mrowisko.net/xinjiabo
szukaj w notatkach
mapa
drukuj
singapur -> luty 2010
Nowe zdjęcia z Kluang i hinduskiego święta Thaipusam w Singapurze.

Jeśli wpiszesz tutaj swój mail, będziemy informować cię o nowych notatkach.


dość robactwa!

<< nowsze notatki | starsze notatki >>

1095. Sklep ze śmiesznymi rzeczami

Nie da się ukryć, że przygotowania do naszej wielkiej wyprawy dostarczają nam sporo rozrywki. Duchem unosimy się już gdzieś nad stepami Patagonii.
- Son, byłem w takim sklepie dla żołnierzy - oświadczył zagadkowo Krz. - I tam jest mnóstwo śmiesznych rzeczy!
- Śmiesznych rzeczy... - powtórzyła jak echo Son.
- No! Przybory do makijażu, którymi można pomalować twarz na czarno albo zielono, maskujące siatki, kamizelki z tysiącem kieszeni... - zachwycał się Krz. - Ale są też bardziej praktyczne przybory: zestaw szczelnych pojemniczków, elastyczne troki do plecaka, płyny przeciw różnym owadom i całe morze talku.

komentarze(0)

son, 25.02.2010, 4:18.44

1094. Z cyklu: Koledzy Hindusi pytają

- Sonia, zwiedziłaś już tyle krajów, dlaczego nie wybierzesz się do Indii? - pyta K., Hinduska, inżynier z zaprzyjaźnionej firmy.
- Wiesz, K., zniechęca mnie to, że jest tam tylu biednych ludzi - odpowiadam szczerze.
- No tak, wszystko przez ten film [Slumdog Millionaire] - kiwa głową K. - A co? U was, w Polsce, to żyją sami bogaci ludzie?

komentarze(0)

son, 25.02.2010, 4:18.44

1093. Wyprawa pocztowa

Czy można się dorobić zakwasów w drodze na pocztę?
Można, jeśli poczta mieści się w innym kraju, a nadawca postanowił dźwigać przesyłkę na własnych plecach.
***
Czy można przekonać ochronę stacji metra, że plecak, z którego wystają łapa i pysk jaskrawozielonego pluszowego krokodyla, wyładowany jest "wyłącznie książkami"?
Można. Jak ma się na plecach ponad dwadzieścia kilo, to dar przekonywania znacznie wzrasta.
***
Czy można zdziwić malezyjskiego celnika?
Można, wystarczy szczerze wyjaśnić mu cel "przemytu" książek przez granicę.
***
Czy na poczcie, w której nie ma żadnej kolejki, można spędzić półtorej godziny?
Można, jeżeli paczki sporządza się na miejscu metodą do it yourself (czyli "zrób to sam").
***
Czy można dwukrotnie zmniejszyć objętość nadawanych paczek?
Można, wystarczy naciąć karton w odpowiednich miejscach i nadmiar zagiąć do środka pudła.
***
Czy, wysyłając paczki, można pięciokrotnie zaoszczędzić na koszcie przesyłki (albo jeszcze więcej)?
Tak, jeśli opłaty na poczcie malezyjskiej porównamy z opłatami za wysyłkę z Singapuru. Jeszcze więcej można oszczędzić porównując koszt wysyłki z kosztem przeprowadzki z pomocą profesjonalnej firmy spedycyjnej. A gdyby tak nadawać paczki DHL-em... Ah...
***
Czy po owocnym skorzystaniu z usług pocztowych można wywijać radosne hołubce?
Można. Gdy jest się lżejszym o 50 kilo kłopotliwego towaru, to można WSZYSTKO.

komentarze(0)

son, 25.02.2010, 4:18.44

1092. Wodospad frustracji

Im bliżej naszego wyjazdu z Singapuru, tym więcej osób postanawia się nam pozwierzać. Tak jakby sama informacja, że niedługo już nas nie będzie zwalniała ludzi z azjatyckiego obowiązku "zachowania twarzy". Tama pęka i składana latami gorycz wodospadem wylewa się prosto na nasze głowy.
- Na co narzekają singapurscy immigranci*? - zapytacie
Na przepracowanie.
Na zmęczenie.
Na samotność.
Na pustkę życiową.

