mrowisko.net/xinjiabo
szukaj w notatkach
mapa
drukuj
singapur -> grudzień 2009
Nowe zdjęcia z Kluang i hinduskiego święta Thaipusam w Singapurze.

Jeśli wpiszesz tutaj swój mail, będziemy informować cię o nowych notatkach.


dość robactwa!

<< nowsze notatki | starsze notatki >>

971. Z cyklu: Wielki Boss powiada

- Dobre rzeczy nigdy nie są tanie, tanie rzeczy nigdy nie są dobre, a darmowych rzeczy nie ma.

komentarze(0)

son, 18.12.2009, 10:27.03

970. Do domu wracać już czas!

Dobrze się stało, że nadchodzą święta. Już najwyższy czas, by odświeżyć naszą polszczyznę.
***
- Patrz Krz, to przypomina mi tę... no tę... no! religijną skrzynkę - zachwycałam się współczesną sztuką rodem z Filipin.
Na myśli miałam "kapliczkę".
***
Tego samego dnia wieczorem Krz znienacka zamlaskał.
- Co robisz? - zaciekawiłam się nietypowym odgłosem.
- Z... s... zsiem tabletkę - wyartykułował Krz po dłuższym namyśle.

komentarze(0)

son, 18.12.2009, 10:27.03

969. Pluszak pluszakowi nierówny

Rozglądając się za prezentami dla co młodszych gwiazdkowiczów, odkryłam, że większość sklepów z pluszakami (i innymi stworami rodem z filmów animowanych) wcale nie jest przeznaczona dla dzieci. Śliczne zabawki kupowane są przede wszystkim przez nastolatki, i to obu płci. A sądząc po cenach, traktowane są jako obiekty iście kolekcjonerskie.

komentarze(0)

son, 18.12.2009, 10:27.03

968. Tabu i barbarzyńcy

Z tego, jakie tabu obowiązują w naszej kulturze, zdajemy sobie sprawę dopiero w zetknięciu z kulturą, w której owe tabu nie istnieją. Oto przykład:
Przypadłości, określane u nas jako "grypa żołądkowa" albo "zatrucie pokarmowe", w Azji nazywa się po imieniu bez skrępowania, także w towarzystwie dam. (Tu anegdotka na marginesie: nic tak nie zdziwiło S. do tego stopnia, jak "podejrzane" zachowanie polskich kolegów Krz, którzy uprzejmie przepuszczali ją przodem w drzwiach.)
Gdy pytam najbliższą toaletę, często (choć może nie w samym Singapurze) spotykam się w odpowiedzi z gestem upewnienia, że na pewno właśnie o toaletę mi chodzi. Jak wygląda taki gest? Naprawdę chcecie wiedzieć? To takie charakterystyczne machnięcie w dół nadgarstkiem ręki trzymanej w okolicy krocza.
I czyż to nieprawda, że poza Europą mieszkają sami barbarzyńcy?

komentarze(0)

son, 18.12.2009, 10:27.02

967. Z cyklu: Wielki Boss pyta

- Sonia, czy w Polsce mężczyzna musi zapłacić teściom za swoją przyszłą żonę?

komentarze(0)

son, 18.12.2009, 10:27.02

966. Zblazowana czwórka

Pamiętacie jeszcze, dlaczego Chińczycy nie lubią cyfry "4"? Bo brzmi tak samo, jak wyraz "śmierć". Malajowie za to za czwórką przepadają.
- A czemóż to? - dziwicie się skonfundowani.
Ano dlatego, że przypomina im ona nogę założoną na nogę. A wiadomo, że jak ktoś zakłada nogę na nogę, to odpoczywa, a nie pracuje.

