mrowisko.net/xinjiabo
szukaj w notatkach
mapa
drukuj
singapur -> październik 2008
Nowe zdjęcia z Kluang i hinduskiego święta Thaipusam w Singapurze.

Jeśli wpiszesz tutaj swój mail, będziemy informować cię o nowych notatkach.


dość robactwa!

<< nowsze notatki | starsze notatki >>

72. Łysiejące ręczniki

Ręczniki kupiliśmy w Ikei. Parę dni później naszą uwagę zwrócił snujący się po mieszkaniu tajemniczy pył. Pył zbierał się na naszych stopach, osnuwał pościel, wirował w powietrzu wraz z podmuchami wentylatora.

Obecnie ręczniki odbyły juz siedem kąpieli z rzędu. Z każdym praniem w pralce odkłada się pomarańczowy fafoł wielkości pięści. Jakieś porady?

komentarze(0)

son, 31.10.2008, 1:11.30

71. Hinduskie jedzenie

To było prawdziwe przeżycie. Ale po kolei.

Wegetariańska knajpa znajdowała się w hinduskiej dzielnicy. Na parterze sprzedawano smakowite słodycze. Wyglądała zachęcająco. Weszliśmy.

Zanim zdążyliśmy się zorientować, zostaliśmy dosadzeni do zajętego stolika. Hindus zajadał placek palcami i łypał na nas okiem. Zamówiliśmy dwa zestawy oraz wodę i colę. Po chwili dostaliśmy puste plastikowe kubki. Kelner obwieścił, że jednego z zamówionych zestawów już nie ma. Wybraliśmy inny. W międzyczasie poprosiliśmy o napoje - puste kubki zabrano. Kelner wrócił do naszego stolika. Niestety właściwie to został tylko jeden zestaw, może byśmy wybrali coś innego. Ale co? Menu było po hindusku. To państwo zjedzą najpierw ten jeden zestaw, a potem się zastanowią. Spragnieni czekaliśmy dalej. Nasz sąsiad dostał kolejną potrawę. To my poprosimy to samo co ten pan - wykorzystaliśmy moment, gdy kelner (ale czy ten sam kelner?) przyniósł nam colę.

Wciąż nie mieliśmy kubków. Ale to w sumie nie przeszkadzało, bo butelka i tak nie dawała się odkręcić. Po kilku minutach daremnych wysiłków, wręczyłam butelkę kelnerowi (to chyba jednak był inny kelner). Kelner zniknął z butelką na zapleczu. Przyniesiono nasz zestaw. Zaczepiliśmy kolejnego kelnera i poprosiliśmy o wodę. Po chwili przyniesiono nam puste plastikowe kubki... Ach, a ten dzbanek, który stoi koło naszego Hindusa? Tak, to dzbanek z wodą. Wychyliliśmy po szklance, opróżniając tym samym dzbanek. Przechodzący kelner zabrał pusty dzbanek. Poprosiliśmy o colę.

Tymczasem do stolika dosadzono jeszcze czwartego do brydża. Hindus pałaszował deser (rękami), a Chinka wybrała potrawę z menu. Była to jedna z nielicznych pozycji z ilustracją. Wybrane przez nią danie miało kształt stożka. My wykańczaliśmy nasz zestaw, wciąż oczekując na drugie danie. Zamiast dania przyniesiono colę. Wbrew naszym obawom był to inny egzemplarz butelki i dało się ją odkręcić. Pusty dzbanek po naszej wodzie stał na kontuarze nie budząc niczyjego zainteresowania. Kelnerzy latali wokoło niczym pszczoły przed wlotem do ula.

Na horyzoncie zamajaczyło nasze danie. Niestety otrzymała je Chinka. Nim zdążyliśmy zaprotestować, zabrała się do konsumpcji. Wylizywaliśmy resztki zestawu. O dziwo, już po chwili, kelner postawił przed nami stożek wysokości dwudziestu centymetrów. Na szczęście był pusty w środku. Spożywaliśmy stożek bijąc się o resztki coli.

