mrowisko.net/xinjiabo
szukaj w notatkach
mapa
drukuj
singapur -> listopad 2008
Nowe zdjęcia z Kluang i hinduskiego święta Thaipusam w Singapurze.

Jeśli wpiszesz tutaj swój mail, będziemy informować cię o nowych notatkach.


dość robactwa!

<< nowsze notatki | starsze notatki >>

149. Z cyklu: Singlisz - rozmówki dla początkujących

How can you do like that*? No good, no good. You think, you clever. Can not do like that, ah! Like that also can not. OK, lah?

* wymawiaj: lai dat

komentarze(0)

son, 30.11.2008, 1:04.10

148. Przylotne jogurty

Mleko i jego przetwory nie są popularne w azjatyckiej kuchni. Tak więc najbliższe mlekodajne krowy pasą się dopiero w Australii. Australijska śmietanka (nie tylko towarzyska) dowożona jest do Singapuru - jeśli wierzyć reklamom - regularnym cotygodniowym rejsem.

komentarze(0)

son, 30.11.2008, 1:04.10

147. Michal

Chińczycy podejrzliwie podchodzą do naszych imion i nazwisk (i vice versa). Ci bardziej leniwi wybierają jeden wyraz, zwykle ten najprostszy. I tak przychodzą do nas listy zaadresowane tajemniczo "Michal".

komentarze(1)

son, 30.11.2008, 1:04.10

146. Halal

Jako wegetarianie mamy czasem trudności ze znalezieniem bezmięsnego posiłku, szczególnie na polskiej prowincji. Ale to nic w porównaniu z problemem praktykującego Muzułmanina: jedzenie halal nie może bowiem być przyrządzane w kuchni, w której przygotowywuje się również potrawy z wieprzowiny. W Singapurze bary i restauracje halal są wyraźnie oznaczone.

komentarze(0)

son, 30.11.2008, 1:04.10

145. Kultura hałasu

Hałas towarzyszy mieszkańcom Singapuru (a więc także i nam) bezustannie. W centrum miasta hałasują telebimy, w autobusach - telewizory. Sprzedawcy przekrzykują jeden drugiego, a każdy wyposażony jest w najnowsze zdobycze techniki wzmacniania głosu. Głośniki w centrach handlowych ryczą na cały regulator. W każdym sklepie rozlega się piskliwe Jingle Bells - sezon świąteczny rozpoczął się na dobre w drugiej połowie listopada.

Przed hałasem nie schronimy się nawet w zaciszu naszego mieszkania. Bo a to wieczorem sąsiad umuzykalnia swoich słoń-nadepnął-im-na-ucho uczniów, a to w niedzielny poranek (o 7:50) z rozstawionych na podwórku głośników rozlega się przeraźliwy świst, donośne "raz dwa trzy, raz dwa trzy, próba mikrofonu" i zaraz potem impreza rusza na całego.

komentarze(0)

son, 30.11.2008, 1:04.09

144. Rołcze czyli Luszki

W ostatnich tygodniach - odpukać, odpukać - nie mieliśmy bliższych kontaktów z luszkami*. Wygląda na to, że nasze pułapki, zasieki i zabiegi są skuteczne. Zagadką pozostaje nadal, którędy dostają się do nas gekony...

Czy wiecie, jak odporne są luszki? Są w stanie wytrzymać 45 minut bez powietrza, 1 miesiąc bez wody i 3 miesiące bez jedzenia. W dodatku są piętnaście razy bardziej odporne od człowieka na promieniowanie radioaktywne.

* Rołcz (w orginale "roach") to zdrobnienie od "cockroach". Tak więc rołcz to u nas luszek (od kara-luszek).

komentarze(0)

son, 30.11.2008, 1:04.09

143. Pasir Ris

Nie tylko w Warszawie metro łączy mateczniki puszczy. W Singapurze metrem można dojechać do rezerwatu bagien.

W czasie przypływu magrowce* porastające bagna zanurzone są po szyję w słonej wodzie. Miliony krabów wspinają się wysoko, żeby nie paść ofiarą drapieżnych ryb. Wraz ze świeżą wodą docierają tu także tony znajdujących się w morzu śmieci (plastikowe torby, plastikowe butelki, plastikowe opakowania, plastikowe kaski, plastikowe wszystko).

W trakcie odpływu rezerwat zmienia się w leśne bagno z kałużami (i ze śmieciami). Kraby wygrzewają się wtedy na nasłonecznionych kopcach oraz prowadzą życie socjalne (ja mam większe szczypce, więc ja tu będę rządził!). Wodne monitory strzelają językiem w lewo i w prawo (jeden z nich był wielkości sporego krokodyla!), a dziwaczne dwudyszne** ryby z wyłupiastymi oczami wdrapują się na korzenie mangrowców, żeby mieć lepszy widok.

* To takie drzewa, które wyglądają, jakby zostały zasadzone do góry nogami.