* Tylko nie wyobrażajcie sobie tu przypadkiem londyńskich bankierów. Singapurscy immigranci to Hindusi, Indonezyjczycy, Tajowie, Malezyjczycy, Chińczycy, Filipińczycy, Japończycy i zaledwie garstka Kaukazów.

komentarze(0)

son, 25.02.2010, 4:18.44

1091. Z cyklu: Przesądy hinduskie

Kobiety w ciąży w żadnym wypadku nie powinny być fotografowane.

komentarze(0)

son, 25.02.2010, 4:18.44

1090. Z cyklu: Wielki Boss komentuje

- Lepiej być skolonizowanym przez Brytyjczyków, niż przez Francuzów, albo jeszcze kogoś innego.

komentarze(0)

son, 25.02.2010, 4:18.44

1089. Convenience versus Qualite de la Vie

Już dawno zauważyliśmy, że convenience jest dla Singapurczyków tym, czym qualite de la vie dla Francuzów.
- Czymże więc objawia się singapurska convenience? - zapytacie.
Convenient location, to kiedy Singapurczyk ma blisko do foodcourtu, centra handlowego, metra, przystanku autobusowego oraz szkoły (w tej właśnie kolejności).
Convenient jest, gdy windą można dojechać pod sam próg mieszkania, a zaparkować tuż przy wejściu do klimatyzowanego biura.
Convenient jest posiadanie maid, convenient są schody ruchome...
Słowem - convenient jest mieszkać w Singapurze.
Powyższe wyczerpuje listę podstawowych pragnień typowego Singapurczyka, co pokazuje, że jest on zdecydowanie mniej wymagający od przeciętnego Francuza.
I jedna jest tylko convenience, która do Singapurczyków zupełnie nie przemawia. To wtedy, gdy w zatłoczonym wagonie metra rozlega się z głośników For the convenience of all passengers please move towards the centre of the car, a pasażerowie pozostają niewzruszeni niczym kamienne posągi Buddy.

komentarze(0)

son, 25.02.2010, 4:18.44

1088. Czy wiecie, że...

Wiele gatunków jaszczurek nigdy nie zamyka oczu, bo ich powieki zrobione są z zamkniętej na stałe, przeźroczystej łuski, czyszczonej - w razie potrzeby - językiem.

komentarze(0)

son, 25.02.2010, 4:18.44

1087. Bogowie i demony

Ostatnie weekendy w Singapurze spędzamy tropiąc rodzynki, które wymykały się nam przez uprzednie półtora roku.
W ostatnią niedzielę trafiliśmy do dwóch buddyjskich świątyń. Trudno o większy kontrast.
Kong Meng San Phor Kark See Monastery okazało się współczesnym kompleksem pielgrzymkowym, bardzo podobnym do tych, które znamy z Europy. Wiele świątyń o różnych funkcjach (sale przodków*, hala medytacyjna, wieża dzwonnicza, wieża bębnowa, pagoda tysiąca Buddów, stupa ku czci założyciela zakonu), muzeum, biblioteka, sala konferencyjna, olbrzymie parkingi oraz wszelkie dodatkowe usługi potrzebne do obsługi kilku tysięcy wiernych; współczesne materiały budowlane i tradycyjne formy architektoniczne.
W tych pustych przestrzeniach spotkaliśmy zaledwie kilka osób. Najwyraźniej Chiński Nowy Rok nie jest sezonem pielgrzymkowym.
Lian Shan Shuang Lin Monastery prezentowało się zgoła inaczej. W starej drewnianej, pomalowanej na "boskie"** kolory świątyni aż mrowiło się od ludzi. Panowała tu atmosfera targowiska (a może raczej dworca autobusowego?). Zaaferowani Chińczycy biegali w tę i we w tę załatwiać ważne sprawy u poszczególnych bóstw; bili pokłony, wymachiwali kadzidłami, które czym prędzej gaszone były przez dyżurny personel sprzątający***. Przy głównym ołtarzu mnisi odprawiali zbiorowe błogosławieństwo, a długa rozgadana kolejka wiernych oczekiwała na swoją turę.
Dopiero następnego dnia dowiedzieliśmy się, że w świątyni Lian Shan Shuang Lin nie można robić zdjęć. Mieszkają tam bowiem nie tylko bogowie, lecz także demony.
- Czyli co? Straciłem w ten sposób całe szczęście, które zyskałem, znajdując w nowy rok banknot dwudolarowy? - dociekał Krz.
J. uśmiechnął się od ucha do ucha. Nie odpowiedział.