Ryzykujemy deser, czy uciekamy? Za oknem trwało kolejne oberwanie chmury. Zaryzykowaliśmy. Deser był dziwnie mały i smakował jak ser owczy otoczony wiórkami kokosowymi. Poprosimy o rachunek. Wraz z rachunkiem przyniesiono dzbanek z wodą. Na dworze ciągle lało.

komentarze(0)

son, 31.10.2008, 1:11.30

70. Krótka rozprawa o instalacjach sanitarnych

Architekci nie przepadają za instalatorami. Instalatorzy to tacy dziwni ludzie, którzy mówią, że się nie da, kiedy na logikę, da się. Tłumaczą, że za mało miejsca, że za zlew za daleko od pionu, że to wbrew przepisom, że za mały przekrój, że trzeba by zrobić dodatkowe odpowietrzenie...

- Spadek jest? Jest! - protestują architekci.

- Ale spadek to nie wszystko. Trzeba będzie zrobić drugi pion - twardo obstają przy swoim instalatorzy.

- Drugi pion?! Na to nie ma miejsca! - architektom włos jeży się na głowie.

- Tak, drugi pion jest konieczny. Trzeci też, ze względów higienicznych. Oczywiście, trzeba będzie je obudować akustycznie i przeciwpożarowo. - instalatorzy są bezlitośni.
Architekci siwieją.

Instalacje w naszym mieszkaniu podłączone są do jednego pionu. Kiedy myjemy ręce w łazience, w kuchni pod podłogą coś szemrze, bulgoce, a potem gwałtownie zasysa. Kiedy zmywamy naczynia, woda spod prysznica nie spływa. Czasami nie spływa także z innych przyczyn. Wtedy trzeba podnieść kratkę pogmerać troszkę w mętnej otchłani, aż zrobi bul-bul-bul. Wtedy zwykle spływa. Kiedy zmywamy zbyt obficie, kolanko przepełnia się, a woda wycieka spod zlewu. W aspekcie takich atrakcji, zupełnie zapominamy o braku zmywarki, a nawet o braku ciepłej wody*.

* Ciepła woda jest tylko pod prysznicem (jeśli nie zapomnimy włączyć bojlera).

komentarze(0)

son, 31.10.2008, 1:11.29

69. Wyprawy po przyprawy

Wciąż nie udało nam się zdobyć przypraw. Nie mamy wyrafinowanych potrzeb. Przydałyby się zioła prowansalskie, suszona bazylia, jakiś tymianek.

Tymczasem większość dostępnych przypraw wygląda... hmmm... bardzo egzotycznie. Najbardziej przypominają składniki do zaklęć - ząb nietoperza, suszona pajęczyna, trzy łzy krokodyla... Gotujemy więc doprawiając solą* i białym pieprzem.

* Wybierając sól trzeba bardzo uważać, żeby przez pomyłkę nie kupić glutaminianu sodu.

komentarze(2)

son, 31.10.2008, 1:11.29

68. Twarzą w twarz z białą twarzą

Z coraz większym niesmakiem spoglądam na siebie w lustrze. Dlaczego nos tak wystaje? Skóra taka różowa? Czemu oczy jakieś nieskośne? Włosy jasne? Fuj!

komentarze(1)

son, 31.10.2008, 1:11.29

67. Ze spadochronem

Wysiadka z autobusu w czasie urwania chmury to nie lada wyczyn (a dla schowanego przed deszczem obserwatora - nie lada rozrywka). Każdy kolejny wysiadający otwiera swój spadochron jeszcze na schodkach, a potem hop-hop-hop - i już jest pod przystankowym daszkiem.

komentarze(0)

son, 31.10.2008, 1:11.29

66. OTOŁO

Tym razem zaskoczona zostałam przy zamawianiu ulubionego migdałowego mleka sojowego. "Otoło" - ogłosiła sprzedawczyni i nie wydawała się usatysfakcjonowana moim nieśmiałym "Yes". "Otoło"- powtórzyła z naciskiem. Na ratunek przyszła mi pani z kolejki. "Hot or warm?" - przetłumaczyła z uśmiechem.

Rowerzyści
Jak już pisałam, tubylcy nie lubią się przemęczać. A już na pewno nie przy wykonywaniu prozaicznych czynności. I tak spotykani przez nas na ulicach rowerzyści dzielą się na dwie kategorie.

