mrowisko.net/xinjiabo
szukaj w notatkach
mapa
drukuj
singapur -> kwiecień 2009
Nowe zdjęcia z Kluang i hinduskiego święta Thaipusam w Singapurze.

Jeśli wpiszesz tutaj swój mail, będziemy informować cię o nowych notatkach.


dość robactwa!

<< nowsze notatki | starsze notatki >>

482. Dialogi przy kawie

- Może jeszcze latte... - Krz rozmarzył się popijając niedzielne cappuccino u naszego singapurskiego Włocha. - Ale od jutra rzucam nałóg - zreflektował się znienacka.
- A ile piłeś w tym tygodniu? - Son brzmiała niczym na spotkaniu Anonimowych Alkoholików.
- No... codziennie... - wymamrotał skruszony Krz. - Ale to było na przeziębienie!

komentarze(0)

son, 29.04.2009, 15:58.20

481. Z cyklu: koledzy pytają

- Sonia, skąd ty właściwie jesteś? - pytają koledzy kolegów i znajomi znajomych. - Ach, z Polski! A wy macie tam własny język, czy mówicie po angielsku? Własny? To na pewno jest podobny do francuskiego!

komentarze(0)

son, 29.04.2009, 15:58.20

480. Przypowieści o oślicy ciąg dalszy

Rzecz jasna nie zrezygnowaliśmy z naszych planów urlopowych tak łatwo. Jeszcze nie przebrzmiały bezlitosne słowa Wielkiego Bossa, a Krz już klikał w poszukiwaniu nowych biletów powrotnych. W końcu lepiej być 300 dolarów do tyłu i polecieć na Borneo niż być 300 dolarów w plecy i na Bornego nie polecieć.

A kiedy już szef wyjechał na urlop (zwany także dla niepoznaki "delegacją"), wyszło na jaw, że termin konkursu został przesunięty po raz kolejny i Wielki Boss - nieoceniony w swej łaskawości - przyzwolił na moje jednodniowe wakacje (których nikt jakoś nie chce nazywać "delegacją").

Po chwili - spowodowanego głównie wrodzoną zaciętością - wahania zdecydowałam się spadły z nieba urlop wykorzystać. W końcu lepiej być 300 dolarów w plecy i spędzić na Bornego jeden dzień więcej, niż być 300 dolarów do tyłu i dzień ten spędzić w pracy.

komentarze(1)

son, 29.04.2009, 15:58.20

479. Nawiedzone metro

Miejska legenda głosi, że niektóre z singapurskich stacji metra nawiedzone są przez duchy. Plotki na ten temat wybuchają ze zdwojoną siłą po każdym nieszczęśliwym wypadku.

Rzecz w tym, że wiele ze miejskich stacji zostało wybudowanych na terenie dawnych cmentarzy, ekspresowo "wysiedlonych" w trybie priorytetu dla inwestycji celu publicznego. W niektórych miejscach zirytowane bezpardonowym potraktowaniem duchy przodków całkowicie uniemożliwiły budowę, stąd nieciągła numeracja kolejnych przystanków.

komentarze(0)

son, 29.04.2009, 15:58.20

478. Fakty rodem z Indonezji

W Indonezji mieszka 200 milionów obywateli. W indonezyjskim urzędzie podatkowym zarejestrowanych jest 7 milionów osób.

Każdy Indonezyjczyk musi zadeklarować, którą z pięciu oficjalnych religii wyznaje. Informacja ta odnotowana jest w indonezyjskim dowodzie osobistym.

komentarze(0)

son, 29.04.2009, 15:58.20

477. Z cyklu: Wielki Boss komentuje

- Musicie pracować sprytnie. Wasz czas pracy jest ograniczony. Ograniczony do dwudziestu czterech godzin na dobę.

komentarze(0)

son, 29.04.2009, 15:58.20

476. Dziesięciopalczaści

Do pawilonu pokazowego mieszkań wchodzi się - zgodnie z azjatyckim zwyczajem - boso*. Gdy uczestniczący w inspekcji architekci oraz inżynierowie zdejmują obuwie, okazuje się, że wielu z nich żywi upodobanie do palczastych skarpetek**. Niby nic w tym zdrożnego, ale ilekroć widzę elegancko ubranych mężczyzn przebierających dziesięcioma palcami w skarpetkach-rękawiczkach nie mogę powstrzymać się od szerokiego uśmiechu.

