mrowisko.net/xinjiabo
szukaj w notatkach
mapa
drukuj
singapur -> najnowsze notatki
Nowe zdjęcia z Kluang i hinduskiego święta Thaipusam w Singapurze.

Jeśli wpiszesz tutaj swój mail, będziemy informować cię o nowych notatkach.


dość robactwa!

<< nowsze notatki | starsze notatki >>

1111. Motyl w stanie larwalnym

Wyprzedzałam właśnie moim popisowym motylkiem kolejnego Azjatę, kiedy na mój tor wskoczyła ruda Angielka.
- Czy nie będzie pani przeszkadzało, jeśli... - zagadnęła uprzejmie.
- Ależ oczywiście, że nie - odparłam czym prędzej.
Nikt jeszcze nigdy nie zapytał mnie o to, czy może dzielić ze mną tor. Raczej wręcz przeciwnie: Azjaci stosują tu technikę "chicken-chicken" i niewzruszenie płyną wprost na zderzenie czołowe, dopóki nie zejdę im z drogi.
Angielka tymczasem włączyła turbo dopalanie i wyszło na jaw, że mój motylek... jeszcze nie do końca wykluł się z kokonu.

komentarze(0)

son, 03.03.2010, 3:30.00

1110. Z życia naukowca (2)

- Krz, zamknąłeś wczoraj swoje konto? - zapytała Son w przypływie czarnowidzenia.
- Nie.
- Jak to nie? Przecież miałeś zamknąć - oburzona Son aż podniosła wzrok znad długiej listy spraw niecierpiących zwłoki.
- Miałem, ale zapomniałem - rozbrajająco wyjaśnił Krz.
- A zapisałeś sobie, co masz zrobić jutro? - tknięta przeczuciem Son drążyła temat.
- Nie zapisałem - w głosie Krz nie było słychać nawet cienia skruchy. - Bo zapomniałem.

komentarze(0)

son, 03.03.2010, 3:30.00

1109. Z życia naukowca (1)

- Jak to? To już po północy? - zaabsorbowany naprawą klawiatury Krz zupełnie zatracił poczucie czasu.
- Aha - potwierdziła Son spod poduszki.
- To trzeba iść spać! - rozkazał samemu sobie Krz ukrywając szczątki klawiatury pod łóżkiem.
- Żeby rano wstać - uzasadnił po chwili.
- Żeby potem pójść spać - dokończył wywód gasząc światło.

komentarze(0)

son, 03.03.2010, 3:30.00

1108. Z cyklu: Wielki Boss komentuje (Europę)

- Londyn bardzo mnie rozczarował. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego Anglicy tak lubią te swoje stare budynki.

komentarze(0)

son, 03.03.2010, 3:30.00

1107. Czy wiecie, że...

Kameleon patrzy każdym okiem niezależnie, a odległość od interesującego go przedmiotu ocenia używając mięśni oka.

komentarze(0)

son, 03.03.2010, 3:30.00

1106. Z cyklu: Koledzy Singapurczycy pytają

- Sonia, naprawdę chodzisz rano na basen? A nie jesteś potem zmęczona przez cały dzień? Masz siłę pracować?

komentarze(0)

son, 01.03.2010, 4:46.38

1105. Gekon też człowiek

Krz (z naganą w głosie):
- Son, złaź stamtąd i nie strasz kobiety w ciąży!
(do Son wdrapującej się w rolkach na murek, żeby lepiej przyjrzeć się tłustemu okazowi gekona, któremu przez skórę brzucha prześwitywało białe jajo)

komentarze(0)

son, 01.03.2010, 4:46.38

1104. Z cyklu: Koledzy Filipińczycy komentują

- Singapurczycy zawsze na coś narzekają. Jak jest powódź i woda sięga do pół łydki, to już chcą, żeby "rząd coś z tym zrobił". U nas, dopóki możemy oddychać, to nie narzekamy. W końcu powódź to siła wyższa.

