mrowisko.net/xinjiabo
szukaj w notatkach
mapa
drukuj
singapur -> grudzień 2008
Nowe zdjęcia z Kluang i hinduskiego święta Thaipusam w Singapurze.

Jeśli wpiszesz tutaj swój mail, będziemy informować cię o nowych notatkach.


dość robactwa!

<< nowsze notatki | starsze notatki >>

242. Totalizator świąteczny

Ciekawe, gdzie też rozwinie się pleśń w czasie naszej świątecznej nieobecności...

Przyjmujemy zakłady.

komentarze(0)

son, 18.12.2008, 15:59.46

241. Klątwa

Tą notatkę dedykuje tym, którzy pamiętają, jak bardzo starałam się uczestniczyć w spotkaniach pracując w Warszawie.

9:00 Punktualnie rozpoczynam dzień pracy.
9:10 Dowiaduję się, że mam sporządzić notatki z piątkowego spotkania z inwestorem.
9:15-10:30 Mozolnie przygotowywuję notatki z dwugodzinnego zebrania, na którym... nie prowadziłam notatek.
11:05 Wołają mnie na spotkanie. To architekci krajobrazu - pomylili godzinę, mieli przyjść po południu. Materiały na spotkanie nie są przygotowane. Lekki popłoch.
12:15 Konsultuję sporządzone na spotkaniu notatki (wciąż wiele spraw umyka mi ze względu na język).
13:00 Dowiaduję się, że - zamiast na lunch - ruszamy właśnie do urzędu, by skonsultować zagadnienia dotyczące schronów domowych w naszym projekcie.
14:20 Szybko i sprawnie przygotowywuję materiały na kolejne spotkanie.
14:30-16:45 Spotkanie z branżystami. Pilnie prowadzę notatki.
17:05 Rozsyłam branżystom materiały, o które dopominali się w trakcie spotkania.
17:15 Zabieram się za sporządzanie notatek (póki pamiętam, czego nie zrozumiałam).
17:25 Zostaje zwołane zebranie całego biura. Wielki Boss tłumaczy nam, dlaczego premie świąteczne będą w tym roku niższe, dlaczego nie pojedziemy na firmową wycieczkę oraz dlaczego noworoczny obiad z tańcami zastąpiony został banalnym obiadem.
18:30 Uciekam. Notatki sporządzę jutro...

PS. Następnego dnia czekało mnie kolejne spotkanie (18:15-20:30), na którym szczegółowo omówiliśmy spotkanie z dnia poprzedniego (to ostatnie).

komentarze(0)

son, 18.12.2008, 15:59.46

240. Ciężkie życie robotnika

Robotnicy budowlani nie mają lekko w Singapurze. Są jednymi z nielicznych pracowników pozbawionych zdobyczy klimatyzacji. Mieszkają w zapyziałych barakach rozrzuconych gdzieś na dalekich przedmieściach. Do pracy dowożeni są w przyczepach ciężarówek, luzem, niczym materiały budowlane. Pracują do późna w nocy, także w niedziele i święta, gdyż singapurski ustawodawca dba o interes inwestorów, a nie hinduskich emigrantów.

Nic więc dziwnego, że, kiedy to tylko możliwe, starają wyrwać się z pracy. Znajdują wtedy odpowiednio zacienione i wietrzne miejsce (ławka, huśtawka, portal), by natychmiast zapaść w zasłużony sen.

komentarze(0)

son, 18.12.2008, 15:59.46

239. ON/OFF

Singlish:
Can on light, aah?

English:
Could you turn on the light, please?

Angielskie określenia "on" i "off" przyjęły w Singapurze funkcje czasowników (porównaj notatka 206).

komentarze(0)

son, 18.12.2008, 15:59.46

238. Jak duży jest twój kościół?

Od czasu do czasu zdarza mi się jadać lunch w towarzystwie mniej lub bardziej znajomych Chińczyków. Tym razem byli to Chińczycy zdecydowanie mniej znajomi - także dla siebie nawzajem. Ku mojemu osłupieniu obracała się wokół tematu kościołów, a dokładniej - ich rozmiarów. Szło to mniej więcej tak:

- So, how big is your church?
- We have 300 hundred members and 200 visitors, lah.
- Aah, aah.
- And how big is your church, aah?
- Our church is planning to move to a bigger place, aah!
- Aah! Aah!

komentarze(0)

son, 18.12.2008, 15:59.46

237. Gekon domowy

Krz rozpoznaje już naszego domowego gekona (rzekomo po ogonie). Jednak czy to obca, czy znajoma, jaszczurka jest stworzeniem nerwowym. My także.