* To taka sprytna marketingowa zagrywka mająca sprawić, że potencjalni nabywcy od razu poczują się jak u siebie w domu.

** Mądrość ludowa głosi, że palczaste skarpetki są bardziej higieniczne od zwykłych.

komentarze(0)

son, 29.04.2009, 15:58.20

475. Przeczytane (w prasie naukowej)

Co bardzo ważne, w jedenastym wieku zaczęto używać młynów do spilśniania tkanin. Ta technologia w ciągu dwóch następnych wieków rozpowszechniła się w Europie i sprowokowała francuskich foluszników do gwałtownych protestów.

Miło wiedzieć, że jest coś stałego na tym świecie.

komentarze(0)

son, 29.04.2009, 15:58.20

474. Z cyklu: Wielki Boss pyta

- Sonia, słyszałem że współcześni Włosi wcale nie są potomkami starożytnych Rzymian. Co sądzą o tym Europejczycy?

komentarze(0)

son, 29.04.2009, 15:58.20

473. Wybory i wybory

Zbliżają się wybory do indonezyjskiego rządu.
- To co? Będziesz głosować? - pytam F., Indonezyjki z mojego zespołu.
- Eee, chyba nie... Wiesz, żeby pojechać do ambasady, musiałabym urwać się z pracy...

komentarze(0)

son, 26.04.2009, 15:31.18

472. Przypowieść krótka o jednodniowym urlopie i pewnej oślicy

Historia ta miała swój początek dawno temu, a dokładniej w lutym, kiedy to wróciwszy z krótkiego wypadu do Malaki, postanowiliśmy zaplanować kolejny wyjazd. Wiadomo powszechnie, że planowanie następnego urlopu to najlepszy sposób na powakacyjną depresję. A że nie po to jesteśmy w Singapurze, żeby oglądać nasze cztery ściany, czym prędzej wzięliśmy się do dzieła.

Na pierwszy ogień poszły Święta Wielkiejnocy: Wielki Piątek to tutaj dzień wolny od pracy, dołóżmy jeszcze (Lany) poniedziałek - i mamy czterodniowy weekend! Yupi! Lecimy na Borneo! A wniosek urlopowy złożę za trzy tygodnie, jak tylko skończy się mój okres próbny - kupiliśmy bilety i klamka zapadła.

Pod koniec lutego moja umowa próbna została przedłużona o kolejny miesiąc. Co zrobić... Na umowie próbnej wniosku o urlop złożyć nie można. Cóż - albo mnie wyrzucą, albo urlop dadzą. Wóz albo przewóz. Tak czy siak w marcu bardziej już martwiłam się pracą niż potencjalnym urlopem.

W tym to bowiem czasie przydzielona zostałam do kolejnego projektu, a dokładniej konkursu. Szybko, szybko, bo dzień złożenia prac przypada za niecałe dwa tygodnie. Uff. Termin przesunięty. Uff?! Nowy termin wypadał dokładnie w dniu mojego jednodniowego urlopu...

W końcu drugi okres próbny dobiegł finiszu i "zostałam potwierdzona". Natychmiast złożyłam wiosek urlopowy... I równie szybko dostałam urlopu odmowę.

- Absolutnie nie zgadzam się, abyś brała urlop akurat w dniu oddania projektu. Przearanżuj swoje plany wakacyjne - oświadczył Wielki Boss.

Co tu począć, kusa rada. Przyjdzie już nałożyć głową. Ale Son na koncept wpada... Złożymy projekt przed terminem! Odbierzemy Diabłu argumenty. Przez dwa tygodnie pracowałam pilnie, żmudnie, długo i - co najważniejsze - skutecznie.

W piątek wieczorem, na dziesięć dni przed - jawiącym mi się po nocach niczym fatamorgana - urlopem pięciostronicowy plik kolorowych wydruków dostarczony został na biurko Mefista. Nawet jeśli będzie miał jeszcze jakieś uwagi, zdążymy na pewno - cieszyłam się niczym oślica.   

