mrowisko.net/xinjiabo
szukaj w notatkach
mapa
drukuj
singapur -> lipiec 2009
Nowe zdjęcia z Kluang i hinduskiego święta Thaipusam w Singapurze.

Jeśli wpiszesz tutaj swój mail, będziemy informować cię o nowych notatkach.


dość robactwa!

<< nowsze notatki | starsze notatki >>

636. Sezamie otwórz się!

Mieszkańcy tropików znajdują czasem w swoich lodówkach dziwne rzeczy. Co gorsza - sami wcześniej je tam umieszczają!
W naszej lodówce zimują obecnie: cztery opakowania ptasiego mleczka, trzy paczki śliwek w czekoladzie, butelka żubrówki odziedziczona po rodakach wracających do ojczyzny, siatka ziemniaków, zmarznięty na kość słoik miodu, stosik przeterminowanych tostów (trzeba wyrzucić), kilka niepasujących do siebie połówek cytryny oraz różne dziwne warzywa i owoce nabyte w przypływie dobrego humoru na lokalnym targu.
Od czasu do czasu trafiają się tu nawet spożywcze śmieci w różnym stanie rozkładu. Bo co począć późnym wieczorem ze skórką od banana? Najprościej schować ją do lodówki. Kiedyś znajdzie się ją i wyrzuci.

komentarze(0)

son, 29.07.2009, 12:57.14

635. U Mustafy

Mustafa to słynne całodobowe centrum handlowe w Little India.
- Czym zasłynąć może centrum handlowe? - zapytacie. Ta sama wątpliwość nurtowała nas aż do wczoraj.
Byliście kiedyś w małym hinduskim sklepiku, takim z mydłem, powidłem i tajemniczymi kaszami sypanymi prosto z potężnych worów? Widzieliście kiedyś arabski suk z lampą Alladyna, belami jedwabiu i koszami egzotycznych przypraw? Trafiliście kiedyś do sklepiku Todo a Cien (Wszystko za Sto) z emaliowanymi garnkami, neonową Matką Boską i elektrycznym wiatraczkiem, który zepsuje się zaraz po kupieniu? Robiliście kiedyś zakupy w którymś ze sklepów przy placu Grzybowskim, gdzie dostać można najbardziej wyrafinowaną z żarówek, metalowe trociny do wiórkowania klepki i przezroczyste rurki niezbędne do wykonania studenckiej makiety? Natknęliście się kiedyś na kram z turystycznymi pamiątkami z plastiku imitującego rżnięty kryształ, ciasteczkami w kształcie białowieskiego żubra i szklanymi kulami ze sztucznym śniegiem wirującym wokół lokalnego zabytku?
Zmieszajcie to wszystko razem, pomnóżcie przez tysiąc, rozmieśćcie na pięciu piętrach gigantycznego domu towarowego nie pierwszej młodości, dodajcie samoobsługowe koszyki rodem z Supersamu i kilkuset rozentuzjazmowanych Hindusów w każdej ciasnawej alejce, a otrzymacie:
Centrum Handlowe Mustafa.

komentarze(0)

son, 29.07.2009, 12:57.14

634. Zimowe warzywo

Zima w Singapurze nie występuje, jest za to „zimowy melon”.
Przypomina dorodnego kabaczka skrzyżowanego z wydłużonym arbuzem. Sprzedawany jest w kawałkach, jak dynia. Wewnątrz wygląda niczym zwykły melon. Smażony na oliwie z kawałkami świeżego imbiru smakuje wyśmienicie!

komentarze(0)

son, 29.07.2009, 12:57.14

633. Kosmopolityczny jogurt

Przede mną, na stole, stoi opakowanie po naturalnym jogurcie. Do Singapuru przyleciał z Australii. Wyprodukowany na organicznej biodynamicznej farmie Pariss Creek powstał według szwajcarskiej receptury (tak przynajmniej głosi reklamowy slogan).

komentarze(0)

son, 29.07.2009, 12:57.14

632. Sny nocy letniej

Śniło mi się, że znalazłam się ponownie na Wydziale Architektury. W zasadzie miałam już wszelkie niezbędne dyplomy, ale wydawało mi się, że nic nie umiem. Koniecznie chciałam więc zdać egzamin jeszcze raz, by potwierdzić moje umiejętności.
Śniło mi się, że sprzątaczki używały zdechłej myszy zamiast wyciora, zatruwając tym samym dużą część lokalnej gastronomii (a sałatki w szczególności).
Śnił mi się wypadek komunikacyjny: dwa mocno zmasakrowane motocykle, trzy samochody dostawcze leżące na boku niczym potwory na obrazach Salvadora Dali oraz dwa spanikowane słonie. Nie pomogło założenie uprzęży w postaci wielkiego skórzanego kagańca z lejem na trąbę. Oszalały słoń wyrwał się i galopem ruszył wzdłuż ulicy.
A o czym śnił w tym czasie Krz? Nie wiem, ale utrzymuje, że zwróciłam się do niego drwiąco:
- Ty nawet świni zabić i oporządzić nie potrafisz, więc o czym my w ogóle rozmawiamy!

