luty 2010
styczeń 2010
grudzień 2009
listopad 2009
październik 2009
wrzesień 2009
sierpień 2009
lipiec 2009
czerwiec 2009
maj 2009
kwiecień 2009
marzec 2009
luty 2009
styczeń 2009
grudzień 2008
listopad 2008
październik 2008
Jeśli wpiszesz tutaj swój mail, będziemy informować cię o nowych notatkach.
dość robactwa!
<< nowsze notatki | starsze notatki >>
1111. Motyl w stanie larwalnym
Wyprzedzałam właśnie moim popisowym motylkiem kolejnego Azjatę, kiedy na mój tor wskoczyła ruda Angielka.
- Czy nie będzie pani przeszkadzało, jeśli... - zagadnęła uprzejmie.
- Ależ oczywiście, że nie - odparłam czym prędzej.
Nikt jeszcze nigdy nie zapytał mnie o to, czy może dzielić ze mną tor. Raczej wręcz przeciwnie: Azjaci stosują tu technikę "chicken-chicken" i niewzruszenie płyną wprost na zderzenie czołowe, dopóki nie zejdę im z drogi.
Angielka tymczasem włączyła turbo dopalanie i wyszło na jaw, że mój motylek... jeszcze nie do końca wykluł się z kokonu.
son, 03.03.2010, 3:30.00
1110. Z życia naukowca (2)
- Krz, zamknąłeś wczoraj swoje konto? - zapytała Son w przypływie czarnowidzenia.
- Nie.
- Jak to nie? Przecież miałeś zamknąć - oburzona Son aż podniosła wzrok znad długiej listy spraw niecierpiących zwłoki.
- Miałem, ale zapomniałem - rozbrajająco wyjaśnił Krz.
- A zapisałeś sobie, co masz zrobić jutro? - tknięta przeczuciem Son drążyła temat.
- Nie zapisałem - w głosie Krz nie było słychać nawet cienia skruchy. - Bo zapomniałem.
son, 03.03.2010, 3:30.00
1109. Z życia naukowca (1)
- Jak to? To już po północy? - zaabsorbowany naprawą klawiatury Krz zupełnie zatracił poczucie czasu.
- Aha - potwierdziła Son spod poduszki.
- To trzeba iść spać! - rozkazał samemu sobie Krz ukrywając szczątki klawiatury pod łóżkiem.
- Żeby rano wstać - uzasadnił po chwili.
- Żeby potem pójść spać - dokończył wywód gasząc światło.
son, 03.03.2010, 3:30.00
1108. Z cyklu: Wielki Boss komentuje (Europę)
- Londyn bardzo mnie rozczarował. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego Anglicy tak lubią te swoje stare budynki.
son, 03.03.2010, 3:30.00
1107. Czy wiecie, że...
Kameleon patrzy każdym okiem niezależnie, a odległość od interesującego go przedmiotu ocenia używając mięśni oka.
son, 03.03.2010, 3:30.00
1106. Z cyklu: Koledzy Singapurczycy pytają
- Sonia, naprawdę chodzisz rano na basen? A nie jesteś potem zmęczona przez cały dzień? Masz siłę pracować?
son, 01.03.2010, 4:46.38
1105. Gekon też człowiek
Krz (z naganą w głosie):
- Son, złaź stamtąd i nie strasz kobiety w ciąży!
(do Son wdrapującej się w rolkach na murek, żeby lepiej przyjrzeć się tłustemu okazowi gekona, któremu przez skórę brzucha prześwitywało białe jajo)
son, 01.03.2010, 4:46.38
1104. Z cyklu: Koledzy Filipińczycy komentują
- Singapurczycy zawsze na coś narzekają. Jak jest powódź i woda sięga do pół łydki, to już chcą, żeby "rząd coś z tym zrobił". U nas, dopóki możemy oddychać, to nie narzekamy. W końcu powódź to siła wyższa.
son, 01.03.2010, 4:46.38
1103. Ostatnia niedziela...
Ostatni weekend w Singapurze spędziliśmy robiąc wszystko po trochu.
***
Byliśmy w banku, by uporządkować różne sprawy (z umiarkowanym skutkiem).
Wypiliśmy tradycyjną kawę i zieloną herbatę w Sturbucksie (pełen sukces).
Wpadliśmy na zatłoczoną Orchard Road.
