mrowisko.net/xinjiabo
szukaj w notatkach
mapa
drukuj
singapur -> listopad 2009
Nowe zdjęcia z Kluang i hinduskiego święta Thaipusam w Singapurze.

Jeśli wpiszesz tutaj swój mail, będziemy informować cię o nowych notatkach.


dość robactwa!

<< nowsze notatki | starsze notatki >>

916. Biuro Podróży Son i S-ka - A.D. 2009

Styczeń:
"Święta na łonie stęsknionej rodziny (pierwsze)"
"Malaka na Chiński Nowy Rok" - 4/3*, Malezja, autokar**.

Luty:
"Bintam I - Szkoła Przetrwania" - 2/1, Indonezja, prom.
"Johor Bahru - Lekcja Pokory" - 1/0, Malezja, autobus miejski.

Marzec:
"Desaru na ukojenie nerwów" - 2/1, Malezja, prom.
"Bintam II - Luksusowo" - 2/1, Indonezja, prom.

Kwiecień:
"Wielkanoc na Borneo" - 4/4, Malezja.

Maj:
"Weekend majowy w Yogyakarcie" - 4/3, Indonezja, Java.
"Kuala Lumpur bez Twin Towers" - 2/2, Malezja.

Czerwiec:
Przerwa techniczna (połowa sezonu).

Lipiec:
"Wczasy rodzinne na Bali" - 9/8, Indonezja.

Sierpień:
"Bangkok romantycznie" - 2/2, Tajlandia.
"Penang - Kurczaki atakują!" - 3/3, Malezja.

Wrzesień:
"Bintam III - Relaks totalny" - 2/1, Indonezja, prom.
"Hongkong + Makao" - 4/3, niby-Chiny, samolot + prom.

Październik:
"Jakarta dla ciekawskich" - 1.5/1, Indonezja, Java.

Listopad:
"Phuket + Phi Phi - Island hopping" - 5/4, Tajlandia, samolot + prom.
"Lake Toba - Relaks dla zabieganych" - 3/2 Indonezja, Sumatra, samolot + taksówka + prom.
"Sajgon - Pożegnanie sezonu" - 3/3, Wietnam.

Grudzień:
"Święta na łonie stęsknionej rodziny (drugie)" (Krz 19/18, Son 14/13, Polska).

* (4 dni / 3 noce)
** Jeśli nie podano inaczej, lecieliśmy samolotem.

komentarze(0)

son, 30.11.2009, 11:09.56

915. Ucieczka ze złotej klatki

Sumatra to jedna z 17 508 wysp Indonezji. Jest wielkości Francji.
Na Sumatrze znajduje się wiele wulkanów. Krater jednego z nich wypełnia jezioro.
Jezioro Lake Toba jest dokładnie 10 razy większe od naszych Śniardw. Nie wliczając w to wyspy, która leży w samym środku krateru.
Wyspa Samosir wielkością niemal dorównuje Singapurowi. Kiedyś nawet go przerastała, ale Singapur rośnie, a Samosir nie.
Niegdyś docierało tu mnóstwo turystów, ale dziś liczne ośrodki wypoczynkowe wyglądają, niczym po upadku cywilizacji. Przetrwały tylko małe rodzinne pensjonaty i kameralne bary.
Mieszkają tu Batakowie, jeszcze przed stu laty kanibalowie (tak przynajmniej twierdzi Wielki Boss), dziś protestanci. Są niezwykle sympatyczni i rozmowni.
Przyjechaliśmy tu na 3-dniowy weekend i, gdyby tylko nie zabójcza podróż, byłoby to najwspanialsze miejsce na odtrutkę po złotej klatce Singapuru.

komentarze(0)

son, 30.11.2009, 11:09.56

914. Egzotyka na równiku

Krz (rozentuzjazmowany): Son, jest super! To jest najzimniejsze miejsce w okolicach Singapuru, w jakim byliśmy. Kaukazi powinni przyjeżdżać tutaj "do wód".
Son (sceptyczna): "W okolicach"? Dwie godziny lotu, pięć godzin taksówką i pół godziny promem!
Krz (niezmieszany): Ale będziemy spali pod kocykiem. Co za egzotyka!

