mrowisko.net/xinjiabo
szukaj w notatkach
mapa
drukuj
singapur -> październik 2009
Nowe zdjęcia z Kluang i hinduskiego święta Thaipusam w Singapurze.

Jeśli wpiszesz tutaj swój mail, będziemy informować cię o nowych notatkach.


dość robactwa!

<< nowsze notatki | starsze notatki >>

844. Moja Azjatycka Korporacja - Co nowego?

- Czy uczę się czegoś nowego w Mojej Azjatyckiej Korporacji? Czy może już odliczam miesiące, tygodnie i dni, które pozostały mi do złożenia wymówienia? - zastanawiacie się być może.
Uczę się, uczę wciąż.
Zrozumiałam, że jakość i elegancja budynku zależą nie tyle od talentu i dobrych chęci architekta, co raczej od polityki biura, w którym architekt pracuje.
Odkryłam, że sukces przywiązania pracownika do firmy-matki osiąga się (między innymi) "wtajemniczaniem" go w kwestie finansowe firmy i zdobywanie nowych zleceń.
Nauczyłam się wyrażenia abortive works - oznacza robotę, którą trzeba wykonać ponownie, bo "coś się zmieniło".
Dotarło do mnie, iż jeśli oznajmię Wielkiemu Bossowi, że nie daję rady nadmiarowi zadań, przegram grę i stracę szansę na noworoczną premię. Moja rola w korporacyjnej grze polega na tym, że mam się starać i nie wyrabiać, ale nigdy - skarżyć.
Przestałam dziwić się ludziom, którzy drapią się, wiercą, wzdychają, stękają, iskają i mówią sami do siebie (a często spotykam takich w metrze*). Może mają takiego samego Wielkiego Bossa, jak ja?

* Czyżby pozostali reagowali na stres mocnym snem? Krz spotkał ostatnio dwóch osobników śpiących "na śpiącą kurę" (a może raczej "na wulkan"?).

komentarze(0)

son, 30.10.2009, 1:50.32

843. Z cyklu: Przesądy hinduskie

Masz czkawkę? Ktoś za tobą tęskni.

komentarze(0)

son, 30.10.2009, 1:50.32

842. Jakarta

Niektórzy kolekcjonują zdobyte ośmiotysięczniki; my zaliczamy najbardziej zanieczyszczone miasta świata. Stolicę Meksyku oraz Bangkok mamy już za sobą. Nadszedł czas na Jakartę.
Stolica Indonezji zwana jest przez ekspatów "wielkim durianem". I nie jest to pieszczotliwe określenie*. Jakarta została też ogłoszona drugim najgorszym miejscem do mieszkania na świecie (pierwszą pozycję w tej niesławnej konkurencji zajął Lagos, w którym zachodni inżynierowie zwyczajowo porywani są dla okupu).
Diabeł okazał się nie taki straszny. Owszem, śmierdziało. Rozkładająca się zawartość zapchanych rynsztoków parowała w tropikalnym upale. Bzyczały muchy, lęgły się komary, schorowane koty o spojrzeniu zawodowych morderców cierpliwie czekały na pełzającą kolację.
Ale główny meczet, zbudowany w latach 70., był przepiękny. I nie tylko meczet. Budynki zaprojektowane w czasie dyktatury wyróżniają się pozytywnie na tle azjatyckich koszmarków. Jest to architektura nowoczesna, lekka, wyrafinowana, pełna ażurowych ścian i dopracowanego detalu. Nawiązuje nieco do stylu obowiązującego w faszystowskich Włoszech.
Bez problemu zamówiliśmy wegetariańskie gado-gado.
Ale przede wszystkim, we wszystkich turystycznych atrakcjach byliśmy jedynymi Kaukazami. A to - w Azji Południowo-wschodniej - wielka rzadkość.

