luty 2010
styczeń 2010
grudzień 2009
listopad 2009
październik 2009
wrzesień 2009
sierpień 2009
lipiec 2009
czerwiec 2009
maj 2009
kwiecień 2009
marzec 2009
luty 2009
styczeń 2009
grudzień 2008
listopad 2008
październik 2008
Jeśli wpiszesz tutaj swój mail, będziemy informować cię o nowych notatkach.
dość robactwa!
<< nowsze notatki | starsze notatki >>
763. Z cyklu: Przesądy chińskie
Jeśli żeglujesz w towarzystwie siedmiu mężczyzn i jednej kobiety, łódź zatonie.
son, 29.09.2009, 1:55.39
762. Dzień z życia azjatyckiego korporanta
8:53 Z rozwianym włosem wpadam do biura. Na karcie odbija się 9:01. I tak super. Wciąż lekko zadyszana siadam przed komputerem.
9:30 Jest dobrze, już przejrzałam wszystkie maile i wiadomości wewnętrzne. Załatwię tylko kilka spraw niecierpiących zwłoki i zabieram się do pracy.
11:00 Jest nieźle, prawie wszystkie sprawy bieżące mam pod kontrolą, za chwilę powinnam być wolna i siąść do moich elewacji.
13:00 Jak to się stało, że to już pora obiadowa? Nie szkodzi: mam przed sobą całe popołudnie na projekt elewacji i rzuty sufitów. Całe popołudnie!
15:00 Naprawdę powinnam zabrać się do projektowania. Dlaczego ten telefon ciągle dzwoni?
16:30 O, nie! Wielki Boss wzywa na zebranie. Tylko tego mi brakowało!
17:30 No, na szczęście nie trwało tak długo. Jak to możliwe, że przez tą godzinkę nagromadziło się tyle maili?
18:00 Zawartość mojej głowy zaczyna przypominać to, czym karmi się krowy w zimie. Sieczkę?
18:30 OK, zostanę dzisiaj trochę, trzeba popchnąć robotę do przodu. Czym to miałam się dziś zajmować...
19:00 Co tam, wychodzę.
son, 29.09.2009, 1:55.38
761. Język hongkongski
Byliśmy zafascynowani nowym brzmieniem języka chińskiego. Hongkongski akcent zawiera w sobie bardzo wiele "r".
- Krz, jak język ci się bardziej podoba z brzmienia: kantoński czy mandaryński?
- Żaden.
son, 29.09.2009, 1:55.38
760. Notatka z jajami (ocenzurowana)
- Ty, popatrz na ten zegarek!
- Aaa, to "wersja azjatycka".
- No! Świeci się jak psu [---].
- Dzień dobry.
- Dzień dobry państwu.
- Jak miło spotkać rodaków na takim końcu świata.
- Ta-ak.
son, 29.09.2009, 1:55.38
759. Golono czy strzyżono?
- Krz, czy ty na kampusie widujesz czasem mężczyzn z długimi włosami?
- Rzadko. Ale na pewno częściej niż kobiety z krótkimi.
son, 29.09.2009, 1:55.38
758. Krokodyle łzy
Krokodylek ma już (co najmniej) 10 dni. I cięgle żyje! Zamieszkał na szafie i co noc wypuszcza się na coraz to nowe terytoria sufitu naszej sypialni. To czym się żywi, pozostaje objęte tajemnicą.
son, 29.09.2009, 1:55.37
757. Wyczytane w chińskiej prasie
Najważniejszym priorytetem Chińskiej Partii Komunistycznej jest obecnie wprowadzenie demokracji wewnątrzpartyjnej.
son, 29.09.2009, 1:55.37
756. Płeć maskotki
Zmuleni całodziennym zwiedzaniem wpatrywaliśmy się w plakat reklamujący kolejną pseudoolimpiadę. Czekaliśmy aż wybije ósma wieczorem, kiedy to hongkongskie wieżowce mrugają światłami w rytm największego na świecie spektaklu "światło i dźwięk".
- Już wiem, czym różnią się od siebie te olimpijskie maskotki - oznajmiła Son nie odrywając wzroku od paskudnego plakatu.