komentarze(0)

son, 01.03.2010, 4:46.38

1103. Ostatnia niedziela...

Ostatni weekend w Singapurze spędziliśmy robiąc wszystko po trochu.
***
Byliśmy w banku, by uporządkować różne sprawy (z umiarkowanym skutkiem).
Wypiliśmy tradycyjną kawę i zieloną herbatę w Sturbucksie (pełen sukces).
Wpadliśmy na zatłoczoną Orchard Road.
Przespacerowaliśmy się wzdłuż "karpiego brzucha", czyli zakola rzeki, które od lat przynosi szczęście chińskim kupcom.
Zwiedziliśmy wytwórnię eleganckich wyrobów z cyny i skusiliśmy się na niewielkiego cynowego krokodyla.
Odkryliśmy sklep z fascynującymi, zdalnie sterowanymi latawcami.
Zahaczyliśmy o zaturyszczone Chinatown.
Odwiedziliśmy znajomych, którzy zaprosili nas na francuski wieczór (panowała niezwykle francuska atmosfera; dopiero kiedy jeden z imprezowiczów odebrał telefon od swojego szefa, który kazał mu bezzwłocznie stawić się w pracy, przypomnieliśmy sobie, że jednak jesteśmy w Singapurze).
***
Przygotowaliśmy mrowiskową bazę na nowe podróżnicze notatki (to już wkrótce!).
Spontanicznym ruchem zdarliśmy antykaraluchowe siatki z okien, w wyniku czego przez kolejną godzinę bezskutecznie staraliśmy się usunąć z framug pokłady paskudnego kleju.
Zwiedziliśmy Changi Chapel, muzeum upamiętniające brytyjski obóz jeniecki w czasie okupacji Singapuru przez Japończyków.
Odbyliśmy pożegnalny przejazd naszą ulubioną trasą rolkową: z Changi Village, wzdłuż pasa startowego, aż do samego końca East Coast Parku.
Przez resztę niedzieli staraliśmy się ekspresowo odpocząć przed nadchodzącym tygodniem.

komentarze(0)

son, 01.03.2010, 4:46.38

1102. Z cyklu: A Wielki Boss wciąż pyta, pyta, pyta...

- Sonia, czy podobają ci się te budynki? No, te przed nami. Są takie toporne.

komentarze(0)

son, 01.03.2010, 4:46.38

1101. Z cyklu: Wielki Boss komentuje

- Nie jesteśmy w niebie. Jesteśmy tu, żeby wykonywać naszą pracę.

komentarze(0)

son, 01.03.2010, 4:46.38

1100. If I were a rich man...

Bóg to, czy święty Mikołaj?*
(z tablicy wotywnej w buddyjskiej świątyni)
Nazywam się A.B.C., mam 52 lata. Dla siebie życzę sobie szczęścia, bogactwa i zdrowia. Dla mojej żony, D.E.F., zamiawiam szczęście, zdrowie i zamożność.

* Im dłużej przyglądamy się bogobojnym chińczykom, tym bardziej utwierdzamy się w przekonaniu, że buddyzm dociera do Europy w wyjątkowo wysublimowanym wydaniu, które mało ma wspólnego z religijnością azjatycką.

komentarze(0)

son, 01.03.2010, 4:46.38

1099. Smacznego!

Zwołane z samego rana zebranie przeciągało się w nieskończoność. Wykorzystałam okazję, żeby poczęstować zgłodniałych uczestników wylosowanymi w świątecznej loterii czekoladkami.
N. uprzejmie wymówił się od poczęstunku:
- Sonia, jestem przeziębiony, nie mogę jeść słodyczy. Wiesz, dziś rano odksztuszałem taką żółto-zieloną flegmę.

komentarze(0)

son, 01.03.2010, 4:46.38

1098. Czy wiecie, że...

Zmysł węchu u monitorów (organ Jacobsona) mieści się w jamie ustnej, a zwierzęta te "węszą" wsuwając i wysuwając język.

komentarze(0)

son, 01.03.2010, 4:46.38

1097. Z cyklu: Straszne tropiki

Przeciskaliśmy się pomiędzy stolikami zatłoczonej ulicznej knajpy.
- Son, widziałaś?! - w głosie Krz satysfakcja mieszała się z obrzydzeniem.
- Nie... - uszczęśliwiona pozytywnym zakończeniem misji pocztowej Son nie zwracała uwagi na drobiazgi.
- Po tym człowieku chodzi karaluch! - radośnie doniósł Krz.
- Tresowany? - zaciekawiła się Son.
- Jak na tym filmie?! E, chyba jednak nie - zreflektował się Krz.
Przyjrzeliśmy się dokładniej. Nieduży karaczan przemierzał plecy zatopionego w lekturze mężczyzny. Kierował się w stronę prawego ramienia. A może raczej w stronę kubka parującej jeszcze kopi-si*?