* Nam Jakarta nie przypominała duriana. Osobiście nazwalibyśmy ją raczej gigantyczną zęzą. Wąchaliście kiedyś wodę zęzową? A robaki zęzowe?

komentarze(0)

son, 30.10.2009, 1:50.32

841. Piknik z poprawką

- Tylko koniecznie spakuj kieliszki! - pilnował mnie Krz.
Pakowaliśmy się na wieczorny piknik w ogrodzie botanicznym. W muszli koncertowej organizowano w ten weekend seanse filmowe.
Próby zapakowania kieliszków uświadomiły nam istotne braki w naszym dobytku - nie posiadaliśmy kosza piknikowego*.
- Tylko uważaj na kieliszki - strofowaliśmy się nawzajem przez całą drogę.
Wyświetlano "Casablankę"; popijaliśmy białe wino i zagryzaliśmy holenderskim camembertem. Wyszukana zastawa przetrwała piknik w całości.
Kieliszki stłukły się dopiero, gdy po powrocie do domu, zmęczeni cisnęliśmy cały piknikowy sprzęt na podłogę.
***
Następnego dnia wprowadziliśmy pewne poprawki do naszego piknikowego ekwipunku: dopakowaliśmy świeczkę, ugotowaliśmy dwie kolby kukurydzy, a kieliszki zastąpiliśmy solidnymi szklankami.

* Dla czytających między wierszami: bynajmniej nie oznacza to, że chcielibyśmy takowy mieć.

komentarze(0)

son, 30.10.2009, 1:50.32

840. Z cyklu: Wielki Boss zaprasza (na spotkanie)

- Proszę stawić się punktualnie i skorzystać z toalety WCZEŚNIEJ.

komentarze(0)

son, 30.10.2009, 1:50.32

839. Z cyklu: Szurnięta Son pyta

- P. czy mogę tej nocy wziąć do domu szczeniaka?*

* Can I take a cub** home tonight?**
** Cub - szczeniak
Cab - taksówka
*** Nie to żeby Singapurczycy byli tacy wrażliwi na niewłaściwy akcent. Ja to pytanie wysłałam SMS-em.

komentarze(0)

son, 30.10.2009, 1:50.32

838. Wielki Boss inaczej

Kiedy Wielkiemu Bossowi nic nie zepsuje humoru i kiedy uzna, że na jego dobry humor zasługujesz, potrafi być niezwykle sympatycznym człowiekiem (aż trudno uwierzyć, prawda?). Prowadzimy wtedy uprzejmą konwersację na niezobowiązujące tematy. Rozmawiamy o Unii Europejskiej, o gospodarce azjatyckiej, o polskich blokowiskach, singapurskiej cenzurze, tajlandzkich -ach i historii Chin.
Przyznaję to z bólem, Wielki Boss, który na co dzień jest zwyczajnym chamem, bywa też erudytą. Na dodatek, już po paru godzinach pogawędki z Wielkim Bossem, mój koślawy angielski wychodzi na prostą.
Na koniec Wielki Boss odwozi mnie do domu swoją karetą, a na pożegnanie prawimy sobie takie o to rewerencje.
- Soniu, dziękuję ci za pracę włożoną w dzisiejszą prezentację.
- Wielki Bossie, ja z kolei jestem niezmiernie wdzięczna za podwiezienie mnie do domu.
- Ależ Soniu, na prawdę cieszę się, że choć tyle mogę dla ciebie zrobić.

komentarze(1)

son, 30.10.2009, 1:50.32

837. Z cyklu: Wielki Boss pyta i komentuje

- Sonia, czy mogę zapytać, ile kosztuje cię wynajem mieszkania?
Przyzwyczajona już to takich pytań bez skrępowania udzielam odpowiedzi.
- To przecież ponad dwie trzecie twojej pensji! - wykrzykuje wstrętny kapitalista.

komentarze(0)

son, 30.10.2009, 1:50.32

836. Wieczorne starcie

Zmierzam ci sobie ja spokojnym krokiem do domu, a tu nagle - karaluch. Duży. Tłusty. Wypasiony. Strzygący wąsami.
Karaluch bez kapelusza już mnie specjalnie nie rusza, więc obchodzę bestię od tyłu (co by na mnie nie wlazł). A ten paskudnik jak nie zawróci i nie smyrgnie. Prosto na mnie!
Ja w nogi, on w nogi.
Biedaczysko, przestraszył się chyba, że odetnę mu drogę powrotną do zsypu.