* Ancestral Hall - to taka namiastka cmentarza, gdzie wspomina się zmarłych.
** Czerwony, żółty i złoty
*** Sprzątaczami byli Hindusi!

komentarze(0)

son, 25.02.2010, 4:18.44

1086. Z cyklu: Taksówkarz pyta

- A po co jedziecie na te bagna? - zagaduje taksówkarz nacieszywszy się już naszą koślawą wymową nazwy rezerwatu.
- No, oglądać zwierzęta.
- Tam przecież nie ma żadnych zwierząt - wzrusza ramionami kierowca.
Musiało wydarzyć się coś strasznego. Może podłożyli bombę. Albo jakiś wyciek chemikaliów z fabryki - mój zaspany umysł szuka najbardziej logicznego wytłumaczenia biologicznej katastrofy. Na szczęście Krz jest bardziej przytomny.
- Są przecież monitory - prostuje.
- Toż to nie zwierzęta! To kreatury (creatures) - obrusza się taksówkarz.

komentarze(0)

son, 25.02.2010, 4:18.43

1085. Z cyklu: A Wielki Boss wciąż pyta, pyta, pyta...

- Sonia, w jaki sposób suszycie w Polsce pranie? W mieszkaniu? A nie pachnie potem stęchlizną?

komentarze(0)

son, 25.02.2010, 4:18.43

1084. O wyższości...

- P., jak było na weselu? - zaczepiłam mojego bezpośredniego przełożonego.
- Fajnie, tylko wiesz, to było wesele w stylu malajskim. Czyli bez sensu.
- Wesele bez sensu? - zdziwiłam się.
- No, bez sensu. Bo nie można na nim zarobić.
- Zarobić na weselu? - zdziwiłam się jeszcze bardziej.
- Pewnie. Na każdym chińskim weselu można zarobić. Siedzi się przy stolikach i wiadomo, ile kosztuje przyjęcie jednego gościa. Każdy wie, ile ma włożyć do czerwonej koperty. Niektórzy dają więcej - to jest właśnie zarobek - wyjaśnił cierpliwie P.
- To jak w takim razie wygląda wesele malajskie? - postanowiłam nie dziwić się już więcej.
- Na malajskim weselu jest bufet. Wszyscy przychodzą z rodzinami, znajomymi i rodzinami znajomych i jedzą, ile wlezie. Na malajskim weselu można tylko zbankrutować. Mówiłem, że to bez sensu.

komentarze(0)

son, 25.02.2010, 4:18.43

1083. Piramidy okolicznościowe

Zwyczaj każe, by na okoliczność Chińskiego Nowego Roku firmy obdarowywały się nawzajem świątecznymi koszami. "Kosze" mają zwykle formę piramid (zapewne ten kształt uważany jest za auspicious, czyli przynoszący szczęście) i zawierają szereg smakołyków. Podarunki są imienne, ale znużeni szóstą butelką podłego koniaku i siedemnastym pudełkiem poślednich czekoladek bossowie chętnie dzielą zawartość piramidy pomiędzy podwładnych.

komentarze(0)

son, 22.02.2010, 5:25.58

1082. Z cyklu: A Wielki Boss wciąż pyta, pyta, pyta...

- Sonia, z jakiego powodu wybuchła wojna w krajach byłej Jugosławii?

