mrowisko.net/xinjiabo
szukaj w notatkach
mapa
drukuj
singapur -> luty 2009
Nowe zdjęcia z Kluang i hinduskiego święta Thaipusam w Singapurze.

Jeśli wpiszesz tutaj swój mail, będziemy informować cię o nowych notatkach.


dość robactwa!

<< nowsze notatki | starsze notatki >>

365. Z cyklu: Wielki Boss komentuje

- Wiesz Sonia, wczoraj była u mnie na rozmowie o pracę Francuzka. Ale nie była ładna.

komentarze(0)

son, 28.02.2009, 2:26.56

364. Kaukascy terroryści

Jako mocno wyróżniający się spośród porannego tłumu, regularnie kontrolowani jesteśmy na stacjach metra.

Nic dziwnego. Ona - nie idzie, lecz biegnie prawie, umiejętnie rozpychając przy tym zwartą masę ludzką. On - błądzący nieprzytomnym spojrzeniem, z olbrzymim plecakiem wypełnionym (zapewne) materiałami wybuchowymi.

Bez dwóch zdań: kaukascy terroryści.

komentarze(0)

son, 28.02.2009, 2:26.56

363. Z cyklu: Wielki Boss pyta

Sonia, czy w Polsce powierzchnię mierzy się w akrach czy w hektarach?

komentarze(0)

son, 28.02.2009, 2:26.56

362. Koci mezalians

Praktycznie wszystkie singapurskie koty mają pewne braki ogonowe. Zamiast puszystej kity - świński skręcik. W miejsce lśniącego boa - sterczący kikucik. W najlepszym wypadku jest to ogon w planie amerykańskim, czyli trzy-czwarte.

Cóż jest przyczyną tak opłakanego stanu tego - jakże ważnego - elementu kociej anatomii? Czyżby winne były okrutne dzieci? Wojownicze monitory? Drapieżne szczury?

Wieść gminna niesie, że pokrzywdzone ogony kotów półwyspu malajskiego są skutkiem kociego mezaliansu. Tylne nogi tutejszych kotów są nieco dłuższe, uszy - jakby większe (rzekomo można nawet kota za nie podnieść), sylwetka - zawsze gotowa do skoku. Jak u królika!

komentarze(0)

son, 28.02.2009, 2:26.56

361. Z cyklu: Wielki Boss pyta

- Sonia, czy słyszałaś o bitwie pod Zawą?

komentarze(0)

son, 28.02.2009, 2:26.56

360. Witaj cywilizacjo!

- w zgodnym duecie zakrzyknęliśmy po powrocie z naszego weekendowego wypadu do Indonezji.

Witajcie cywilizowane toalety! Witajcie spłuczki!

komentarze(0)

son, 28.02.2009, 2:26.56

359. Co pięć pazurów do nie jeden

O ile w Singapurze do podkreślenia, że nie jest się robotnikiem wystarczy jeden zapuszczony paznokieć, w Indonezji wampirzymi pazurami obrośnięta bywa cała lewa dłoń.

komentarze(0)

son, 28.02.2009, 2:26.56

358. Toalety

Indonezyjskie toalety zasługują na indywidualną notatkę. Oczywiście są to toalety "kucane", czyli "na narciarza" (tu określenie niezrozumiałe). Nie są wyposażone w spłuczkę, lecz w wiadro lub zbiornik, z którego wodę do spłukania czerpie się plastikowym kubkiem. Tego samego naczynia używa się także to innych czynności, jako że papier toaletowy nie jest w Indonezji znany (a raczej znany jest tu z tego, że turyści zapychają nim rury kanalizacyjne). Nieznane są również umywalki, które także zastępuje wspomniane naczynie.

komentarze(0)

son, 28.02.2009, 2:26.56

357. Co pięć głów to nie jedna

Pokutujące wciąż jeszcze w Polsce przekonanie, że pasażer siedzący z tyłu nie musi zapinać pasów, w Indonezji przejawia się w odniesieniu do kasków.