- Ja też - ucieszył się Krz. - Żeńska ma rzęsy, jak sama nazwa wskazuje.
son, 29.09.2009, 1:55.37
755. Koszmary z windami w tle
Wspominałam już wam o moich problemach windowych. W ubiegłym tygodniu windy ruszyły lawiną. Do żmudnie okiełznanego zaprzęgu trzech wind znienacka dołączyły 84 nowe, dzikie, narowiste i egoistyczne sztuki. Wiele z nich ma wysoko rozwinięte poczucie swojej wyjątkowości. Tak więc dzień w dzień w pocie całego ciała inwentaryzuję stadka zmanierowanych wind, fotografuję, piszę raporty, kreślę, znajduje problemy i proponuję rozwiązania. W nocy zaś o moich windach śnię.
Tej nocy uganiałam się za nimi co niemiara. Gdy tylko traciłam je z oczu, natychmiast rozpierzchały się krnąbrnie. Szczególnie na poziomie parteru. A przecież winda musi stać w pionie. Z takich rzeczy architekt zdaje sobie sprawę nawet we śnie.
son, 29.09.2009, 1:55.37
754. Fistaszki
Jest takie powiedzenia, które ostatnio słyszę w pracy coraz częściej*:
Jeśli płacisz fistaszkami, dostajesz małpy (If you pay peanuts, you get monkeys)
* Na razie w odniesieniu do wykonawców budowlanych, nie architektów, ale kto wie, co przyniesie jutro?
son, 29.09.2009, 1:55.37
753. Wielki Boss i damy
Od czasu do czasu z Wielkiego Bossa wyłazi prawdziwy dżentelmen. Weźmy choćby takie zajście.
Wracamy z budowy. Wielki Boss szarmancko otwiera przede mną drzwi swojego Lexusa. Objuczona licznymi papierami formatu A1 w różnym stopniu pomięcia lub złożenia staram się wsiąść do środka szybko, sprawnie i bez efektów specjalnych.
- Źle! Pośladki pierwsze! - opieprza mnie szarmancko Wielki Boss. - Kobieta powinna najpierw usiąść, a dopiero potem wsunąć do środka nogi.
son, 29.09.2009, 1:55.37
752. Spluwaczka
Są w życiu takie chwile, kiedy zdajesz sobie sprawę, że to co jesz, to bawole oko, a to w czym pływasz, to...
Nie, Chińczycy wcale nie plują do basenu. Oni plują do tej rynienki ciągnącej się wzdłuż całej długości niecki. Chyba po to właśnie ją tam umieścili, nie?
A że woda jest w obiegu zamkniętym...
son, 29.09.2009, 1:55.37
751. Z cyklu: Wielki Boss komentuje
- Jeśli nie rozumiesz mojego angielskiego, to do widzenia. Znajdź sobie jakiegoś innego głupiego szefa.
son, 25.09.2009, 11:51.42
750. Z cyklu: Wredny Krz pyta
- Czy wiecie, że 45 procent Amerykanów wierzy, że człowiek został stworzony przez Boga 10 tysięcy lat temu? - Krz podzielił się ze współbiesiadnikami świeżo przeczytaną ciekawostką.
- Ja też w to wierzę - odparła z kamienną twarzą S., wojująca protestantka.
son, 25.09.2009, 11:51.42
749. Koszmary młodej architekt
Śniło mi się, że otrzymałam listowne zawiadomienie o zbliżającym się terminie egzaminu na uprawnienia architektoniczne. Pierwsza część testów miała odbyć się za trzy dni.
- Spróbuj, najwyżej nie zdasz. Zawsze się oswoisz - doradzała mi A., która egzamin zdała w czerwcu tego roku.
Spanikowana przeglądałam materiały egzaminacyjne. Żeby zdobyć uprawnienia "warszawskie" miałam opanować rysowanie z pamięci wszystkich warszawskich kamienic. A ja nie znałam ani jednej!
son, 25.09.2009, 11:51.42
748. Strach ma wielki oczy
Z zakłopotaniem obserwujemy gekonka nr 5, zwanego roboczo Krokodylkiem. Przeczytaliśmy bowiem, że dorosłe osobniki często pożerają swoje małe. Krokodylek jakby też o tym wiedział. Przycupnął w roku naszej sypialni i ze strachu stara się nie ruszać. Jest wielkości zapałki i ma wielkie, prześwitujące przez skórę głowy, czarne oczy.
son, 25.09.2009, 11:51.42
747. Z cyklu: Przesądy malajskie
Nie siadaj na poduszce, bo będzie cię swędzieć.
son, 25.09.2009, 11:51.42
746. To już już!
Znacie mnie. Nie zwykłam nudzić się w życiu. Zawsze ściągam sobie na głowę nadmiar zajęć.