komentarze(0)

son, 22.02.2010, 5:25.58

1081. Oszczędzanie na Sentosie

Wszyscy wiecie, że należymy do niereformowalnych skąpiradeł. Ostatnio współczynnik naszego skąpstwa wzrósł dodatkowo. Oszczędzamy pod pretekstem zbliżającej się podróży.
Son (ironicznie): Krz, nie chciałbyś pooszczędzać na torze bobslejowym? [to taka atrakcja familijna w postaci betonowego toru oraz sanek z kółkami]
Krz (z entuzjazmem): Jasne! A ile?
Son (zaskoczona, czyta z plakatu): Trzy zjazdy za 20 dolarów - oszczędzasz 40 procent!
Krz (rozczarowany): Yyy, myślałem, że będziemy oszczędzać nie kupując ŻADNEGO biletu.

komentarze(0)

son, 22.02.2010, 5:25.58

1080. Z cyklu: Koledzy Hindusi pytają

- Sonia, powiedz nam coś o twoim kraju...
- Ale co?
- No, na przykład, czy małżeństwa w Polsce są aranżowane?

komentarze(0)

son, 22.02.2010, 5:25.57

1079. Z cyklu: Wielki Boss opowiada

- Kiedy skończyłem studia, pojechałem zwiedzić Europę. Czterdzieści trzy dni, osiem krajów. Pierwszy szok kulturowy przeżyłem na plaży pod Marsylią. Wybraliśmy się tam rano z kolegami. Najpierw byliśmy sami. A potem przyszła ona. Młoda dziewczyna, blondynka - pamiętam ją do dzisiaj. Rozłożyła ręcznik, zdjęła bluzkę, zdjęła stanik, uśmiechnęła się do nas osłupiałych i zaczęła czytać książkę. Jak gdyby nigdy nic!
[Chodzi, rzecz jasna, o książkę. Azjaci już wtedy nie czytali zbyt wiele] - dopisek singapurskiej cenzury.

komentarze(0)

son, 22.02.2010, 5:25.57

1078. Gafa sezonu

- Tylko nie zapomnij zabrać książki - pouczyłam N., który miał spędzić ze mną cały dzień na "windowym" dyżurze.
- Że co? - osłupienie malowało się w oczach pouczonego Indonezyjczyka.
- No, zabrać książki - powtórzyłam bezmyślnie.
Wyraz twarzy N. pozostawał bez zmian.
- No, weź ze sobą coś do czytania - próbowałam z innej strony.
- Aaa... - kolega wreszcie zrozumiał, o co mi chodzi.
Ja natomiast uświadomiłam sobie, co tego samego poranka mówił Wielki Boss:
- Wy Europejczycy macie zdecydowaną przewagę nad Azjatami, bo wciąż jeszcze czytacie książki.

komentarze(0)

son, 22.02.2010, 5:25.57

1077. Czy wiecie, że...

Łapy gekona wcale nie są zakończone przyssawkami, tylko czymś na kształt chwytnych mikrołusek.

komentarze(0)

son, 22.02.2010, 5:25.57

1076. Wielki Boss i życzenie urodzinowe

Klaskaliśmy z zapałem. Wielki Boss pochylił się nad tortem i z namaszczeniem zdmuchnął świeczkę. Zaklaskaliśmy jeszcze głośniej. Wielki Boss w teatralnym geście wzniósł plastikowy nóż. Zamarliśmy.
- Jak to? Nie będzie przemówienia? - złośliwie zapytał drugi z dyrektorów.
Wielki Boss uśmiechnął się ukontentowany.
- Moje życzenie urodzinowe było proste - powiedział. - Maybe no need to stay so late every night*.
Zaklaskaliśmy z niedowierzaniem. Dyrektorzy roześmieli się. Wielki Boss też. Dowcip znowu się udał.

* "Żeby nie musieć pracować do późna każdej nocy."

komentarze(0)

son, 22.02.2010, 5:25.57

<< nowsze notatki | starsze notatki >>