A następnego dnia, wracając przez półtorej godziny w deszczu na wypożyczonych skuterach, zmarzliśmy tak, że nawet Krz odechciało się egzotyki...

komentarze(0)

son, 30.11.2009, 11:09.56

913. Jak nie urok...

Son (myjąc zęby przegląda się w lustrze): Wczoraj miałam tu taki siwy włos... Ciekawe gdzie się podział...
Krz (niewzruszony): Może wyłysiał.

komentarze(0)

son, 30.11.2009, 11:09.56

912. Z cyklu: Krz pyta

- Najgorszy moment podczas studiów? To chyba wtedy, kiedy na egzaminie miałam napisać esej na temat wpływu programistów na przebieg wyborów w Singapurze. Właśnie wtedy dowiedziałam się, że w Singapurze są jakieś wybory.

komentarze(0)

son, 30.11.2009, 11:09.55

911. Z cyklu: Pierwsze wrażenia

Krz po wyjściu z pierwszej toalety na indonezyjskiej Sumatrze:
- Trzydzieści lat już żyję, ale z takiej toalety to jeszcze nie korzystałem*.

* Rzeczony przybytek wyposażony był w metalową kratkę w rogu wyłożonej kafelkami podłogi (coś jakby prysznic)...

komentarze(1)

son, 30.11.2009, 11:09.55

910. Wielki Boss i kobieta udomowiona

Wielki Boss wzywa mnie do swojego gabinetu.
- Ch. jest dziś na zwolnieniu, tak? - pyta na wstępie ni w pięć ni w jedenaście.
Przytakuję.
- Istnieje taka teoria, że odkąd kobiety stały się bardziej udomowione [domesticated], co raz trudniej znoszą ciążę i ciągle muszą brać zwolnienia z pracy.
Wytrzeszczam oczy. Milczę.
- A powinno być wręcz przeciwnie. Bo kobieta podczas ciąży jest u szczytu swoich możliwości. To przez hormony. Wszystko dlatego, że musi wtedy chronić swoje dziecko. A tymczasem idzie na zwolnienie.
Milczę. Wytrzeszczam oczy.
- Sonia, czy w Polsce też tak jest?

komentarze(0)

son, 30.11.2009, 11:09.55

909. Z cyklu: Wielki Boss ostrzega

- Powszechnie wiadomo, że charakter człowieka ujawnia się podczas następujących czynności: gry w golfa, gry w madżonga oraz przeprowadzki biura. Więc kiedy będziecie pakować i rozpakowywać wasze rzeczy, the two day man* będzie was pilnie obserwować.

* Spotkaliście się kiedyś z takim wyrażeniem? Z szerszego kontekstu wynika, że Wielki Boss określa w ten tajemniczy sposób samego siebie.

komentarze(0)

son, 30.11.2009, 11:09.55

908. Z cyklu: Koledzy komentują

- Gryshnk*, czy w waszym kraju to wszyscy podróżują tyle co wy?

* To aktualna wymowa imienia Krz.

komentarze(0)

son, 30.11.2009, 11:09.55

907. Bichos raros do kwadratu

Jako "ci dziwni", nie musimy się już niczym przejmować. No bo czym?
Skoro jesteśmy "tymi Kaukazami" (jedynymi białymi na całym osiedlu), równie dobrze możemy być "tymi Kaukazami jeżdżącymi na rolkach", "tymi Kaukazami robiącymi na rolkach zakupy", "tymi Kaukazami kupującymi na rolkach gazowaną wodę mineralną w puszkach"* (i tak dalej).

* Pewnie, że lepiej byłoby w butelkach, ale takiej nie ma.

komentarze(0)

son, 30.11.2009, 11:09.55

906. Moja Azjatycka Korporacja - On ukradł, czy jemu ukradli?

Oj, zmieniłam się przez ten ostatni rok, zmieniłam.
Kiedy rok temu Wielki Boss zarzucił mi popełnienie błędu (chodziło o wysłanie klientowi pliku w formacie, którego nie miał możliwość otworzyć), najpierw zaniemówiłam z oburzenia, a potem prostowałam, protestowałam, tłumaczyłam. Słowem - pazurami walczyłam o dobro mojego imienia.
Gdy wczoraj, w obecności całego zespołu, Wielki Boss wypomniał mi ową rzekomą omyłkę sprzed roku (gdybym tak nie nie obstawała przy swoim, na pewno dawno by już o niej zapomniał), nawet nie mrugnęłam okiem. Co tam moja reputacja, najważniejsze że mam materiał na kolejną notatkę!