Przespacerowaliśmy się wzdłuż "karpiego brzucha", czyli zakola rzeki, które od lat przynosi szczęście chińskim kupcom.
Zwiedziliśmy wytwórnię eleganckich wyrobów z cyny i skusiliśmy się na niewielkiego cynowego krokodyla.
Odkryliśmy sklep z fascynującymi, zdalnie sterowanymi latawcami.
Zahaczyliśmy o zaturyszczone Chinatown.
Odwiedziliśmy znajomych, którzy zaprosili nas na francuski wieczór (panowała niezwykle francuska atmosfera; dopiero kiedy jeden z imprezowiczów odebrał telefon od swojego szefa, który kazał mu bezzwłocznie stawić się w pracy, przypomnieliśmy sobie, że jednak jesteśmy w Singapurze).
***
Przygotowaliśmy mrowiskową bazę na nowe podróżnicze notatki (to już wkrótce!).
Spontanicznym ruchem zdarliśmy antykaraluchowe siatki z okien, w wyniku czego przez kolejną godzinę bezskutecznie staraliśmy się usunąć z framug pokłady paskudnego kleju.
Zwiedziliśmy Changi Chapel, muzeum upamiętniające brytyjski obóz jeniecki w czasie okupacji Singapuru przez Japończyków.
Odbyliśmy pożegnalny przejazd naszą ulubioną trasą rolkową: z Changi Village, wzdłuż pasa startowego, aż do samego końca East Coast Parku.
Przez resztę niedzieli staraliśmy się ekspresowo odpocząć przed nadchodzącym tygodniem.
son, 01.03.2010, 4:46.38
1102. Z cyklu: A Wielki Boss wciąż pyta, pyta, pyta...
- Sonia, czy podobają ci się te budynki? No, te przed nami. Są takie toporne.
son, 01.03.2010, 4:46.38
1101. Z cyklu: Wielki Boss komentuje
- Nie jesteśmy w niebie. Jesteśmy tu, żeby wykonywać naszą pracę.
son, 01.03.2010, 4:46.38
1100. If I were a rich man...
Bóg to, czy święty Mikołaj?*
(z tablicy wotywnej w buddyjskiej świątyni)
Nazywam się A.B.C., mam 52 lata. Dla siebie życzę sobie szczęścia, bogactwa i zdrowia. Dla mojej żony, D.E.F., zamiawiam szczęście, zdrowie i zamożność.
* Im dłużej przyglądamy się bogobojnym chińczykom, tym bardziej utwierdzamy się w przekonaniu, że buddyzm dociera do Europy w wyjątkowo wysublimowanym wydaniu, które mało ma wspólnego z religijnością azjatycką.
son, 01.03.2010, 4:46.38
1099. Smacznego!
Zwołane z samego rana zebranie przeciągało się w nieskończoność. Wykorzystałam okazję, żeby poczęstować zgłodniałych uczestników wylosowanymi w świątecznej loterii czekoladkami.
N. uprzejmie wymówił się od poczęstunku:
- Sonia, jestem przeziębiony, nie mogę jeść słodyczy. Wiesz, dziś rano odksztuszałem taką żółto-zieloną flegmę.
son, 01.03.2010, 4:46.38
1098. Czy wiecie, że...
Zmysł węchu u monitorów (organ Jacobsona) mieści się w jamie ustnej, a zwierzęta te "węszą" wsuwając i wysuwając język.
son, 01.03.2010, 4:46.38
1097. Z cyklu: Straszne tropiki
Przeciskaliśmy się pomiędzy stolikami zatłoczonej ulicznej knajpy.
- Son, widziałaś?! - w głosie Krz satysfakcja mieszała się z obrzydzeniem.
- Nie... - uszczęśliwiona pozytywnym zakończeniem misji pocztowej Son nie zwracała uwagi na drobiazgi.
- Po tym człowieku chodzi karaluch! - radośnie doniósł Krz.
- Tresowany? - zaciekawiła się Son.
- Jak na tym filmie?! E, chyba jednak nie - zreflektował się Krz.
Przyjrzeliśmy się dokładniej. Nieduży karaczan przemierzał plecy zatopionego w lekturze mężczyzny. Kierował się w stronę prawego ramienia. A może raczej w stronę kubka parującej jeszcze kopi-si*?