- Mam swoje zasady. Urlopu nie dostaniesz. Niezależnie od tego, co jeszcze powiesz - Wielki Boss uciął moje prośby. - A teraz wprowadź te poprawki, przeprojektuj schody, zaprojektuj kuchnię, twój poprzedni pomysł jest do niczego, jesteś zbyt wolna i chcę to mieć na moim biurku w poniedziałek rano. Klient wreszcie zapłacił, więc weź się do roboty. 

komentarze(0)

son, 26.04.2009, 15:31.18

471. Narowisty tydzień

Bywają okresy lepsze i gorsze. Ten tydzień zdecydowanie należał do tych cięższych. Jest dopiero czwartek, a Son udało się już:
- dorobić się sinej dłoni, zostawszy zdeptaną przez nauczycielkę jogi,
- zostać zbesztaną przez Wielkiego Bossa za samowolne oddalenie się z miejsca pracy (w celu odebranie paszportu z polskiego konsulatu),
- stłuc piękną malowaną miseczkę przywiezioną z Polski (a wcześniej z Krety),
- dostać odmowę jednodniowego urlopu (patrz następna notatka),
- wyrobić sześć godzin nadgodzin (bez specjalnego powodu),
- zablokować sobie kartę bankomatową trzykrotnie wprowadzając nieprawidłowy PIN,
- przetrwać trzy spotkania z Wielkim Bossem (w tym jedno odbywające się w godzinach zaplanowanej sesji jogi),
w piątek o godzinie 18:45 usłyszeć: "Sonia, masz zostać w pracy, dopóki twoi koledzy nie skończą swojej roboty. To rozkaz. W końcu to ja podpisuję się pod listą płac".

komentarze(0)

son, 26.04.2009, 15:31.18

470. Z cyklu: Wielki Boss pyta

- Sonia, zgadzasz się ze mną? Tak? A dlaczego się ze mną zgadzasz, agh?!

komentarze(0)

son, 26.04.2009, 15:31.18

469. Podróż życia

To była podróż rodem z najgorszego koszmaru. Przewoziłam metrem ciężki pakunek, który unieruchomił mnie przy samych drzwiach wagonu. Metro było wyjątkowo zatłoczone, a na kolejnej stacji wcisnęła się do niego jeszcze trójka Hindusów.

Znalazłam się w potrzasku. Trzy pachy, których właściciele mieli za sobą ciężki dzień pracy na budowie, znalazły się tuż przed moim nosem. Najwyższy z grupy wykorzystał pustą przestrzeń nad moją głową i donośnie pociągał tam nosem. Jego kolega, przysiadłszy na moim pakunku jednym pośladkiem, na zmianę zatykał jedną i drugą dziurkę palcem wskazującym. Zawartość drugiej dziurki z rytmicznym siorbaniem cofała się do wnętrza twarzoczaszki. Trzeci z Hindusów perorował do swojej komórki, trzymając ją możliwie daleko swojej głowy (w Indiach powszechnie znany jest fakt, że komórki powodują raka mózgu), a tym samym w okolicach mojego ucha. Równowagę utrzymywał za pomocą łokcia świstającego w tę i nazad o parę centymetrów od mojego nosa.

W wagonie byli też inni pasażerowie. Stojący tuż za mną Chińczyk, zapomniawszy najwyraźniej swej sztucznej szczęki, donośnie cmykał i cmokał. Siedzący przede mną tleniony młodzieniec ośmioma pazurami centymetrowej długości czyścił klawisze swojego telefonu. Paznokcie kciuków miał krótkie, za to wypełnione ziemią. Obok wierciła się jedna z powszechnie występujących w metrze wariatek (tiki twarzy, nerwowe drapanie się, kompulsywne pochrząkiwania, zmiana pozycji co cztery sekundy). Mężczyzna blokujący przejście do środkowej, luźniejszej części wagonu nie wydawał żadnych odgłosów. Był zajęty czytaniem Biblii.