A jednak pracując w azjatyckiej korporacji osiągnęłam zupełnie inny poziom "zajętości". Do tej pory czas wolny od pracy - poranek, wieczór, weekend czy wakacje - planowaliśmy, organizowaliśmy i czekaliśmy z utęsknieniem. W Singapurze czas płynie zupełnie inaczej.
Dochodzi 19:00, a tu jeszcze tyle do zrobienia w pracy! Już 22:00, a my wciąż nie zjedliśmy kolacji! Ledwo położyliśmy się spać, a tu już trzeba wstawać! Jak to, to już piątek? Weekendy spadają na nas zupełnie znienacka i zastają nas z pracą in flagrante.
son, 25.09.2009, 11:51.42
745. Twarzą w twarz z Obamą...
...albo głos rozsądku przy kolacji
Krz (dojada sałatkę).
Son (z dziwnie przekrzywioną głową przytula się do ściany).
Krz: I co? Ciągle tam siedzi?
Son (kiwa głową): Dałam mu sałaty, ale nie chce jeść.
Krz (wzdycha ciężko): Bo to nie żółwik, Son, tylko gekon.
***
Son: Krz, on ma przykurcze w przedniej łapie, zobacz jak mu odjeżdża...
Son i Krz (tkwią z głowami przyciśniętymi do ściany).
Son (zatroskana): Na pewno jest niedożywiony. Musimy go nakarmić.
Krz (niewzruszony): To jest dorosłe zwierzę. I świetnie sobie radzi.
Son: To dlaczego tak tu siedzi i macha łapą?
Krz: Może się oswoił.
***
Son (olśniona): A gdybyśmy tak wyjęli banany z lodówki? Przylecą muszki i będzie miał co jeść!
Krz (przewraca oczami): Son, a jak przyjdzie coś większego i zje i banana i gekona?
***
Sałata (znika tajemniczo).
son, 25.09.2009, 11:51.41
744. Marsjańskie chrząszcze brzmią w basenie
Od kiedy zaczęłam pływać w (różowych) okularkach...
Po pierwsze, przestałam wyglądać jak czerwonooki królik albinos przez resztę dnia.
Po drugie, woda w basenie przestała jawić mi się jako nieskazitelnie czysta. Cóż, darowanemu koniowi (wejściówka kosztuje dolara) nie patrzy się w zęby. Ani nawet między palce.
Po trzecie, z fascynacją obserwuję metody przemieszczania się otaczających mnie basenowiczów. Gdy zanurkować głęboko i spojrzeć od spodu, wydaje się, że w akwenie topi się stado monstrualnych chrząszczy. Niektórzy odbijają się od dna niczym sprężyna, żeby zaczerpnąć powietrza. Inni kopią nogami i wymachują rekoma bez żadnego ładu, czy składu. Jeszcze inni... No właśnie, co oni właściwie robią? W zasadzie nie dotykają dna, ale... Już wiem! Oni pływają pionowym pieskiem.
Z niemniejszym zainteresowaniem obserwuję stroje płci pięknej. Większość pań basenuje w kreacjach, które w Europie nie wzbudziłyby sensacji wyłącznie na balu przebierańców o temacie "Mars napada". Brakuje im co prawda czułków i antenek, ale lśniący materiał pokrywające niemal całe ciała, wyłupiaste okularki, pokraczne ruchy (panie uprawiają gimnastykę podwodną) i dzierżone w dłoniach gimnastyczne atrybuty nie pozostawiają wątpliwości co do ich kosmicznego pochodzenia.
A kiedy nie jestem w humorze albo kiedy jest ich zbyt wiele, pokraczne chrząszcze i oślizgłe kosmitki przemieniają się w bandę grubych chamów i stado starych wariatek.
son, 25.09.2009, 11:51.41