Bo jak tu zachować spokój i godność, gdy z szuflady, do której sięgamy po aspirynę, czmycha coś przypominającego termometr?

komentarze(0)

son, 18.12.2008, 15:59.46

236. Fatamorgana z coca-colą

Ileż to razy marzyliśmy, żeby na alpejskiej przełączce powitał nas automat z zimnymi napojami. Niestety, takie obiekty pojawiały się tylko w naszych sierpniowych fatamorganach.

Ach, gdybyż Alpy leżały w Singapurze...

komentarze(0)

son, 18.12.2008, 15:59.45

235. Ciężka artyleria

Zakupowaliśmy świątecznie, a nasze plecaki rozrastały się w oczach (oraz w szwach). Każda zmiana kierunku w wąskich alejkach chińskich sklepików groziła katastrofą. Nasze żądne mordu plecaki tratowały dziesiątki uśmiechniętych Buddów, łamały pawie pióra, siały postrach wśród sprzedawców.

A im więcej rozrabiały nasze plecaki, tym więcej musieliśmy kupować, by na wykrzywionych twarzach sklepikarzy znowu zagościł uśmiech, a groźne szczerzenie zębów ustąpiło uprzejmemu kiwaniu głową.

Im więcej zaś kupowaliśmy, tym bardziej agresywne stawały się nasze plecaki.

komentarze(0)

son, 18.12.2008, 15:59.45

234. Let it snow

Rozbrzmiewające zewsząd kolędy nijak się mają do singapurskiego klimatu oraz do azjatyckich realiów. To tak, jakby od połowy listopada cała Polska grzmiała ludowym repertuarem pieśni dożynkowych z RPA: "Kopmy bulwy naszych ziemniaków, a ciepły pot niech zrosi nasze umęczone karki" (albo coś na tę nutę).

I dlatego Krz z przekąsem nuci pod nosem "Let it snow, let it snow, let it snow..." (szczególnie w klimatyzowanych pomieszczeniach).

komentarze(0)

son, 18.12.2008, 15:59.44

233. Trasa międzyparkowa

Monsun jak zwykle próbował nas oszukać. Tym razem zelżał, gdy tylko zbliżyliśmy się do wrót muzeum. Zorientowaliśmy się jednak w porę i - zamiast na wystawę - ruszyliśmy w tany po okolicznych parkach.

Parki te zostały połączone w jedną dużą całość przy pomocy serii mostów, pomostów i pochylni, pozwalających na pokonanie mniej przyjaznych pieszym odcinków.

Trasa była bardzo widokowa, a urozmaicały ją zjeżdżające po latarniach małpy, stawy, w których wypatrywaliśmy żądnych żarcia żółwi, połączony z piknikiem dobroczynnym koncert kolęd w wykonaniu chóru oraz niepokój, czy uda nam się wydostać z parkowej sieci zanim zapadnie noc.

komentarze(0)

son, 18.12.2008, 15:59.44

232. Na kogo wypadnie

Poniesione straty skłoniły nas do podjęcia usystematyzowanych badań terenowych. Wyłoniona na prędce komisja odnotowała następujące miejsca występowania pleśni domowej: podeszwy butów do garnituru, plastikowe sandały, plecaki, sakwy rowerowe, torba ze sprzętem wspinaczkowym oraz żakiet.

Komitet naukowy ustalił, że grzyb rozwija się najchętniej na nieco przybrudzonych powierzchniach przy swobodnym dostępie powietrza.

Wniosków nie odnotowano.

komentarze(0)

son, 18.12.2008, 15:59.44

231. Pleśń domowa

Najnowsze ogniska pleśni rozwinęły się - o zgrozo! - na naszych kurtkach. Grzyb był tak rozrośnięty, że - gdybyśmy tylko dysponowali takim sprzętem – można by go kosić kosiarką ogrodową..

Nie przeboleliśmy jeszcze do końca utraty kurtek, gdy odkryliśmy dorodną srebrzystą szczecinę porastającą wnętrza naszych butów.

Co będzie dalej? Codziennie rano z niepokojem przeglądamy się w lustrach.

komentarze(0)

son, 18.12.2008, 15:59.43

230. Karpie przedwigilijne

Wieczorny spacer po ogrodzie botanicznym zakończyliśmy rytualnym karmieniem ozdobnych karpi (i innych wąsaczy). Zakupiona zawczasu karma okazała się przeznaczona dla ryb mniejszego kalibru, a jej gramatura odpowiednia raczej dla neonków, niż dla karpi, z których każdy był wielkości podwójnej bagietki (czyli fluta). Nieszczęsne karpie strasznie opiły się wody, usiłując odfiltrować drobinki czerwonego suszu.

Podkarmiwszy karpie przeszliśmy do rozrywek bardziej wyrafinowanych, czyli do karpi głaskania. Nie jest to trudne - wystarczy zajętą odławianiem karmy rybę zajść od tyłu.