komentarze(0)

son, 29.07.2009, 12:57.14

631. Zasłyszane w pracy

- To biuro jest jak Jurassic Park. Jeśli nie jesteś wystarczająco szybki inne dinozaury cię wyprzedzą.
(o znikającym w zawrotnym tempie torcie urodzinowym)

komentarze(0)

son, 29.07.2009, 12:57.13

630. Coraz lepiej!

Z okazji 44. rocznicy niepodległości Singapuru ogłoszono konkurs fotograficzny dla singapurskich obywateli. Mają oni udokumentować, jak ich życie zmieniło się w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat. Na lepsze.

komentarze(0)

son, 22.07.2009, 13:07.28

629. Podstępne kwiatki

Wcale nie magnolia i bynajmniej nie bugenwilla. Dyżurne drzewko zdobiące każdy stylowo tropikalny basen to egzotyczne frangipani zwana także plumerią.

komentarze(0)

son, 22.07.2009, 13:07.28

628. Chińska diaspora

Z fascynacją i wypiekami na twarzach czytamy książki rysujące historię Azji Południowo-wschodniej.
Okazuje się, że Chińczycy odegrali w tym rejonie świata rolę podobną do Żydów w Europie. Mieli co prawda swoje państwo, ale była to ojczyzna, z której lepiej było uciekać. Co roku rzesze kulisów - chętnie widzianych przez lokalne rządy kolonialne - opuszczały Chiny, w poszukiwaniu szczęścia (a przede wszystkim chleba). Ich jedynym marzeniem, celem życia, było dorobienie się. Z tragarzy, rikszarzy i robotników szybko przeobrażali się w sklepikarzy, kupców i lichwiarzy. Ruralne, nienawykłe do współzawodnictwa, społeczeństwa tubylcze nie wytrzymywały konkurencji z żądnymi sukcesu imigrantami. Chińczycy prowadzili więc coraz bardziej rozległe interesy, w których zawsze wspierali swoich ziomków. Wkrótce stanowili oni większość mieszkańców malajskich i indonezyjskich miast oraz - oczywiście - Singapuru.
Po II wojnie światowej wiele azjatyckich państw ogłosiło niepodległość, a nowe rządy postanowiły utemperować rozpanoszonych Chińczyków, czy to ograniczając ich prawa do handlu, czy też starając się ich unarodowić, zakazując używania ojczystych języków.
Działanie te nie przyniosły pożądanych rezultatów i chińskie mniejszości wciąż trzymają w swych spracowanych rękach większą część narodowej gospodarki. Nieodmiennie budzą zawiść współobywateli, co nierzadko kończy się zamieszkami na tle etnicznym.

komentarze(0)

son, 22.07.2009, 13:07.28

627. Chińskie buble

Geograficzna (a także kulturowa) bliskość Chin (oraz innych ośrodków taniej siły roboczej) w tragiczny sposób odbija się na jakości dostępnych w Singapurze produktów.
Śliczne różowe długopisy, które przestają pisać po piętnastu minutach, kosmiczne parasole, które odmawiają złożenia się po pierwszym deszczu, atrakcyjne ubrania, które farbują całą zawartość pralki (a nawet same siebie). Na taką tandetę trafić można wszędzie: na ulicznych straganach (poniekąd zrozumiałe), w domach towarowych, w delikatesach, na stacjach benzynowych...
Jedyną widoczną gołym okiem wskazówką bywa cena produktu - ale nawet ta niczego nie gwarantuje. Jedyną gwarancją zakupu dobrej jakości jest wybieranie rzeczy markowych - najlepiej europejskich.

komentarze(1)

son, 22.07.2009, 13:07.28

626. Jajko sojowe

W końcu nadarzyła mi się okazja, by podpatrzyć tubylca pałaszującego jajka na śniadanie.
- A cóż w tym interesującego? - zapytacie.
Rzecz w tym, że jajka serwowane są tu na ćwierć miękko, a na dodatek w skorupkach. Wiele już razy głowiliśmy się, co z takim niedogotowanym fantem począć.
Otóż, okazuje się, że jajko należy przekłuć, wylać na spodeczek, doprawić sosem sojowym, wybełtać do osiągnięcia jednorodnej masy w kolorze kawy z mlekiem i wsiorbać posługując się łyżeczką albo - alternatywnie - wypić wprost ze spodka.
W zestawie z jajkiem serwowana jest kopi-o (coś na kształt kawy) oraz kawałek tosta z masłem. Najpopularniejszym śniadaniem pozostaje jednak miska klusek z warzywami, mięsem, jajem, rybą, pędami bambusa oraz innymi obiektami mniej lub bardziej latającymi.

komentarze(2)

son, 22.07.2009, 13:07.27

625. Moja azjatycka korporacja - Sonia, pomocy!

- Sonia, help to call the client. Later help to fill up this form. And later help to send the form to the client*.
Powyższa, nieco tylko niegramatyczna wypowiedź, to wcale nie zawoalowana prośba o pomoc. To "uprzejmy" sposób wyrażania poleceń w mojej azjatyckiej korporacji.