komentarze(0)

son, 30.10.2009, 1:50.31

835. Moje nowe motto (pracowe)

Obijaj się, kiedy tylko zdołasz. Wielki Boss i tak zaraz zapędzi cię to galopu.

komentarze(0)

son, 30.10.2009, 1:50.31

834. Zima w oczach Singapurczyka

Krz (zamyślony): W moim kraju właśnie pada śnieg...
J.:Znowu?!
***
Son (zamyślona): W moim kraju właśnie pada śnieg...
P.: Nie mógłbym żyć w takim kraju.
Przez następny kwadrans Son tłumaczy P., czym różnią się opony letnie od zimowych i dlaczego zimowych nie można używać w lecie, a letnich w zimie.
Son (podsumowywuje): A na dodatek pewnie całe miasto stoi teraz w korkach, bo zima jak zwykle zaskoczyła drogowców.
P.: Jak to: "zaskoczyła"? Dlaczego po prostu nie wezwą robotników i nie każą im posprzątać?
Son (nie wie co odpowiedzieć).
P.: No i pewnie wszyscy muszą teraz u was więcej jeść.
Son (czuje, że temat konwersacji wymyka się spod kontroli): Dlaczego?
P.: Bo jest zimno. Or not?

komentarze(0)

son, 30.10.2009, 1:50.31

833. Z cyklu: Wielki Boss pyta (i odpowiada)

- Jak myślicie, skąd bierze się w Singapurze tyle dzieci urodzonych w grudniu? Przypadek? Nie! Singapurskie kobiety umieją dobrze liczyć. Grudniowe dzieci idą do szkoły o rok wcześniej od dzieci styczniowych, a to pozwala oszczędzić roczne wydatki na opiekunkę.

komentarze(0)

son, 27.10.2009, 1:38.50

832. Moja Azjatycka Korporacja - Sny prorocze

Moje sny są dość monotonne: śnię o windach. O rzutach z windami, o przekrojach z windami, o wizualizacjach wind, o windowych lobby i windowych płytkach ceramicznych, o windowych błędach i o przylegających do wind blokach.
Dziś jednak śniło mi się co innego:
Pracowałam w biurze architektonicznym i wszyscy dookoła tłumaczyli mi, że jest to biuro beznadziejne.
Co kilka dni organizowano losowania, w których wygrać można było zmianę firmy. Ja niestety nieodmiennie przegrywałam. W końcu stanęłam w konkursie do stanowiska pracy, którego nazwa nie mówiła mi nic. I wygrałam! Byłam bowiem jedyną kandydatką.
Mój nowy zawód polegać miał na przycinaniu styropianowych kasetonów. W kasetonach wyrzeźbione były postacie oraz sceny rodzajowe. Po poprawieniu proporcji płaskorzeźby miały być malowane na wzór renesansowych fresków. Na filmie szkoleniowym robotnik uzbrojony w nóż introligatorski z wprawą przycinał nogę Chrystusa niesionego przez kilka postaci w antycznych szatach. Lektor monotonnym głosem objaśniał, że noga była pierwotnie za gruba w stosunku do reszty sylwetki.
Długo zastanawiałam się, czy przyjąć propozycję pracy. Może tylko na miesiąc, najwyżej na dwa?

komentarze(0)

son, 27.10.2009, 1:38.50

831. Byle taniej

Biuro podróży Son & Krz znajdowało się właśnie w szczycie szału kupowania biletów lotniczych i rezerwowania hoteli. W obrocie były (synchronicznie): Jakarta, Phuket (wraz z okolicznymi wyspami), Bangkok oraz Sajgon.
- Krz, mam Ibis w Jakarcie za pięćdziesiąt amerykańskich dolarów - zaraportowała Son.
- Sprawdź może jeszcze jakieś lepsze hotele. O, na przykład Marriotta. Tam był jakiś wybuch bomby, powinni mieć porządne promocje.