* Kawa z cukrem i ze śmietanką

komentarze(0)

son, 01.03.2010, 4:46.37

1096. Z cyklu: Przesądy chińskie

Nie myj włosów w pierwszy i piętnasty dzień księżycowego miesiąca, bo doprowadzisz duchy do wściekłości.

komentarze(0)

son, 01.03.2010, 4:46.37

1095. Sklep ze śmiesznymi rzeczami

Nie da się ukryć, że przygotowania do naszej wielkiej wyprawy dostarczają nam sporo rozrywki. Duchem unosimy się już gdzieś nad stepami Patagonii.
- Son, byłem w takim sklepie dla żołnierzy - oświadczył zagadkowo Krz. - I tam jest mnóstwo śmiesznych rzeczy!
- Śmiesznych rzeczy... - powtórzyła jak echo Son.
- No! Przybory do makijażu, którymi można pomalować twarz na czarno albo zielono, maskujące siatki, kamizelki z tysiącem kieszeni... - zachwycał się Krz. - Ale są też bardziej praktyczne przybory: zestaw szczelnych pojemniczków, elastyczne troki do plecaka, płyny przeciw różnym owadom i całe morze talku.

komentarze(0)

son, 25.02.2010, 4:18.44

1094. Z cyklu: Koledzy Hindusi pytają

- Sonia, zwiedziłaś już tyle krajów, dlaczego nie wybierzesz się do Indii? - pyta K., Hinduska, inżynier z zaprzyjaźnionej firmy.
- Wiesz, K., zniechęca mnie to, że jest tam tylu biednych ludzi - odpowiadam szczerze.
- No tak, wszystko przez ten film [Slumdog Millionaire] - kiwa głową K. - A co? U was, w Polsce, to żyją sami bogaci ludzie?

komentarze(0)

son, 25.02.2010, 4:18.44

1093. Wyprawa pocztowa

Czy można się dorobić zakwasów w drodze na pocztę?
Można, jeśli poczta mieści się w innym kraju, a nadawca postanowił dźwigać przesyłkę na własnych plecach.
***
Czy można przekonać ochronę stacji metra, że plecak, z którego wystają łapa i pysk jaskrawozielonego pluszowego krokodyla, wyładowany jest "wyłącznie książkami"?
Można. Jak ma się na plecach ponad dwadzieścia kilo, to dar przekonywania znacznie wzrasta.
***
Czy można zdziwić malezyjskiego celnika?
Można, wystarczy szczerze wyjaśnić mu cel "przemytu" książek przez granicę.
***
Czy na poczcie, w której nie ma żadnej kolejki, można spędzić półtorej godziny?
Można, jeżeli paczki sporządza się na miejscu metodą do it yourself (czyli "zrób to sam").
***
Czy można dwukrotnie zmniejszyć objętość nadawanych paczek?
Można, wystarczy naciąć karton w odpowiednich miejscach i nadmiar zagiąć do środka pudła.
***
Czy, wysyłając paczki, można pięciokrotnie zaoszczędzić na koszcie przesyłki (albo jeszcze więcej)?
Tak, jeśli opłaty na poczcie malezyjskiej porównamy z opłatami za wysyłkę z Singapuru. Jeszcze więcej można oszczędzić porównując koszt wysyłki z kosztem przeprowadzki z pomocą profesjonalnej firmy spedycyjnej. A gdyby tak nadawać paczki DHL-em... Ah...
***
Czy po owocnym skorzystaniu z usług pocztowych można wywijać radosne hołubce?
Można. Gdy jest się lżejszym o 50 kilo kłopotliwego towaru, to można WSZYSTKO.

komentarze(0)

son, 25.02.2010, 4:18.44

1092. Wodospad frustracji

Im bliżej naszego wyjazdu z Singapuru, tym więcej osób postanawia się nam pozwierzać. Tak jakby sama informacja, że niedługo już nas nie będzie zwalniała ludzi z azjatyckiego obowiązku "zachowania twarzy". Tama pęka i składana latami gorycz wodospadem wylewa się prosto na nasze głowy.
- Na co narzekają singapurscy immigranci*? - zapytacie
Na przepracowanie.
Na zmęczenie.
Na samotność.
Na pustkę życiową.

* Tylko nie wyobrażajcie sobie tu przypadkiem londyńskich bankierów. Singapurscy immigranci to Hindusi, Indonezyjczycy, Tajowie, Malezyjczycy, Chińczycy, Filipińczycy, Japończycy i zaledwie garstka Kaukazów.

komentarze(0)

son, 25.02.2010, 4:18.44

<< nowsze notatki | starsze notatki >>