* - Sonia, pomóż mi zadzwonić do klienta. Potem pomóż mi wypełnić ten formularz. A potem pomóż mi wysłać formularz do klienta.

komentarze(0)

son, 22.07.2009, 13:07.27

624. Z cyklu: Wielki Boss komentuje

- Sonia, nieźle zabalowałaś na tym Bali: pięć dni zwolnienia lekarskiego, agh!

komentarze(0)

son, 22.07.2009, 13:07.27

623. Zwolnienia Dzień Piąty (i ostatni)

Mobilizuję się. Przeglądam maile i wiadomości wewnętrzne z ostatnich dwóch tygodni. Brrr, aż ciarki mnie przechodzą. Ja nie chcę do pracy!

komentarze(0)

son, 19.07.2009, 12:06.11

622. Zwolnienia Dzień Czwarty

Czas na podróże! Szukam hoteli, sprawdzam połączenia lotnicze i autokarowe, czytam o egzotycznych krajach. Ileż pięknych miejsc jest na świecie!
Idę do sklepu po chleb. Zmęczyłam się. Chleb nie jest produktem podstawowym dla Chińczyka, to i sklep nie był blisko.

komentarze(0)

son, 19.07.2009, 12:06.11

621. Zwolnienia Dzień Trzeci

Na obiad - jajka sadzone. Co prawda nie wyglądają tak dobrze, jak w hotelowej restauracji, ale smakują wyśmienicie. No i masło wreszcie się przydało.
Przepisuję zaległe notatki. Więcej - wybieram i grupuję notatki ważne chronologicznie. Już wkrótce będziecie na bieżąco!

komentarze(0)

son, 19.07.2009, 12:06.11

620. Zwolnienia Dzień Drugi

Internet to narzędzie szatana! Cały dzień surfuję bez sensu. Zaczęłam od sprawdzenia objawów H1N1, a skończyłam czytając głupie dowcipy o Singapurczykach i oglądając cellulite u sławnych aktorek. O jak nisko upadłam! Mój mózg czuje się, jakby przejechała po nim kosiarka ogrodowa. Pocieszam się, że to wszystko przez grypę.

komentarze(0)

son, 19.07.2009, 12:06.11

619. Zwolnienia Dzień Pierwszy

Leżę. Śpię. Półśnię o romantycznych gruźlikach. Boleję nad brakiem masła w lodówce (nie bardzo wiadomo dlaczego, skoro na jedzenie i tak nie mam ochoty). Krz wraca do domu z pieśnią na ustach: przyznano mu podwyżkę i premię. Ach, byłoby co świętować. Ja jednak wolę spać.

komentarze(0)

son, 19.07.2009, 12:06.11

618. Ten się śmieje...

Podczas, gdy my balowaliśmy na Bali, w mojej azjatyckiej korporacji zniesiono obowiązek kwarantanny. Nie, nie dlatego, że ktoś poszedł po rozum do głowy. Po prostu znikła lista krajów "dotkniętych pandemią". Światowa Organizacja Zdrowia ogłosiła, że świńska grypa opanowała już cały świat, a w dodatku mutuje sobie jak i gdzie jej się żywnie podoba i raportowanie kolejnych przypadków choroby jest pozbawione sensu. Nie ma listy - nie ma kwarantanny. Proste.
A mnie tymczasem zaczęło dusić w płucach. W nocy dopadła gorączka. W poniedziałek, miast iść pracy, karnie stawiłam się u lekarza. Lekarz - przeszkolony w kwestii grypy oraz w maseczce na twarzy - przyglądał mi się z zakłopotaniem. Ma gorączkę? Ma. Wysoką? Wysoką. No i do tego - właśnie wróciła z Indonezji. Co prawda Indonezja nie znajdowała się już na nieistniejącej liście, ale...
Z kliniki wyszłam z lekiem na wirusa, antybiotykiem i pięciodniowym* zwolnieniem lekarskim. Pierwsze zwolnienie lekarskie w życiu i do tego od razu na cały tydzień. No, no, no.

* Normalnie na grypę przysługują w Singapurze maksimum dwa dni zwolnienia. Ale skoro wróciłam z Indonezji...

komentarze(0)

son, 19.07.2009, 12:06.11

617. Z cyklu: legendy balijskie

Pewien zły bóg zdobył kiedyś eliksir nieśmiertelności. Inni bogowie zatroskali się bardzo i czym prędzej obcięli mu głowę. Niestety, było już za późno. Eliksir zadziałał i głowa zaczęła żyć niezależnie od reszty ciała. Rozzłoszczona połknęła słońce i księżyc powodując zaćmienie. Na szczęście połknięte ciała niebieskie wkrótce wyszły szyją.

komentarze(0)

son, 19.07.2009, 12:06.10

<< nowsze notatki | starsze notatki >>