komentarze(0)

son, 18.12.2009, 10:27.02

965. Z cyklu: singlish dla średniozaawansowanych

(plakat "BHP" przy basenie)
Help look out for users in distress

komentarze(0)

son, 18.12.2009, 10:27.02

964. Ciężki los dźwigowego

Oglądamy spektakl pod tytułem "Burza". Efekty specjalne przyprawiają nas o palpitacje. Leje, grzmi i błyska. Burza jest tuż nad nami. Jak dobrze, że zdążyliśmy wrócić ze spaceru!
Nasz sąsiad niestrudzenie zbiera deszczówkę. Używa jej do podlewania kwiatków doniczkowych. O, a teraz myje im liście. My kontemplujemy.
- Ciekawe, co robi w czasie takiej pogody dźwigowy? - zatroskał się znienacka Krz.

komentarze(0)

son, 18.12.2009, 10:27.02

963. Z cyklu: Wielki Boss komentuje

- Zawsze przydzielam moim podwładnym więcej pracy niż są w stanie udźwignąć. Tylko wtedy pracują wydajnie.

komentarze(0)

son, 18.12.2009, 10:27.02

962. Jak się nie ma, co się lubi...

Pobyt w Singapurze uświadomił nam, że człowiek zdolny jest przyzwyczaić się do wielu rzeczy, o które sam siebie nigdy by niepodejrzewał. Pod warunkiem, że rzeczy te powtarzają się często i nieustępliwie, a alternatywy jakoś nie widać na horyzoncie.
Przykłady? Proszę bardzo.
Można przyzwyczaić się do Wielkiego Bossa (choć to trochę boli).
Można przyzwyczaić się do pracy w soboty (wtedy bardziej docenia się niedziele).
Można przyzwyczaić się do jazdy na rolkach w temperaturze 30 stopni (pić, pić, pić).
Można przyzwyczaić się do spacerków "po lesie", po których człowiek przypomina kiepsko wyżętą ścierkę (zawsze lepsze to niż integracyjny obóz survivalowy).
Można przyzwyczaić się do odchodów gekona, które pojawiają się w najmniej oczekiwanych miejscach (gdzie chusteczki?).
Można przyzwyczaić się do pleśni regularnie wyrastającej na ulubionych sandałach (po co zaglądać do środka obuwia?).
Można przyzwyczaić się do notorycznie zatęchłych ręczników (wstrzymaj oddech na czas wycierania).
Można przyzwyczaić się do do astronomicznych cen alkoholu (wypijesz - zapomnisz).
Można przyzwyczaić się do nieustannego świecenia białą kaukaską twarzą (to tak, jakby chodzić na co dzień w złotej koronie).
Przyzwyczaić się można nawet do wszechobecnego harmidru i jazgotu: do pianina sąsiadów, do odgłosów wypłaszania duchów przy pomocy metalowych talerzy, do podwórkowych zabaw niesionych echem blokowiska, do hinduskich przebojów odgrywanych na telefonach komórkowych w metrze, do przekupkowych rozmów singapurskich auntie, do krzyczanych pogawędek chińskich robotników, do piskliwych śmiechów indonezyjskich maid... Do tego stopnia, że - jak donosi z Warszawy Krz - polska cisza jest paraliżująca i w ogóle nie można się skoncentrować!
Oczywiście istnieją też rzeczy, do których przyzwyczaić się nie sposób.
W tej wyliczance Wielki Boss znowu zajmuje pierwszą pozycję (a jeszcze wczoraj myślałam, że mam go pod paznokciem, agh!).
Nie sposób przyzwyczić się do wolnego tempa chodu Singapurczyków, a już szczególnie do tej niepojętej logiki, która każe im gigantycznym susem wpychać się przed was w kolejce do bramki metra, tylko po to, by za chwilę zablokować wam przejście na schodach ruchomych.
Nie udało nam się również zaakceptować charkających, prychających, bekających, siorbających, szurających i pociągających nosem Chińczyków (tfu, na psa urok!).
No i ten brak podstawowych produktów spożywczych! Przaśnego pieczywa, dosadnego chrzanu, fikuśnych pieczarek w occie, przebojowych ogórków kiszonych, dostojnych serów wędzonych, kojącego kefiru i wszelkich innych potraw kwaśnych, pieprznych i gorzkich.