Cóż mogłam robić? Jedyne co mi pozostało, to zamknąć oczy (nos i uszy) i w myślach układać kolejną notatkę.

komentarze(0)

son, 26.04.2009, 15:31.17

468. Cykliści, motyle i rajskie ptaki

Tym razem okrążyliśmy Bukit Timah* trasą rowerową - co wcale nie znaczy, że na rowerach.
Spacer był bardzo przyjemny, choć z przygodami. Od czasu do czasu wypadali na nas zza zakrętu uzbrojeni po zęby kolarze górscy, których rowery składały się głownie z resorów. Hamowali z wizgiem, podczas gdy my zajęci byliśmy fotografowaniem trąbki motyla, który malowniczo rozsiadł się na środku ścieżki. Wyprzedzali nas na wąskich odcinkach, tak że zmuszeni byliśmy uskakiwać w podejrzane krzaki.

A jednak cyklistów było znacznie mniej niż użytkowników tras pieszych i nawet udało się nam spostrzec czarne rajskie ptaki z długimi rozdwojonymi ogonami.

* Bukit Timah to pozostałość dżungli (wraz z najwyższym szczytem wyspy) w samym środku geograficznym Singapuru.

komentarze(0)

son, 26.04.2009, 15:31.17

467. Singapurskie zagwozdki

Znajoma Krz, nazwijmy ją I., żali się, że jej dzieci zupełnie nie mogą porozumieć się ze swoimi dziadkami.

Czyżby na przeszkodzie stanęły różnice międzypokoleniowe? Nie, po prostu rodzice I. porozumiewają się w hokkien*, a ich wnukowie mówią tylko po angielsku.

Dlaczego dzieci nie poznały chociażby podstaw rodzinnego języka? Dlaczego dziadkowie, którzy przybyli do Singapuru jako młodzi ludzie, nie nauczyli się lokalnego singlish?

* Hokkien - jeden z chińskich języków, ze względów politycznych zwany "dialektem".

komentarze(1)

son, 26.04.2009, 15:31.17

466. Z cyklu: Wielki Boss pyta

- Sonia, masz w domu telewizor? - to pytanie retoryczne, stanowiące wstęp do dalszego wywodu.
- Nie, nie mam.
- Ale w Polsce masz telewizor - ponownie tonem twierdzącym.
- Nie, nie mam.
- Jak to?! Nie wierzę, że cię nie stać!

komentarze(0)

son, 26.04.2009, 15:31.16

465. Zasłyszane (na grupie dyskusyjnej)

Jeżeli oczekujecie od swoich uczniów, że napiszą wypracowanie ze wstępem, rozwinięciem, tezą, antytezą, podsumowaniem i zakończeniem, to się rozczarujecie. Singapurscy studenci napiszą esej w punktach.

komentarze(0)

son, 26.04.2009, 15:31.16

464. Cheap thrills

Rubryka "Cheap Thrills" była kiedyś naszą ulubioną częścią przewodników turystycznych. Od tego czasu zwykliśmy wyszukiwać tanie atrakcje we własnym zakresie (na pożytek własny oraz przyszłych pokoleń).

Do najnowszych odkryć należy otwieranie zsypu bez uprzedniego pukania (- Będą ruszać wąsami, czy nie?!).

komentarze(0)

son, 26.04.2009, 15:31.16

463. Zabiegi higieniczno-magiczne

W marcu pleśń (przeczuwając być może zbliżającą się porę suchą) zaatakowała nasz dobytek ze zdwojoną siłą. Większość czasu wolnego od pracy poświęcamy na ratowanie kolejnych par zagrzybiałego obuwia (płukanki w occie, sprejowanie alkoholem, solaryzacja, czy - w ostateczności - brutalne traktowanie chlorem), zbutwiałych korali z Ekwadoru (szkoda, szkoda) oraz częstym zabiegom higienicznym (gdy człowiek wyobrazi sobie pleśń wyrastającą z pomiędzy palców u stóp, skłonny jest kąpać się nawet i pięć razy dziennie).

Wiadomość z ostatniej chwili: puchatym meszkiem porósł także statyw fotograficzny.

komentarze(0)

son, 26.04.2009, 15:31.16

<< nowsze notatki | starsze notatki >>