komentarze(0)

son, 30.11.2009, 11:09.54

905. Po czemu te pomidory?

Mam na targu takiego zaprzyjaźnionego sprzedawcę. Jego podstawową zaletą jest to, że jego stoisko czynne jest jeszcze, gdy wracam z pracy. Największej radości dostarcza mi jednak sam sposób robienia zakupów. Wygląda to mniej więcej tak:
- Dobry wieczór, weźmie pani szuszuszu? - wręcza mi jakieś chińskie zielsko.
- Dobry wieczór, nie, dziękuję.
- To może szaszasza?
- Poproszę sałatę.
- Dwie? - już trzyma w ręku dwie główki.
- Jedną. A ma pan małe pomidory?
- Dam pani duże, są bardzo smaczne.
- A są małe?
- Nie, skończyły się.
- A szparagi? - ukradkiem wkładam do koszyka dwie cukinie.
- Już pani podaję. Pani weźmie to - podaje mi torebkę fioletowej sałaty. - Tylko dwa dolary. Rano liczę trzy i pół.
- Prosiłam o szparagi.
- Przecież już daję - wymuje z lodówki dwa pęki o przekroju mojego uda. - Ile pani chce?
- No, niech będzie półtora.
- Dam pani dwa, policzę taniej.
Decyduję się na trzymaną cały czas w ręku fioletową sałatę.
- A weźmie pani papaję?
- Nie, dziękuję.
- To marchewkę - torebka marchewki ląduje w moim koszyku. Wyjmuję ją uprzejmie.
Sięgam po cytrynę. Sprzedawca natychmiast dorzuca mi jeszcze dwie.
- Trzy za dolara.
- Bakłażana?
- Nie, to już wszystko.
- Szaczaszaszę?
- Nie, dziękuję. Robię zakupy tylko na trzy dni.
Ten argument chyba do niego trafia. W pamięci podlicza rachunek.
- A może jednak papaję? - dorzuca po zakończeniu obliczeń.

komentarze(0)

son, 30.11.2009, 11:09.54

904. Cholerny kogut!

- Jak znajdujecie takie fajne hotele? - pytacie.
To proste: szukamy w przewodniku, a potem czytamy recenzje w Internecie, wybieramy, korespondujemy i rezerwujemy.
- I co? Sprawdza się? - zastanawiacie się.
I to jak!
***
Przełożony Krz, A., wybrał się na wycieczkę do Wietnamu. Wcześniej przezornie zarezerwował nocleg. Jak zwykle sprawdził recenzje na "TripAdvisor"*. Hotel zapowiadał się znakomicie. Ostatni z gości zachwycony był i obsługą, i czystością, i widokiem, ba, nawet wielkością pokoju (a to nie zdarza się często). Narzekał tylko na "tego cholernego koguta, który w przeraźliwy sposób pieje codziennie o czwartej nad ranem".
- To jakiś kretyn! - niepochlebnie pomyślał o recenzencie A. i ruszył w drogę.
Następnego poranka o godzinie 4:05 wyrwał go z głębokiego snu koszmarny dźwięk. Pierwsza myśl A. była następująca:
- Jestem ostatnią osobą, którą obudził ten cholerny kogut, bo zaraz wezmę siekierę i...

* To takie miejsce w Internecie, gdzie znaleźć można najnowsze (i fascynująco szczegółowe) doniesienia podróżników na temat odwiedzonych miejsc.

komentarze(0)

son, 30.11.2009, 11:09.54

903. Z cyklu: Son egzotyczna

Wchodzę ci ja rano do Mojej Azjatyckiej Korporacji a tam, na podłodze, dwucalowy karaczan wita mnie ruszając wąsiskami. Rozglądam się po biurze. Jest! Ktoś już (a może jeszcze) siedzi przed monitorem.
- Możesz zabić karalucha? - rozpaczliwie rzucam ni to pytanie, ni to rozkaz.
- Can - kolega bez pośpiechu udaje się po kartkę papieru, a następnie znika za rogiem.
Niespokojnie nasłuchuję odgłosów walki, panuje jednak złowroga cisza.
- Sonia, czyżbyś bała się karaluchów? - dziwi się mój dobroczyńca po powrocie z akcji.