Rowerzyści-expaci to zdyszani biali (czerwoni) ludzie w kaskach pędzący na swoich kolarkach. Rowerzyści-robotnicy charakteryzują się żółtymi kaloszami, wysłużonymi rowerami i powolnym tempem.

Co innego w parkach. Tutaj występują rowerzyści niedzielni. Właśnie wypożyczyli rower z wypożyczalni (często tandem) i starają się przypomnieć sobie, jak się skręca, a jak hamuje. Poruszają się w sposób nieprzewidywalny, niczym pasikoniki na łące.

komentarze(0)

son, 31.10.2008, 1:11.29

65. W kolejce

Czy pamiętacie, kiedy ostatnio staliście w kolejce na postoju taksówek? Dwadzieścia lat temu?
My na razie tylko raz - po zakupach w Ikei.

komentarze(0)

son, 31.10.2008, 1:11.29

64. Haunted house

Mieszkanie zapewnia nam niezliczone atrakcje. Mieszkamy, więc się nie nudzimy. Oto nasze ostatnie rozrywki:

Gazowanie zsypu (w celach dezynfekcyjnych). Ratuj się kto może, karaluchy wszędzie!

Zmywanie korytarzy (wodą pod wysokim ciśnieniem). Hałas nieziemski - coś jakby połączenie Trąb Jerychońskich z Potopem. Zmywający litościwie postawił nasze buty na poręczy (ale miały widok!).

Zatkany odpływ prysznica. Dobrych kilka dni nam zajęło odkrycie, że woda z prysznica nie spływa, gdy jedno się kąpie, a drugie zmywa. Albo gdy któreś z nas umyje głowę.

Cieknący zlew. Kielichowe połączenie rur bez uszczelki działa prawidłowo tylko przez moment. Kiedy wody zbiera się więcej, przestaje spływać, a zaczyna wyciekać.

Gekon domowy. Lubimy jaszczurki. Ale ten brązowy cień przemykający gdzieś na granicy pola widzenia. Brrr!

Spadające artefakty. Gdy w środku nocy spadł fragment rolety, natychmiast przyśniło mi się, że to szczur przewrócił nasz kosz ze śmieciami. Szczura widzieliśmy rano (na poziomie parteru).

Karaluszy goście. No comments.

Nieżywy komputer Krz. Po prostu usnął i się nie obudził. Prawdopodobnie od zmian napięcia (choć w rozgałęziaczu był bezpiecznik).

Nieżywy komputer Son. Tutaj poszedł zasilacz. Także od zmian napięcia? (bezpiecznik też był)

Niezapowiedziani Chińczycy. Przyszli zabrać meble zostawione przez właściciela mieszkania. Nie mówili ani słowa po angielsku. Bardzo dziwili się, że mają wyrzucić także telewizor.

Hinduska feria. Impreza rozłożyła się na naszym podwórku i trwała dwa dni, głównie w postaci muzyki.

Piątkowe lekcje muzyki. Któryś z naszych sąsiadów ma wyjątkowo niemuzykalnych uczniów. Pianino, flet i jakiś niezidentyfikowany instrument lokalny.

komentarze(1)

son, 31.10.2008, 1:11.28

63. Egzotyczne warzywa,

czyli sprawozdanie z najnowszych wyczynów kulinarnych

Gorzka tykwa (bitter-gourd), przypominająca zielonego ogórka, po godzinnym smażeniu oraz polewaniu octem ryżowym (zabrakło sosu sojowego), była wciąż niezjadliwie gorzka.

Maślany orzech (butternut), który przez dłuższą chwilę napawał nas niepokojem (czy to nie z niego robi się przypadkiem masło orzechowe?), okazał się prozaiczną dynią zaklętą w nieprozaicznym kształcie.

Smoczy owoc (dragon fruit) z zewnątrz wygląda jak różowy granat z kolcami, w środku - jak kutia, a smakuje niczym skrzyżowanie kiwi z gruszką.

komentarze(2)

son, 29.10.2008, 6:47.12

62. Kontaktowe puzzle

Singapurskie wtyczki mają trzy bolce. Urządzenia elektryczne miewają wtyczki singapurskie albo zwyczajne. W naszym mieszkaniu jest tylko dziewięć pojedynczych kontaktów, z czego aż pięć w dużym pokoju. To wszystko jest przyczyną wielkiego zamieszania.