Kask nosi tylko kierowca i to wystarczy. Pozostali pasażerowie motoroweru (żona, noworodek w chuście na plecach żony, jedno z dzieci wciśnięte pomiędzy rodziców, drugie z dzieci śpiące z głową na klaksonie) tego uciążliwego amuletu nie potrzebują.

komentarze(0)

son, 28.02.2009, 2:26.56

356. Czara goryczy (z herbatą)

Szeroko pojęta jakość obsługi turystów niezmiernie nas na Bintam zirytowała. Chwilami czuliśmy, jak gotuje się w nas krew europejskich przodków-kolonialistów.

Na śniadanie zamówiliśmy: dwie porcje tostów, omlet z serem, omlet bez sera oraz dwie herbaty. Niezbyt oryginalnie, prawda? Zamówienie zostało dopisane do naszego hotelowego rachunku, a my usiedliśmy przy stoliku z widokiem na morze (inne atrakcje w okolicy nie występowały).

Tosty przyniesiono szybko. Omlety (oba z serem) - dopiero kiedy kończyliśmy stygnące i łapiące wilgoć tosty. Zdobycie herbaty wymagało zrobienia karczemnej awantury, na co zdobyliśmy się dopiero PO zakończeniu posiłku.

I tak ze wszystkim.

komentarze(0)

son, 28.02.2009, 2:26.56

355. Sielankowa noc

Zmęczeni atrakcjami dnia spać poszliśmy wcześnie, a do snu kołysał nas szum fal chlupocących pod naszym bungalowem na palach. Niestety, sielankową noc po chwili przerwało nam hinduskie święto, obchodzone hucznie przez grupę wrzaskliwej młodzieży przy akompaniamencie rozsadzającej mózgi muzyki techno.

komentarze(0)

son, 24.02.2009, 13:11.19

354. Tor przeszkód

Żeby dotrzeć do boskiego bungalowu, pokonać musieliśmy istny tor przeszkód.

Pomińmy rezerwację hotelu oraz niewielkie trudności w dotarciu do portu. Skupmy się na atrakcjach zasadniczych.

Najpierw "nasz" prom okazał się płynąć do innego portu. Ten właściwy odpływał dopiero 2 godziny później. Staraliśmy się jednak nie psuć wakacyjnej atmosfery i bonusowy czas spędziliśmy zajadając jaja na miękko po azjatycku (serwowane są w skorupkach, z których wylewa się je na spodeczek).

Po zejściu z promu zostaliśmy zaatakowani przez gąszcz naganiaczy hotelowo-taksówkowych. Miasteczko portowe okazało się koszmarną pułapką na niezależnych turystów.

Aby dostać się do naszego oddalonego o prawie 40 kilometrów bungalowu zmuszeni byliśmy porwać miejski autobus. A może to autobus porwał nas?

komentarze(0)

son, 24.02.2009, 13:11.18

353. Jest bosko

Zasiedliśmy w rustykalnych fotelach na tarasie naszego bungalowu na palach. Obserwujemy przypływ. Poziom wody zmienia się w oczach. To co przed chwilą jeszcze było kilometrem brudnego piasku, zamienia się w przestworza oceanu. Grupa skał, które pięć minut temu uważaliśmy za cel potencjalnego spaceru, zamieniła się w niedostępną wyspę. Ostatni zbieracze krabów i innych warzyw morza ewakuują się na brzeg. Kraby (te które nie dały się złapać) zmykają do swoich nor. Na horyzoncie widać sporą gromadkę amatorów kate'ów*. Wieje chłodny wiatr. Przygrywają zawieszone pod strzechą bambusowe cymbały.

Jest bosko.

* Kate to coś między paralotnią a latawcem. Amator płynie (a czasem nawet podlatuje) na desce surfingowej napędzanej przez skrzydło kate'a.

komentarze(1)

son, 24.02.2009, 13:11.18

352. Bintam

Bintam to indonezyjska wyspa oddalona o godzinę drogi promem od Singapuru. Północne "najlepsze" wybrzeże zaanektowane jest przez luksusowe ośrodki wypoczynkowe, zwane tutaj "resortami". Teren ten - wyposażony w niezależny port - jest ogrodzony i patrolowany przez uzbrojonych strażników.