** Mogą oddychać zarówno pod wodą, jak i na lądzie.

komentarze(0)

son, 30.11.2008, 1:04.09

142. Niebieskooki blondyn

Jako niebieskooki blondyn, a na dodatek mężczyzna, Krz budzi wyraźne zainteresowanie wszystkich hinduskich nauczycieli jogi (a jest ich w naszej szkole kilkunastu). Niczym niemowlaki z tureckiego autobusu, wyciągają ku niemu swoje hinduskie łapki. Zamiast jednak ciągnąć Krz za włosy, probują wygiąć jego ciało w najbardziej nieprawdopodobne wygibasy.

komentarze(0)

son, 26.11.2008, 11:54.05

141. Ojciec szklarz, matka szyba

Aby przybliżyć wam zagadnienie społecznej obojętności, podam kolejny przykład. Zajęcia jogi, godzina szczytu, 50 osób na sali. Prowadzący zajęcia prosi o podejście, będzie objaśniał pozycję. Pięćdziesiąt osób staje półkolem wokół podium. My siadamy na podłodze, żeby nie zasłaniać. Nikt nie idzie w nasze ślady. Połowa grupy nic nie widzi, ale nikogo to nie obchodzi.

komentarze(0)

son, 26.11.2008, 11:54.05

140. Długi pazur

Długi paznokieć (albo i dwa) to zjawisko tyle powszechne co obrzydliwe. Dwucentymetrowy pazur potwierdza status jego właściciela. Tylko osoby nie pracujące fizycznie mogą sobie bowiem pozwolić na taki luksus.

komentarze(0)

son, 26.11.2008, 11:54.05

139. Wzorcowa sobota

Nadrabianie domowych zaległości, wymarsz przed południem, kawa w miłej kawiarni, muzeum (albo i dwa), nerwowe poszukiwanie wegetariańskiego posiłku zakończone sukcesem (albo i nie), spacer po ciekawej dzielnicy, jakaś atrakcja na deser...

Bilans na dzś:
Zaległości - nadrobione częściowo
Wymarsz - przed czasem
Kawa - owszem
Muzeum I - propagandowa (ale bardzo ciekawa) wystawa w Ministerstwie Rozwoju Miasta
Posiłek - bardzo smaczny
Spacer - po Kampong Galem (dzielnica malajsko-arabska, sklepy z dywanami i tkaninami)
Muzeum II - Malay Heritage Center
Atrakcja - targi książki (miało być 300 tys. tytułów... może i z resztą było, ale zdecydowana większość po chińsku)

Subway,
czyli kolejny samotny lunch

Właśnie samotnie skończyłam spożywać samotną kanapkę i podniosłam głowę znad samotnej gazety. Przede mną, przy kolejnych pięciu samotnych stolikach zasiadało pięciu samotnych Kaukazów, każdy ze swoją samotną lekturą.

komentarze(0)

son, 26.11.2008, 11:54.05

138. Azjatycka Szwajcaria

- Podobno Singapur uważa się za taką azjatycką Szwajcarię - wspominam mimochodem.

- To bardzo ciekawe, co mówisz. - rzecze na to Krz - Bo ja tu nie widzę ani sera, ani wina, ani gór, ani nart...

komentarze(0)

son, 26.11.2008, 11:54.04

137. Czeki skreślone i nie tylko

Wraz z końcem (a raczej połową) miesiąca przyszedł czas na pierwsze opłaty. Jako że system współpracy międzybankowej (czytaj: przelewy) nie jest w Singapurze rozwinięty, jedyną rozsądną alternatywą okazały się czeki.

Wypełnialiśmy je starannie i z namaszczeniem. Czekaj, a co to znaczy "skreślić czek" (to cross the cheque)? To jest napisane, że wszystkie czeki wysyłane pocztą należy skreślić... Rozpoczęliśmy inwestygację.

Okazuje się, że czek, jako forma pieniądza, może zostać zrealizowany przez osobę uprawnioną ("adresata czeku"), albo też przez dowolną osobę, która czek od osoby uprawnionej wykupiła. Żeby zatem nie doszło do przejęcia pieniędzy przez gorliwego poczmistrza, czek należy (we właściwy sposób) skreślić. Wtedy pieniądze będą mogły wpłynąć tylko na konto adresata czeku.

Ciekawostką jest to, że według prawa bankowego*, czek można wystawić na czymkolwiek. Na przykład na papierze toaletowym albo na krowie. Jedynym warunkiem uprawomocniającym czek jest zawarcie na nim wszystkich niezbędnych danych.