Każda próba uzyskania dostępu do sieci elektrycznej wiąże się z koniecznością rozwiązania kontaktowej zagadki. Na przykład: mamy tu podłączony modem (wtyczka zwykła) oraz router (wtyczka singapurska), chcielibyśmy podłączyć jeszcze wentylator (wtyczka singapurska). Albo: mamy podłączony czajnik (wtyczka singapurska), a chcielibyśmy jeszcze podłączyć odkurzacz (wtyczka singapurska) oraz szczoteczkę do zębów (wtyczka zwyczajna). Zabawę urozmaica to, że niektóre rozgałęziacze nie pasują do niektórych gniazdek, a niektóre wtyczki nie pasują do niektórych rozgałęziaczy (chociaż powinny). Czasem w grę wchodzi jeszcze użycie przedłużacza (ale takiego z wejściem singapurskim i wyjściami zwykłymi, czy odwrotnie?).

Zwykle prawidłowych rozwiązań łamigłówki jest wiele. Można zbudować piramidę z 3 rozgałęziaczy i liczyć, że nie zawali się pod swoim własnym ciężarem. Można żonglować wtyczkami, korzystając z urządzeń elektrycznych szeregowo (najpierw odkurzania, potem herbata, a potem zapalimy lampkę). Można wreszcie pójść do sklepu w poszukiwaniu rozgałęziacza z idealnym ułożeniem wlotów i wylotów.

komentarze(0)

son, 29.10.2008, 6:47.11

61. Kara-lusze kara-oke

Od pewnego czasu (a dokładniej: od dnia, w którym mieliśmy dwóch karaluszych gości), nasze życie kręci się koło tych niezbyt sympatycznych stworzeń.

W każdym odwiedzanym sklepie pilnie studiujemy dostępne specyfiki: spreje, odstraszacze, trucizny, pułapki... Patrz, jest coś nowego! Zobacz, ma dwa razy wyższe stężenie! Poszukujemy uszczelek do drzwi wejściowych, siatek do okien. Pilnujemy okien w trakcie wietrzenia. W Internecie czytamy opisy cudzych zmagań oraz inne dobre rady.

I tu wreszcie znaleźliśmy coś na ukojenie starganych nerwów. Mogłoby być gorzej. Moglibyśmy mieć dom z ogródkiem. Wtedy walczylibyśmy jeszcze z kobrami i pytonami.

komentarze(0)

son, 29.10.2008, 6:47.11

60. Gigantyczny Butik Timah

Singapur jest wyspą, krajem i miastem*. W środku wyspy uchowała się dżungla, dookoła zaś jeździ metro. To tak w dużym skrócie.

W niedzielę wybraliśmy się na wyprawę do dżungli (brzmi ambitnie). Celem wyprawy był szczyt najwyższej góry w kraju (brzmi jeszcze ambitniej).

Do pieszego użytkowania został przystosowany niewielki kawałek rezerwatu Bukit Timah, właśnie wokół najwyższego wzniesienia**. Na szczyt wiedzie szeroka wybetonowana aleja, którą tłumnie maszerują, biegną i człapią spoceni spacerowicze. Zdobywanie szczytu można sobie urozmaicić korzystając z kilku wijących się wokół góry szlaków-ścieżek.

Już na samym początku wyprawy zaobserwowaliśmy gigantyczne, pełznące w dół zbocza, kraby. Niestety, po bliższych oględzinach, kraby okazały się tubylcami, którzy co stromsze odcinki trasy pokonywali tyłem***.

Następnie natknęliśmy się na gigantyczną mrówkę****. Jest to prawdopodobnie najlepiej obfotografowana mrówka na w historii (byliśmy spragnieni modela).

A pod koniec spaceru spotkaliśmy gigantycznego Monitora*****! Kroczył spokojnie brodząc w gęstym poszyciu. Łapy podnosił wysoko i dostojnie. Byliśmy w pełni usatysfakcjonowani.