* Kawa z cukrem i ze śmietanką
son, 01.03.2010, 4:46.37
1096. Z cyklu: Przesądy chińskie
Nie myj włosów w pierwszy i piętnasty dzień księżycowego miesiąca, bo doprowadzisz duchy do wściekłości.
son, 01.03.2010, 4:46.37
1095. Sklep ze śmiesznymi rzeczami
Nie da się ukryć, że przygotowania do naszej wielkiej wyprawy dostarczają nam sporo rozrywki. Duchem unosimy się już gdzieś nad stepami Patagonii.
- Son, byłem w takim sklepie dla żołnierzy - oświadczył zagadkowo Krz. - I tam jest mnóstwo śmiesznych rzeczy!
- Śmiesznych rzeczy... - powtórzyła jak echo Son.
- No! Przybory do makijażu, którymi można pomalować twarz na czarno albo zielono, maskujące siatki, kamizelki z tysiącem kieszeni... - zachwycał się Krz. - Ale są też bardziej praktyczne przybory: zestaw szczelnych pojemniczków, elastyczne troki do plecaka, płyny przeciw różnym owadom i całe morze talku.
son, 25.02.2010, 4:18.44
1094. Z cyklu: Koledzy Hindusi pytają
- Sonia, zwiedziłaś już tyle krajów, dlaczego nie wybierzesz się do Indii? - pyta K., Hinduska, inżynier z zaprzyjaźnionej firmy.
- Wiesz, K., zniechęca mnie to, że jest tam tylu biednych ludzi - odpowiadam szczerze.
- No tak, wszystko przez ten film [Slumdog Millionaire] - kiwa głową K. - A co? U was, w Polsce, to żyją sami bogaci ludzie?
son, 25.02.2010, 4:18.44
1093. Wyprawa pocztowa
Czy można się dorobić zakwasów w drodze na pocztę?
Można, jeśli poczta mieści się w innym kraju, a nadawca postanowił dźwigać przesyłkę na własnych plecach.
***
Czy można przekonać ochronę stacji metra, że plecak, z którego wystają łapa i pysk jaskrawozielonego pluszowego krokodyla, wyładowany jest "wyłącznie książkami"?
Można. Jak ma się na plecach ponad dwadzieścia kilo, to dar przekonywania znacznie wzrasta.
***
Czy można zdziwić malezyjskiego celnika?
Można, wystarczy szczerze wyjaśnić mu cel "przemytu" książek przez granicę.
***
Czy na poczcie, w której nie ma żadnej kolejki, można spędzić półtorej godziny?
Można, jeżeli paczki sporządza się na miejscu metodą do it yourself (czyli "zrób to sam").
***
Czy można dwukrotnie zmniejszyć objętość nadawanych paczek?
Można, wystarczy naciąć karton w odpowiednich miejscach i nadmiar zagiąć do środka pudła.
***
Czy, wysyłając paczki, można pięciokrotnie zaoszczędzić na koszcie przesyłki (albo jeszcze więcej)?
Tak, jeśli opłaty na poczcie malezyjskiej porównamy z opłatami za wysyłkę z Singapuru. Jeszcze więcej można oszczędzić porównując koszt wysyłki z kosztem przeprowadzki z pomocą profesjonalnej firmy spedycyjnej. A gdyby tak nadawać paczki DHL-em... Ah...
***
Czy po owocnym skorzystaniu z usług pocztowych można wywijać radosne hołubce?
Można. Gdy jest się lżejszym o 50 kilo kłopotliwego towaru, to można WSZYSTKO.
son, 25.02.2010, 4:18.44
1092. Wodospad frustracji
Im bliżej naszego wyjazdu z Singapuru, tym więcej osób postanawia się nam pozwierzać. Tak jakby sama informacja, że niedługo już nas nie będzie zwalniała ludzi z azjatyckiego obowiązku "zachowania twarzy". Tama pęka i składana latami gorycz wodospadem wylewa się prosto na nasze głowy.
- Na co narzekają singapurscy immigranci*? - zapytacie
Na przepracowanie.
Na zmęczenie.
Na samotność.
Na pustkę życiową.
* Tylko nie wyobrażajcie sobie tu przypadkiem londyńskich bankierów. Singapurscy immigranci to Hindusi, Indonezyjczycy, Tajowie, Malezyjczycy, Chińczycy, Filipińczycy, Japończycy i zaledwie garstka Kaukazów.
son, 25.02.2010, 4:18.44