Następnie położyliśmy się na brzuchach i podziwialiśmy wytrzeszczone karpie oczy z odległości kilkunastu centymetrów. Mijający nas Chińczycy także mieli nieco wytrzeszczone ślipia.

komentarze(0)

son, 18.12.2008, 15:59.43

229. Zupa wykrztuśna

Okazuje się, że nie tylko syropy bywają wykrztuśne: wykrztuśna może być także zupa.

Do zup wykrztuśnych właśnie należała wegetariańska laksa*, którą Krz zamówił na obiad. Po każdej kolejnej łyżce oczy zachodziły mu łzami, a twarz nabierała koloru pomidora, ale wewnętrzne przekonanie, że "ta zupa zrobi mi dobrze" kazało mu wysiorbać potężną porcję laksy prawie do dna.

Wykrztuśne działanie zupy okazało się długotrwałe i urok został zażegnany dopiero przy pomocy tajemniczych zielonych pigułek sprzedawanych na wagę przez chińskiego znachora.

* Laksa - potrawa kuchni perankańskiej (czyli chińsko-majalskiej) - warzywno-pomidorowy wywar zabielany mlekiem kokosowym, szczodrze doprawiony chili, z dodatkiem ryżowych klusek, sojowych kiełków, krewetek, ryb i na pewno czegoś jeszcze.

komentarze(0)

son, 18.12.2008, 15:59.43

228. Języki teściowej

Projekt zieleni został odrzucony przez dewelopera. Nie spodobały się Języki Teściowej (Lengua de Suegra, czyli doniczkowa Sansewiera). Roślinki miały zbyt ostro zakończone liście, a to jest bardzo nie Feng Shui.

komentarze(0)

son, 18.12.2008, 15:59.42

227. Dwie Słowianki

Cotygodniową rozrywką są u mnie w pracy prezentacje materiałów budowlanych. Tym razem produkt (ażurowe płytki z konglomeratu kamiennego) prezentowała młoda Rosjanka w postaci długonogiej tlenionej blondynki z artylerią makijażu na słowiańskiej twarzy. Po chwili wahania wybrałyśmy lokalny wariant i dokonałyśmy rytualnego oburęcznego wręczenia i przyjęcia wizytówek.

komentarze(0)

son, 18.12.2008, 15:59.42

226. Skutki uboczne

Obowiązujące w stosunkach pracy hierarchia i czołobitność mają swoje skutki uboczne decydujące o lokalnym stylu pracy. Wyuczony latami praktyki pracownik pracowicie omija potencjalne problemy, osiągając w tym stopień mistrza slalomu giganta. Gdy problem wreszcie ujrzy światło dzienne (najczęściej zupełnie dosłownie - w trakcie budowy), ostatnia w szeregu duszyczka rozwiąże go samodzielnie, metodą wynikową i chałupniczą, tak żeby przypadkiem nie zaryzykować dyskusji z przełożonym lub - ratuj się kto może - krytyki cudzego projektu.

komentarze(0)

son, 18.12.2008, 15:59.42

225. Zostanę kamieniem

Kiedy siedzę tu i teraz (czyli w pracy, w piątek, o godzinie 20:45), słuchając historii o tym, jak mój szef projektował swoją pierwszą w życiu kuchnię, a także o tym, jakie opóźnienie w wypłacaniu pensji miały miejsce w czasie ostatniego wielkiego kryzysu, boleśnie świadoma tego, że - ze względu na szereg spotkań - nie udało mi się dziś zjeść lunchu, zaczynam rozumieć postawę otaczających mnie Azjatów.

Trwać niczym spokojny głaz opływany przez rwącą rzekę.

komentarze(0)

son, 18.12.2008, 15:59.42

224. Stroje codzienne

Każda z zamieszkujących Singapur nacji ma swój styl ubierania się. Hinduski noszą kolorowe szaty z mnóstwem błyskotek (zupełnie niczym z hinduskiego sklepu). Hindusi zapuszczają wąsy, przywdziewają archaiczne spodnie oraz paskudne koszule z nadrukami na plecach. Malajki-Muzułmanki zakładają powłóczyste tuniki, luźne szarawary i nieodłączne chusty - wszystko w idealnie dobranym zestawie kolorystycznym. A Chińczycy i Chinki ubierają się koszmarnie brzydko.

komentarze(0)

son, 18.12.2008, 15:59.42

223. Szampańska opozycja

W czasie porannego szczytu Singapurczycy za punkt honoru stawiają sobie pozostanie wewnątrz wagonu metra. I tak wyjście na peron blokuje szereg ledwo trzymających się na nogach osobników, podczas gdy zakorkowany tłum wyciska się na zewnątrz niczym bąbelki z butelki szampana.

komentarze(0)

son, 18.12.2008, 15:59.42

<< nowsze notatki | starsze notatki >>