komentarze(0)

son, 18.12.2009, 10:27.02

961. Z cyklu: Dowcip głupi, ale własny

Jak sprawić, by Singapurczyk poderwał się do biegu?
Zwolnić miejsce siedzące na drugim końcu wagonu metra.

komentarze(0)

son, 18.12.2009, 10:27.02

960. Ulotny kabanos

- Son, przy komputerze S. śmierdzi kabanosem, chociaż wszyscy uważają, że to palona guma - doniósł Krz. - Przez cały dzień obwąchiwaliśmy stanowiska pracy, ale nic nie wykryliśmy.
- A nie możecie przestawić komputera, żeby sprawdzić, czy to on śmierdzi? - przez Son także czasami przemawia głos rozsądku.
- Nie mogliśmy, bo był przypięty łańcuchem, ale w końcu zdobyliśmy klucz i przestawiliśmy.
- I co? - Son zaczęła się wciągać.
- I nic. Jutro znowu będziemy wąchać.

komentarze(0)

son, 18.12.2009, 10:27.02

959. Tego jeszcze nie było!

Grzyb w doniczkach pojawiał się już wielokrotnie.
Ale nigdy dotąd nie był to grzyb z kapeluszem!

komentarze(0)

son, 18.12.2009, 10:27.02

958. Przeszukanie z okazji świąt

Wieść gminna niesie, że jeden z naszych rodaków został zatrzymany na singapurskim lotnisku. Następnie zrewidowano także jego mieszkanie. Czymże biedak zawinił?
Niczym (w zasadzie). Po prostu przywiózł z Polski trochę świątecznych przysmaków. A posiadanie maku (także w formie makowca) jest w Singapurze zabronione.

komentarze(0)

son, 18.12.2009, 10:27.02

957. Pięć nietoperzy i inne gamonie

Wyczytaliśmy, że w chińskiej literaturze brwi porównywane są zwyczajowo do pięknych motyli albo do górskiego krajobrazu. Wyobraźcie to sobie tylko:
Przytaknęła znacząco, a jej brwi zafalowały niczym skrzydła egzotycznych motyli.
albo
Spojrzał na nią przeciągle. Odwzajemniła się uśmiechem, któremu przeczyły nieruchome brwi, niewzruszone jak zamglone pagórki.
Z miejsca zgodziliśmy się, że męskie brwi powinny być porównywane do skrzydeł ćmy. A może raczej do całkowicie porośniętego dżunglą najwyższego singapurskiego pagórka Bukit Timah? Idąc dalej tym tropem dowiadujemy się, że piękne zęby porównywane są w Chinach do "jasnego jadeitu", a urocze oczy - do pestek moreli.
Tak czy siak, aluzje do kształtu przedmiotów stanowią w Chinach kwestię drugorzędną. Większość symboli bazuje bowiem na zbliżonym brzmieniu przeróżnych pojęć.
Taki niewinny "nietoperz" (fu) wymawiany jest tak samo jak "szczęście". Pięć sztuk tych latających ssaków (czyli wu fu*) sugeruje pięć rodzajów (chińskiego) szczęścia (bogactwo, długie życie, cisza i spokój, cnota, życie bez chorób) i motyw nietoperzy jest z upodobaniem uwieczniany w postaci wzorka na niedzielnej zastawie.
Właśnie takie obrazkowe rebusy są - poza prezentacją kunsztu artysty, rzecz jasna - głównym przesłaniem tradycyjnej chińskiej sztuki użytkowej.
Malowidło przedstawiające owoc granatu, pas i kapelusz to subtelny sposób wyrażenia życzenia, by w rodzinie obdarowanego "godność urzędnicza przekazywana była z pokolenia na pokolenie".
Rycina z rybakiem sprzedającym karpie to inaczej "najlepsze życzenie wysokich dochodów oraz awansu społecznego".
A rysunek pająka bujającego się na własnej nici oznacza, że "radość wkrótce przyjdzie z nieba" - zapewne za pośrednictwem dobrze podkarmionych duchów przodków.