* W Polsce obowiązuje ustawa Prawo czekowe z 1936 roku.

komentarze(2)

son, 22.11.2008, 2:26.45

136. Światowe pakiety

Oto trasa, którą pokonują wysyłane przez nas na mrowisko notatki:

Singapur > Los Angeles > San Francisco > Nowy Jork > Paryż > Berlin > Warszawa

komentarze(1)

son, 22.11.2008, 2:26.45

135. Przebiegłe choinki

Centra handlowe postanowiły przechytrzyć kryzys ekonomiczny. Jeśli ludzie mają kupować mniej, to niech zaczną wcześniej. Co pomyślały, to i zrobiły. Już w pierwszym tygodniu listopada w każdym liczącym się centrum handlowym postawiono pokaźną choinkę.

komentarze(2)

son, 22.11.2008, 2:26.45

134. Za darmo!

Pytacie skąd czerpię pomysły? Otóż same wpadają mi w ręce. Jak ta ulotka:

Wspaniały Podarunek od Boga
[...] Wszystkim, Którzy w Niego Wierzą, Bóg Ofiarowuje Absolutne Zbawienie Duszy i Ciała, Teraz i Na Zawsze. I za darmo!

komentarze(0)

son, 22.11.2008, 2:26.45

133. Godzina szczytu

Gdy kończę pracę, z okolicznych wieżowców wysypują się tysiące ludzi. Wybrańcy losu łapią nieliczne taksówki, pozostali zmierzają w kierunku stacji metra. Ja też.

Na peron wjeżdża pierwsze metro - nie zmieszczę się. Szkoda, bo wagony są w połowie puste. Kiedy podjeżdża kolejny pociąg, jestem już przygotowana - bezceremonialnie wpycham się między blokujących wejście. Jeszcze jeden krok, bezczelne kopnięcie w kostkę... Udało się, jestem w środku. Kolejne sześć kroków i można nawet wyjąć gazetę. Środek wagonu jest pusty.

Nieszczęśnicy na peronie czekają na kolejną szansę. Zaraz, dlaczego "nieszczęśnicy"? To przecież właśnie oni blokują wejście do wagonu. To oni po przekroczeniu magicznych wrót zamieniają się w nieruchawe słupy soli. To oni, gdy tylko uda im się dostać na pokład, zamierają w pół kroku, zapominając o pozostałych na peronie towarzyszach niedoli.

komentarze(1)

son, 22.11.2008, 2:26.45

132. Son w pracy

Pierwszego dnia przedstawiono mi wszystkich pracowników. Siedemdziesiąt imion! I to jakich imion. Co powiecie na Yugachakravarthy albo Ng Yu Yin? A może Thawornthammarat? Myślicie, że kiedyś je wszystkie zapamiętam?

W firmie obowiązuje strój umiarkowanie biurowy. Zakazane są t-shirty (dozwolone uprasowane koszulki polo) oraz klapki. Wymagana jest punktualność (na szczęście tolerowany jest kwadrans akademicki). Każdy pracownik przy wejściu (i wyjściu) odbija swoją kartę pracy w analogowej maszynie.

Biuro podzielone jest na pięć działów - dział administracji, dział projektowy (w jego skład wchodzą trzy zespoły), dział trójwymiarowy (co nie znaczy, że pozostałe działy są dwuwymiarowe), dział zarządzających projektami na budowach oraz dział techników.

W moim zespole (projektowym) jest jedenaście osób - w tym tylko jeden Singapurczyk. Pozostali przyjechali z Malezji, Indonezji, Filipin*, Chin, Indii... Jestem jedynym** wolnomyślicielem z Kaukazu w całym siedemdziesięcioosobowym biurze!

* Filipińczyków brałam z początku za emigrantów z Ameryki Południowej - mają hiszpańskie nazwiska.

** Podobno jest jeszcze jeden wegetarianin, ale na razie nie wiem, który to.

komentarze(0)

son, 22.11.2008, 2:26.45

131. Loteria puszkowa

Son zaczęła pracować, a kolacje wcale nie chcą robić się same. Do gotowania brakuje sił, czasu i składników. Co wieczór usiłujemy sklecić coś na szybko.

Za bazę posłuży nam tym razem zupa z dyni. Dodamy do tego resztkę kukurydzy z puszki i ... Może "edible vegetables" (jadalne warzywa)? Hmmm, chyba nie, spróbuj, to jest marynowana kapusta. Nie wąchaj! To może - "king vegetable" (warzywo królewskie). Wygląda jak fasolka. Spróbujmy. Może i wygląda, ale smakuje jak... pozbawiony smaku por? Już wiem, dodamy fałszywego kurczaka i orzeszki sojowe! Tylko dlaczego są tak nieziemsko słone?!

komentarze(0)

son, 22.11.2008, 2:26.44

130. Punkt widzenia

Prowadzę trudną rozmowę na temat wynagrodzenia. Z ust mojego przyszłego szefa pada ostateczny argument:
Po co ci tyle pieniędzy? Przecież twój mąż pracuje na uniwersytecie.

komentarze(1)

son, 22.11.2008, 2:26.44

<< nowsze notatki | starsze notatki >>