuacje, kiedy używa ich w niewłaściwym kontekście lub po prostu w nieodpowiednich sytuacjach. Przy takim niespełna trzylatku jakim jest nasz Krzyś ubaw mamy właściwie codziennie.
Ostatnio jednym z najczęściej używanych słów było „albo”. Nawet zdania zaczynały się od zamyślonego „albo…”.

- Krzysiu, kiedy mówisz „albo” to znaczy, że jest jakiś wybór. Możesz chcieć coś czerwonego albo niebieskiego. Można bawić się samochodem albo pociągiem.

- Mhm – odpowiedział Krzyś.

Po jakimś czasie, kiedy leniwie leżeliśmy jeszcze w łóżku, przyszedł Krzyś z głośnym okrzykiem:

- Gil! Mamo, mam gila!

- Krzyśku, pójdź do łazienki, urwij papier i przynieś – proszę, bo jakoś wstać mi się nie chce.

- Albo pomóc, albo pójść – usłyszałam od syna.

Autor:

komentarze(0)

Dodano: 18.10.2011, 10:14.29

Przedszkole

Krzyś chodzi do przedszkola. Z przerwami na chorobę, ale chodzi. Czy mu się tam podoba – lepiej nie pytać. Zawsze odpowie, że nie. Ale podoba mu się. Bawi się, coś się dzieje, ma kolegów i koleżanki. Jednak co rano jest ogromny płacz, szarpanie się w szatni, rzucanie kapciami i problem z odczepieniem jego łapek ode mnie, kiedy przekazuję go „cioci”. Było już nawet lepiej. Dwa razy sam wszedł do sali i nie płakał, ale zaraz potem dopadło go choróbsko i na półtora tygodnia uziemiło w domu. Problem zatem wrócił.

Co wieczór czytamy książeczkę „Zuzia idzie do przedszkola”. Nie dlatego, że ja chcę. Od kilku tygodni Krzyś sam wybiera to powiadanie z półki. Jak zaproponuję coś innego to jest awantura. Podczas czytania zaczyna opowiadać, co się u niego w przedszkolu dzieje, czy jest tak samo jak u Zuzi czy wręcz przeciwnie. Tak więc coś w tym wszystkim jest. Może będzie dobrze.

Autor:

komentarze(0)

Dodano: 18.10.2011, 10:14.28

Powrót do przeszłości

Krzyś mówi, że w przedszkolu „jest zie”. Na moje pytanie dlaczego, zaczął odpowiadać, że nie chce się bawić. Zaczęłam więc wymyślać inne aktywności poza zabawą, które mogłyby go zainteresować. Podczas czytania kultowej „Zuzi” zapytałam go, czy też ma w przedszkolu taką wagę jak Zuzia (ona waży tam misia i myszkę, ale i tak owca jest najcięższa). Okazało się, że tak. I wtedy coś mi się przypomniało. Ja też miałam taką wagę w przedszkolu i mam nawet przy niej zdjęcie. Przyniosłam więc kilka zdjęć z mojego dzieciństwa i pokazałam Krzysiowi, jak świetnie bawiłam się w przedszkolu. I to było to! Jak on się wpatrywał, jak pytał o poszczególne zabawki. Wziął potem te zdjęcia ze sobą do łóżka, położył obok poduszki i przyglądał się im. Był zafascynowany. Nie wiedział, że ja też kiedyś mogłam być mała. Jedno ze zdjęć było czarno-białe. Ze zdziwieniem patrzył to na zdjęcie to znowu na moje włosy. Coś mu się nie zgadzało.

- A jakiego kololu mas włosy?

To było niesamowite. Jego mina, jego wzrok. Oglądał te zdjęcia z miną znawcy. Przekładał sprawnie jedno pod drugie. W końcu z poważną miną wskazał jedno z nich i powiedział:

- To jest ostle.

Niestety do przedszkola poszedł z płaczem większym niż zwykle.

Autor:

komentarze(0)

Dodano: 18.10.2011, 10:14.28