* Co jeszcze ciekawsze, ta sama fraza może, w międzynarodowym slangu, oznaczać Woke up Fucked up, czyli - w bardzo wolnym tłumaczeniu - obudzić się na kacu (za "Urban Dictionary").

komentarze(0)

son, 18.12.2009, 10:27.01

956. Moja Azjatycka Korporacja: Koszmary architekta

- Najgorsze w śnieniu o pracy jest to, że pracujesz i pracujesz, a jak się rano budzisz, to robota wcale nie posunęła się do przodu.

komentarze(0)

son, 18.12.2009, 10:27.01

955. Kokosowa młodzież

- Jak to nie słyszeliście nigdy o Norton Commanderze - Krz niedowierzał swoim współpracownikom. - Pokolenie naszych rodziców ciągle używa tego programu.
- Rodziców? Moi rodzice to uprawiają palmy kokosowe - wzruszyła ramionami koleżanka z Jawy.

komentarze(2)

son, 18.12.2009, 10:27.01

954. All about Wielki Boss

Mój bezpośredni przełożony idzie na urlop, a ja mam prowadzić spotkanie projektu, w którym "w zasadzie"* wcale nie uczestniczę.
- P., a może Wielki Boss pójdzie na to spotkanie? - sugeruję bez przekonania.
- Coś ty. On w ogóle nie jest zainteresowany tym projektem - wzrusza ramionami P.
- To po co był zainteresowany, żeby wziąć udział w projekcie? - pytam retorycznie.
- Cóż, jest żywo zainteresowany zyskiem, który projekt przyniesie. This is what it is all about - znowu udało mi się sprowokować P. do wyłożenia kawy na ławę.

* Patrz poprzednia notka

komentarze(0)

son, 18.12.2009, 10:27.01

953. Moja Azjatycka Korporacja - Siódmy Piekieł Krąg

- Sonia, mam dla ciebie nowinę - poinformował mnie mój bezpośredni przełożony.
- Agh - chrząknęłam uprzejmnie.
- Bierzemy udział w przetargu na kolejną partię wind. Na razie nie jesteś jeszcze w teamie, ale...
Zgodnie z przypuszczeniami P., dołączenie mnie do zespołu okazało się tylko kwestią czasu.
Nowy pakiet - poza dobudową dwudziestu siedmiu wind - zawiera również modernizację ponad tysiąca łazienek w singapurskich blokowiskach.
- Czy - będąc architektem - można upaść jeszcze niżej niż projektując paskudne metalowe szachty windowe, które nijak nie pasują do równie brzydkich bloków, bo ich jedynym atutem jest niska cena? - zastanawiałam się niedawno.
Teraz już wiem, że można. Na przykład projektując obrzydliwe łazienki z paskudnym białym montażem i okropną armaturą, których jedyną zaletą - na pewno już odgadliście! - jest ich niska cena.

komentarze(0)

son, 18.12.2009, 10:27.00

952. Sama z tygrysami (ściennymi)

Krz już świętuje w Polsce, a ja wciąż tkwię w Mojej Azjatyckiej Korporacji.
To jeszcze nic. Wieczory spędzam sama z tygrysami. Ściennymi.
Takim właśnie mianem obdarzane są w Chinach gekony.
Bo takie waleczne? - zapytacie.
Nie. Dlatego, że - według ludowych wierzeń - sproszkowane zmieniają się w potężną truciznę.

komentarze(0)

son, 18.12.2009, 10:27.00

<< nowsze notatki | starsze notatki >>