komentarze(0)

son, 30.11.2009, 11:09.54

902. Z cyklu: Przesądy chińskie

Zawsze zamiataj od drzwi wejściowych, bo inaczej wymieciesz szczęście z domu.

komentarze(0)

son, 30.11.2009, 11:09.54

901. Z cyklu: Kaukaskie dowcipy

Odwiedzający Singapur kolega wręcza Krz przywiezioną z Polski "Politykę". Krz, który zna już ten numer tygodnika z innych źródeł, z udawanym zaciekawieniam przewraca kartkę po kartce.
- Hej, co ty mi tu dajesz! Przecież to jest w Singapurze zakazane! - znalazwszy w końcu odpowiedni artykuł ogłasza teatralnie.
- Zakazane? Zakazane? - siedzący nieopodal J. natychmiast rzuca się na czasopismo.
Równie szybko - głęboko skonfundowany - cofa się za swoje biurko. Po chwili jednak dochodzi do siebie i zdjęcie świecących gołymi pośladkami striptizerów podsuwa pod nos zaciekawionej S.

komentarze(0)

son, 24.11.2009, 1:18.04

900. Wielki Boss pyta (tym razem nie mnie)

P.K. to panienka z dobrego - i bogatego - domu. Ubiera się ze smakiem, wyraża prawie po angielsku i (jako jedna z nielicznych) nosi tytuł magistra.
- P.K., twój tata pracuje w Hong Kongu... Jak często przyjeżdża was odwiedzić tutaj? Raz na trzy miesiące? A nie tęsknisz za nim?
- Tęsknię za jego pieniędzmi. (I miss his money.)

komentarze(0)

son, 24.11.2009, 1:18.04

899. Po wakacjach

Czy wszystkie nasze wakacje tak wyglądają? - zastanawiacie się ze zgrozą.
Nie. Zwykle w czasie wakacji wysypiamy się nieco bardziej.
Tym razem do pracy poszliśmy kompletnie nieprzytomni. Ja zapomniałam odbić karty, co odkryłam dopiero wychodząc z pracy wieczorem, a Krz jeszcze przed południem zdołał rozsiać po kampusie laptopa, notes i kubek (każdy z rekwizytów oddzielnie). Przez resztę dnia na wszelki wypadek nie ruszał się zza biurka.

komentarze(0)

son, 24.11.2009, 1:18.04

898. Tajlandia: Dzień V,

czyli wakacje z biurem podróży Son i S-ka
Wyprowadzka z bambusowych domków.
Snorklowanie na pobliskiej plaży. Ryby tęczowe, ryby w żółto-niebieskie paski, ryby różowe, ryby kanarkowe. Ryby szare (za to w ławicach). Rekinów nie było (a miały być, ale niegroźne).
Long tail boat do portu.
Osiemnasty kokos bimona.
Prom do Phuket.
Bus do hotelu.
Taksówka na lotnisko.
Samolot do Singapuru / Bangkoku.
Autobus do metra.
Metro do domu.
Spać (1:30 nad ranem).
Ufff...

komentarze(0)

son, 24.11.2009, 1:18.04

897. Tajlandia: Dzień IV,

czyli wakacje z biurem podróży Son i S-ka
Bezowocne oczekiwanie na zamówioną wycieczkę po rafie koralowej (długoogoniastą łodzią).
Kokosy, kokosy, kokosy.
Kolejne kokosy.
Wyprawa na drugi koniec wyspy przerwana w zaczątku.
Upolowanie wycieczki po rafie koralowej (motorówką z silnikiem wielkości sporej lodówki).
Snorklowanie, snorklowanie, wycieczka na plażę z filmu "The Beach", snorklowanie. Niebieskie kolczaste rozgwiazdy. Rodzina mątw. Jeszcze więcej "rybek Nemo".
Kolacja "na mieście". Wyborny ryż w ananasie.
Piekielny łomot do drugiej nad ranem.

komentarze(0)

son, 24.11.2009, 1:18.03

<< nowsze notatki | starsze notatki >>