Pułapka na niezależnych turystów w postaci Tanjung Pinang (czyli stolicy wyspy) zastawiona została na wybrzeżu. Jestem padliną rozrywaną przez stado sępów zachodnim. Chmara taksówkarzy, znajomych taksówkarzy, kuzynów taksówkarzy i innych naganiaczy hotelowych otacza singapurskiego weekendowicza natychmiast po jego zejściu na ląd. Z nieuniknionego starcia turysta wychodzi z trwałymi zmianami osobowości („Jestem padliną rozrywaną przez stado sępów, jestem padliną rozrywaną przez stado sępów, jestem padliną...”).

Na wschodnim wybrzeżu Bintam ulokowały się ośrodki wypoczynkowe niższego sortu. Plaża tu jest piękna i długa - w czasie przypływu. Podczas odpływu zamienia się ona w ponadkilometrowej szerokości bagnisko, w którym lokalna ludność grzebie z wyraźnym upodobaniem. Podkreślić trzeba, że imponujący odpływ znacznie zwiększa możliwości plażowania. Plażować można tu zarówno wzdłuż, jak i w poprzek plaży.

komentarze(0)

son, 24.02.2009, 13:11.18

351. Z cyklu: Wielki Boss pyta

- Sonia, czy wiesz kto to był Barbarossa?

komentarze(0)

son, 24.02.2009, 13:11.18

350. Niedzielne samochody

Określenie "niedzielni kierowcy" rozumie się w Singapurze zupełnie dosłownie. No, może nie tyle "kierowcy", co raczej "niedzielne pojazdy". No i nie "niedzielne", tylko "weekendowe"...

W każdym razie samochody dopuszczone do ruchu tylko poza godzinami szczytu wyróżniają się czerwoną (tańszą) tablicą rejestracyjną.

komentarze(0)

son, 21.02.2009, 13:18.29

349. Pudło ogrodnika

Jako użytkownicy Mrowiska, a w dodatku jarosze, byliśmy przyjaźnie nastawieni do zamieszkujących nasze mieszkanie mrówek. Bądź co bądź to nasi koledzy po fachu. Niestety niewdzięczne stworzenia wyczuły słabość naszych miękkich wegetariańskich serc i bez wahania nadużyły naszej gościnności.

Poczęły buszować po szafkach, szafach i szufladach - jak to domowe mrówki mają w zwyczaju. Dostały się do leków, jak burza przeszły przez kosmetyki, przejrzały całą dostępną literaturę, obwąchały sprzęt elektroniczny, aż wreszcie znalazły, czego szukały: lentilki, czekoladki, a nawet - o zgrozo - ptasie mleczko.

Odratowane przez nas smakołyki uwięzione zostały w przeźroczystym plastikowym pudle* i zabezpieczone grubą czarną taśmą. Sami nie zjemy, ale wrednym mrówkom nie oddamy!

* W drugim identycznym pudle zamknięty pozostaje sprzęt fotograficzny - ten dla ochrony przed wilgocią.

komentarze(0)

son, 21.02.2009, 13:18.29

348. Z cyklu: Wielki Boss pyta

- Sonia, czy jesteś profesjonalistką?

komentarze(2)

son, 21.02.2009, 13:18.29

347. Tropikalne koszmary

- Brrr, znowu śniły mi się karaluchy.
- Dużo ich było?
- Najpierw jeden... potem dwa... a potem cała inwazja...
- A potem?
- A potem się obudziłem.

komentarze(0)

son, 21.02.2009, 13:18.28

346. Kryzysowy Wół

Wieść gminna niesie, że nadchodzi już trzeci "z rzędu"* Rok Wołu, który przynosi kryzys. Oficjalna - choć niezbyt przekonująca - interpretacja jest następująca:

Wół to zwierzę, które ciężko pracuje. A w czasie kryzysu trzeba ciężko pracować.

Kryzys kryzysem, ale w ostatnim dniu Nowego Roku** kilkusetmetrowe kolejki ustawiały się, by wsiąść udział w specjalnym noworocznym wydaniu loterii.

* Lata w księżycowym kalendarzu powtarzają się w cyklu 12-letnim.

** Księżycowy Nowy Rok obchodzony jest przez 15 dni - od nowiu do pełni.

komentarze(0)

son, 21.02.2009, 13:18.28

<< nowsze notatki | starsze notatki >>