Potem, na parkingu, zaczepiła nas jeszcze małpa (karmienie małp surowo wzbronione!).

* Czy wiecie, że miasto stołeczne Warszawa jest gminą mającą status miasta na prawach powiatu?

** Bukit Timah, 164m n.p.m. Bez uśmiechów proszę, tu chodzi o sprawę rangi narodowej.

*** Oszczędzają kolana?

**** Giant Ant. 3cm - od czubka szczęki do końca ostatniego modułu.

***** Monitor Lizard, czyli Jaszczur Monitor. Ten okaz miał metr długości.

komentarze(0)

son, 29.10.2008, 6:47.11

59. Zagadka dla naukowca stosowanego

Spragniony Hipopotam czuwa pod naszym łóżkiem. Drugi siedzi w szafie. Trzeci - pod kanapą. Czwarty pilnuje aparatu. Piąty...

"Thirsty Hippo" to pochłaniacz wilgoci - plastikowe pudełko wypełnione tajemniczymi kuleczkami, które z czasem wypełnia się wchłoniętą wodą.

Hipopotamy pilnie pochłaniają, a mnie nurtuje pytanie o rząd wielkości. Czy te kilka mililitrów zbierających się codziennie na dnie pudełka może mieć znaczący wpływ na zawartość wody w powietrzu?

komentarze(0)

son, 29.10.2008, 6:47.11

58. Szewc bez butów

Ryż to podstawa lokalnych potraw. Sprzedawany jest w ilościach - z naszego punktu widzenia - hurtowych. Standardowo paczkowany jest po 5 i 10 kilogramów. W każdym sklepiku można kupić piętnasto-, czy dwudziestokilogramowe worki. Tylko wyjątkowo wykwintne odmiany paczkowane są po 2.5 kilograma. I jak tu kupić ryż, kiedy ciążą już woda mineralna, piwo, soki i cała reszta produktów, a wszytko trzeba przetransportować do domu na własnych barkach...

komentarze(0)

son, 29.10.2008, 6:47.10

57. Zaaklimatyzowani

Nasza aklimatyzacja przebiegała odmiennie: Krz pochłaniał olbrzymie ilości jedzenia, ja pochłaniałam olbrzymie ilości snu.

komentarze(0)

son, 29.10.2008, 6:47.10

56. Z wybielaczem

Przeszukując półki w poszukiwaniu "innego" kremu z filtrem* natknęliśmy się na kremy wybielające. Nie dość, że uchronią cię przed opalaniem, to jeszcze uczynią twoją karnację jaśniejszą. Ach, ci Azjaci!

* Stosując "zwykły" krem z filtrem w tym klimacie, czujemy się niczym dwa człapiące lepy na muchy.

komentarze(0)

son, 29.10.2008, 6:47.10

55. Chińskie-wegetariańskie

Z początku myśleliśmy, że Chińczycy mają bardzo oględne podejście do wegetarianizmu. Bo tu wegetariańska knajpa, a w menu i ryba, i kurczak... Myliliśmy się.

Chińska kuchnia wegetariańska specjalizuje się w przyrządzaniu potraw mięsnych z soi. Najbardziej zdumiewające jest to, że każda z sojowych potraw smakuje inaczej! Sojową wołowina, sojowa wieprzowina, sojowy kurczak, sojowa ryba, sojowe krewetki, sojowa ośmiornica, a nawet sojowy rekin...

komentarze(0)

son, 29.10.2008, 6:47.10

54. Hubby i domożona

"Hubby" to w lokalnym narzeczu pieszczotliwe określenie męża. "Domożona" (housewife) - to (chwilowo, miejmy nadzieję) ja.

komentarze(0)

son, 24.10.2008, 8:31.39

53. Ikea

Prawie zapomnieliśmy, jak daleko od rodzinnych stron się znajdujemy. Czuliśmy się niczym w podwarszawskiej Ikei, do której wrzucono kilka autokarów Chińczyków. Naszej uwadze nie umknęło jednak kilka istotnych szczegółów: łóżka i materace są tutaj krótsze (189cm), a poduszki - dłuższe (80cm).

komentarze(0)

son, 24.10.2008, 8:31.39

<< nowsze notatki | starsze notatki >>