komentarze(0)

son, 27.10.2009, 1:38.50

830. Z cyklu: Wielki Boss komentuje

- Tak mówi prawo. Angielskie prawo też tak mówi. Francuskie prawo mówi inaczej. Francuskie prawo jest bardzo dziwne.

komentarze(0)

son, 27.10.2009, 1:38.50

829. Z cyklu: Przesądy chińskie

Dwie miotły postawione blisko siebie sprowadzą na dom prawdziwy chaos.

komentarze(0)

son, 27.10.2009, 1:38.50

828. Moja Azjatycka Korporacja - Czerwony Październik

Tajemnicą poliszynela jest to, że w październiku nie wolno się spóźniać do pracy. Ktoś kiedyś widział bowiem zalecenie, by świąteczne premie pracowników obliczać - między innymi rzecz jasna - na podstawie ich punktualności w tym miesiącu.

komentarze(0)

son, 27.10.2009, 1:38.50

827. Wielki Boss i owsianka

I znowu wracamy z wieczornego zebrania. Wielki Boss i ja.
- Patrz Sonia, tylko kretyn stawia taki drogi samochód na osiedlowym parkingu - zagadnął mnie Wielki Boss. Rzeczywiście, najnowszy model mercedesa aż bił po oczach.
- A wiesz dlaczego? - kontynuował Wielki Boss - Bo ludzie są zazdrośni i mogą porysować karoserię.
Uśmiechnęłam się. W końcu znajdowaliśmy się w kraju, którego mieszkańcy zwykli zostawiać swoje portfele w schowku na rękawiczki (by nie wypychały im kieszeni).
- A zna pan trik z owsianką? - postanowiłam ożywić nieco rozmowę.
- Jak to "z owsianką"? - odruchowo zdziwił się Wielki Boss.
- Rozlewa się owsiankę na dach samochodu.
- I? - Boss zainteresował się wreszcie.
- Przylatują ptaki, wydziobują przylepioną owsiankę i niszczą lakier - zakończyłam instruktażową przypowiastkę.
Wielki Boss milczał.
- No, no, no, Sonia. Nauczyłem się dziś od ciebie czegoś nowego! - pochwalił mnie w końcu.
- A skąd ty właściwie znasz takie triki? - zaniepokoił się nagle.
- A to jeszcze z podstawówki - odpowiadam niewinnie. I zgodnie z prawdą!

komentarze(1)

son, 27.10.2009, 1:38.50

826. Z wizytą u dentysty

Bum cyk cyk - wypadła mi plomba.
Co robić? Może poczekać do świąt? Niby prawie nie dokucza...
Raz kozie śmierć! W końcu muszę skądś czerpać tematy na nowe notatki.
Gabinet dentystyczny okazał się zupełnie zwyczajny. Może poza tym, że recepcja, poczekalnia oraz dwa mikroskopijne pokoje zabiegowe upchnięto na niecałych dwudziestu metrach kwadratowych. A, i na czas trwania zabiegu założono mi na nos czarne okulary.

komentarze(0)

son, 27.10.2009, 1:38.49

825. Z cyklu: dialogi z procentami

- Krz, P. zapytał mnie dzisiaj, czy mamy w Polsce jakieś "egzotyczne" owoce. Co byś mu odpowiedział? - zagaduje Son.
- No, przecież mamy porzeczki - błyska Krz.
- A jak będą porzeczki po angielsku? - cieszy się Son.
- Nie wiem. Ale wydaje mi się, że stanowiłyby dobry materiał na wino. Mają taki głęboki i bogaty smak - w Krz budzi się dusza wynalazcy.
- Dobra, jak już rzucimy to wszystko i zamieszkamy w Bieszczadach, to ja będę hodować owce, a ty będziesz uprawiał porzeczki. Jak dobrze pójdzie, będziemy mieli i ser, i wino - rozmarzyła się Son.
- A o to w końcu w życiu chodzi - podsumował wieczorną pogawędkę Krz.

komentarze(0)

son, 27.10.2009, 1:38.49

<< nowsze notatki | starsze notatki >>